poniedziałek, 6 lipca 2015

may the odds be ever in your favor


Quinn Ashford / AGENTKA NIŻSZEGO STOPNIA / 29 LAT
naturalny talent do rozszyfrowywania mowy ciała / AKTA

Jeśli masz czworo braci to niezależnie od tego, jak słodka będzie twoja buzia, wewnątrz na zawsze pozostaniesz jednym z chłopców. Zasada siostrzeństwa nie jest w stanie wytrzymać takiego nagromadzenia testosteronu. Może gdybyś była najmłodszym i najbardziej oczekiwanym kwiatuszkiem - ale nie jesteś. Zawsze będziesz pośrodku tej głośnej bandy.

Tradycje są silne. W tej rodzinie główną tradycją jest praktyczne realizowanie modelu miłości do ojczyzny. Matka-marine zajmuje się głównie kwestiami administracyjnymi, a jednak jej praca i tak wiąże się z wieloma podróżami po często odległych bazach wojskowych. Ojciec-informatyk, wolny strzelec, pracuje w domu, starając się przy okazji zapanować nad gromadą dzieci. Jedno z nich pójdzie w ślady matki i wstąpi do Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. Kolejne zostanie policjantem, trzecie strażakiem. Czwarte co prawda założy pub, ale spłodzi przy tym najwięcej wnuków, chwała prokreacji! Ją, drugie dziecko według starszeństwa, poniosło najpierw na szkolenie przyszłych kadetów wojskowych, następnie na wydział bezpieczeństwa narodowego, później do Instytutu Psychologii Śledczej, w końcu na staż do Kryminalnego Biura Śledczego Marynarki Wojennej (NCIS). Okazało się, że nie tylko umie ładnie wyglądać, dużo gadać i bezczelnie łamać ignorować zasady (Czerwony to tylko sugestia!). Ma ten dryg, który kazał CIA wykraść ją z NCIS - w końcu nie od dziś wiadomo, że poszczególne agencje toczą między sobą nieoficjalne boje. Największym talentem Quinn jest to, że rozszyfrowywanie niewerbalnych komunikatów przychodzi jej naturalnie. To, co specjaliści od marketingu, coachingu i przesłuchań wbijają sobie do głowy latami, dla niej jest aktywnością podejmowaną instynktownie. Rozpoznaje emocje, przemilczenia i kłamstwa.

O instynkcie Quinn Ashford można napisać całą książkę. To przez jej pośpiech i chaotyczność nie miała szans na wielką żadną karierę wojskową. Bywa niepoważna - nawet w pracy. Nadąża za wszystkimi plotkami, nigdy nie zapomina o świętach, imionach, spotkaniach i osobistych szczegółach - o wszystkich pierdołach, które normalni ludzie dzielą na dwoje. Ma problemy z wbijaniem sobie suchych faktów do głowy, nie uczy się teorii, ale od razu skacze na głęboką wodę. Praktykuje zamiast przygotowywać się do praktyki. Improwizuje. Musi robić dwie rzeczy jednocześnie, bo jeśli skupi się na jednej - na pewno ją zniszczy. Jest niepunktualna, emocjonalna i nie posiada ani enigmatycznego uśmiechu ani przenikliwego wzroku. Lubi mieć życie prywatne, nawet jeśli z bronią jest jej do twarzy. Za każdym razem robi coś w inny sposób. Przecież to zmiana napędza życie.

13 komentarzy:

  1. [ Witam się :3 Jakie ładniutkie zdjęcie! Życzę wielu pomysłów i wielu wątków :D W razie chęci zaproszę do siebie :) ]

    Jessica B.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ten sam wiek i profesja, można powiedzieć, że zaczynali w podobnym czasie. Uwielbiam takie karty, gdzie widać, że postać nie jest banalna. Daj mi wątek, proszę.]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  3. [Zapomniałem dodać, że imię Quinn uwielbiam. Tak, to na tyle istotne, że musiałem się wrócić i dopisać.]

    G.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ona jest świetna, taka prawdziwa. Z pazurem, ale domowa. Kojarzy mi się z gorącą czekoladą z chilli. Łagodny smak, niespodziewanie gryzący gardło. Jest cudna, chciałabym wątek.]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  5. [Powiem Ci, że strasznie się Gabe'owi miło zrobiło przez ten Twój komentarz, bo zawsze to fajnie jak ktoś o urodzinach pamięta. Mam nawet skromny pomysł, który możemy wykorzystać, jeśli Ci się na tyle spodoba - a na to liczę.

    Wiadomo, że najcięższe zadania na skalę światową daje się agentom specjalnym, ale ich jest garstka, a kraj potrzebuje ludzi, którzy gdzieś przenikają i zapobiegają niefajnym rozwojom wydarzeń. Quinn, znana z naturalnego talentu do rozpoznawania ludzkich intencji oraz mistrzyni pokera, co wyczytałem, może mieć zlecenie na obalenie kogoś w kasynie. Powiedzmy, skorumpowanego senatora, którego trzeba złapać na gorącym uczynku przy oszustwach, ale po cichu.
    Jako partnera będzie mogła wybrać sobie kilku agentów, żeby pod przykrywką damy nie szła samotnie, więc padnie na Gabe'a, który o grach w karty jak się potem okaże nie ma zielonego pojęcia. Myślę, że może być nawet zabawnie. :)]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  6. [Twój pomysł niezmiernie mi się podoba, jak wrócę z pracy (czyli za jakieś kilka godzin), rozpocznę.
    Widzę, że nasze postacie mają mnóstwo wspólnego. To może być bardzo ciekawe ^^]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  7. [A Viola teraz pewnie sobie popija poranną kawkę, nawet nie wiedząc, że tutaj za oceanem w Polszy ktoś ją tak kocha. Bo ona jest cudowna i koniec kropka. Dam Ci wątek, oczywiście, chociaż przy Gabrielu już coś planowaliśmy, ale możesz sobie teraz wybrać, czy chcesz ją, jego czy oboje.
    Nawet mam pomysł. Czy Quinn dałaby się wykorzystać Maddy, która weźmie na siebie rozwiązanie pozornie błahej sprawy starego przyjaciela? Przydałaby jej się pomoc kogoś, o kim krążą plotki że niemal czyta w myślach.]

    Madeleine

    OdpowiedzUsuń
  8. [Świetnie. To sobie coś z tego wybiorę i zacznę niedługo. :D]

    Timothy

    OdpowiedzUsuń
  9. [No nie, jak mogłam przeoczyć taką dobrą postać. Chodź do nas.]

    Holden Rutherford

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wybacz mi to niżej, to moje pierwsze cokolwiek ze strony Tima. Obiecuję, że potem będzie lepiej (bo i akcja się zacznie).]

    Maggie zawsze powtarzała, że jego gust muzyczny zardzewiał piętnaście lat temu. Mówiła, że powinien wziąć z niej przykład i przestudiować najnowsze propozycje na rynku muzycznym. Nigdy nie zapamięta dziwnych ksywek tych kobiet, których miałby słuchać wraz z nią. O dziwo, Timothy próbował, włączając parokrotnie MTV – kanał, który śmiał nosić miano muzycznego, a tak naprawdę działy się tam tragiczne rzeczy, nie mające nic wspólnego z tym, czego chciałby dla swojej czternastoletniej siostry. Ludzie klęli i uprawiali w najlepsze seks przed kamerami. I to tak brzydki seks, że miał ochotę zasłonić sobie oczy nim wpadł na to, by po prostu przełączyć na inny kanał. Na szczęście na tej całej imprezie po wykładach nikt nie puszczał im odgłosów, przypominających te wydawane przez ludzi podczas stosunku płciowego, ale mimo wszystko wciąż mu się nie podobało. Kto w ogóle miałby ochotę tańczyć przy podobnej siekance dla umysłu? Uczucie bycia w tym miejscu przypominało lobotomię i gdyby nie zimne piwo, które kurczowo ściskał w dłoni, pewnie wróciłby do sypialni już godzinę temu. To nie tak, że nie potrafi się bawić. Przecież potrafi się wyluzować, ale nie sprzyjało temu towarzystwo ludzi z pracy, poczucie ogólnego znużenia i zmęczenia oraz świadomość, że rano trzeba będzie wstać na równie nudne jak dzisiaj wykłady. Cały ten spęd kojarzył mu się ze szkołą średnią i tak jak w niej, nie zrobił żadnych notatek, licząc na przychylność losu. Znajomi z pracy zachowywali się jak nastolatki, krążąc pomiędzy stolikami z przekąskami, chichocząc we wszystkich kątach sali i plotkując o ludziach, którzy mogli znajdować się dwa kroki za ich plecami. Brakowało tylko prób dolania alkoholu do ponczu. Pewnie wielu z nich żałowało, że na tej imprezie procenty są legalne. Jak tu potem patrzeć sobie w oczy podczas jakiejś misji? Kręcił tylko głową niczym jakiś zgred i obserwował kilka tańczących par i jeszcze jakieś kółeczko złożone z samych pań. Blondynka, której imienia nigdy nie umiał zapamiętać (ta, cudowny z niego szpieg, jeśli trudność sprawia mu zapamiętanie nietypowego i obcobrzmiącego imienia! chyba po prostu nie chciał go zapamiętywać) pomachała do niego nad wyraz entuzjastycznie, próbując przekrzyczeć jakiegoś rapera z głośnika. Chyba usiłowała go właśnie namówić do dołączenia do ich kółeczka wzajemnej adoracji i kołysania biodrami. Ferguson odmachał jej, zmusił się do uśmiechu i odwrócił się do niej tyłkiem, co było mało eleganckie, ale tylko tak mógł się uratować. Dopił piwo i ruszył po kolejne. Po drodze zaczepił go kolega, z którym ostatnio śledził świadka koronnego. Porozmawiali minutę o pracy, najwyraźniej on żywił podobne uczucia względem tych całych tańców. Potem tamten poszedł do swojej damy - to są dokładnie te słowa, których użył – a Timothy poszedł po swoje piwo. Wszystko jest na właściwym miejscu. Dokładnie w momencie, gdy zaczął się nim delektować po długim mocowaniu się z kapslem, jak spod ziemi wyrosła przed nim owa długonoga blondynka. Jej oczy wskazywały na to, że ona tej nocy nie wypiła tylko dwóch piw, lecz sporo kolorowych drinków z palemkami.
    - Musisz zataaaańczyć, Tiiim! – krzyknęła mu prosto do ucha. On oczywiście przeraził się tego całego skrzeku, zachłysnął się piwem i potknął o jakąś nierówność w posadce, wpadając prosto na Quinn, która tego dnia siedziała jakieś trzy krzesła od niego na wyżej wymienionych wykładach. Piwo było wszędzie. W jego ustach, nosie, na podłodze, na ubraniach i włosach Ashford. Butelka toczyła się po ziemi, zatrzymując się dopiero przy głośniku.
    - Ja pieprzę – westchnął ciężko, w panice próbując wyczyścić jej bluzkę… rękami. Wyglądało to tak, jakby bezczelnie zaczął ją obmacywać po piersiach.

    OdpowiedzUsuń
  11. –– Jak myślisz, to oryginał? –– zapytał, gdy rzucił gazetę tuż przed nos Quinn siedzącej przy stoliku. Była pora lunchu, a ona zajmowała samotnie czteroosobowy stolik, przez co grupka pracowników agencji stojąca w pobliżu zmuszona była dosunąć sobie krzesła, by móc w trójkę swobodnie usiąść przy niewielkim blacie. Agentka Ashford zdawała się być jednak niewzruszona, bo obserwując ją podczas przemierzania pokoju zauważył, iż na pogardliwe spojrzenia reaguje jedynie swobodnym pociąganiem napoju przez cienką, przezroczystą słomkę. Zawsze cenił sobie jej nietuzinkowy charakter, bo udowadniała, że ma jaja nie tylko w sytuacji, w której zawzięcie okupowała najbardziej pożądany stolik w pracowniczej restauracji. Zapewne właśnie dlatego zdecydował się na podzielenie z nią misją, która niespodziewanie spoczęła na jego biurku, gdy kurier kazał mu podpisać doręczenie paczki z gazetą opisującą rozbicie Titanica oraz butelką drogiej, angielskiej whisky. Był to prezent raczej niespodziewany, na dodatek pozbawiony jakiejkolwiek karteczki i informacji o nadawcy, ale Liam był na tyle zaintrygowany, że przyjął podarunek, chociaż nie odważył się otworzyć alkoholu. Ten stał więc samotnie na jego biurowej szafce i najpewniej za kilka dni wyląduje w koszu na śmieci, bo Lynch był zbyt dużym fanem prostej i niezbyt stylowej wódki, by nagle od tak przerzucić się na alkohole z wyższej półki.
    –– Masz jakieś plany na wieczór? Jeśli tak, to odwołaj, zabieram cię na drinka –– rzucił, gdy odsunął sobie krzesło naprzeciwko niej i uśmiechnął się przy tym zaczepnie. Sięgnął do jej plastikowej tacki z jedzeniem, którą przysunął bliżej siebie, i chwycił opakowanie z frytkami, czyli po jedyne zjadliwe żarcie, jakie tutaj podawali. Nie krępował się, gdy wsunął pierwszą z nich do ust, zresztą ona też nie zgłaszała póki co sprzeciwu. W razie czego zawsze mógł powołać się na to, że teoretycznie był jej przełożonym i mógł swobodnie rozkazać agentce Ashford oddanie jej talerza w celu nakarmienia głodnego wyższego rangą kolegi.
    Ich relacja powinna przebiegać na pełnej profesjonalizmu stopie uczeń – mentor, jednak od samego początku wyglądało to jednak trochę inaczej. Nie byli przyjaciółmi, do znajomych na Facebooku raczej też by się nie zaprosili, ale Liam wiedział jak wyglądały stosunki jego kolegów i ich podopiecznych, więc dziękował szefowi (oraz losowi) z całego serca, że ten w wyniku czystego przypadku połączył go z Quinn Ashford. Bo – co było w tym wszystkim najciekawsze – oboje mogli swobodnie uczyć się od siebie nawzajem, przez co nie była to jednostronnie czerpiąca znajomość, którą pożegnają wzruszeniem ramion, gdy program zostanie zakończony. Liam miał wielkie ambicje i chciał zrobić z Quinn kolejną agentkę specjalną, bo niezaprzeczalnie miała ku temu ogromne predyspozycje i, czego nie dało się ukryć, była po prostu lepsza od innych. Nie żeby Lynchowi zależało na wygranej w tej kwestii, absolutnie, rywalizacja nigdy nie leżała przecież w jego naturze...
    W każdym razie, uważał kobietę za bardzo cennego wspólnika, a odkąd jego zwyczajowy partner zginął w akcji, musiał znaleźć sobie nowego towarzysza do nagłych zadań, a kogo lepszego od niej mógłby przyjąć na to miejsce? Z bratem się jakoś nie dogadywał, zresztą zupełnie tak jak z pozostałą częścią agencyjnych pracowników, więc jeśli miał kogoś, z kim dzielił chociaż nić porozumienia, to wiedział, że musi z tego korzystać zanim wszystkiego nie spieprzy. Fakt, że Quinn nie mogła mu odmówić tylko dodawał sytuacji uroku, poza tym nie wątpił mimo wszystko, że tak czy inaczej by się zgodziła. Pociąg do adrenaliny był przecież tym czynnikiem, który ściągał ich wszystkich do CIA.

    Liam

    OdpowiedzUsuń