poniedziałek, 6 lipca 2015

Ja mogę żyć tylko sercem, wy zaś żyjecie według zasad.


Gdyby miał podsumować swoje życie w kilku słowach… Miałby z tym poważny problem. A to dlatego, że nigdy nie zachowywał się konsekwentnie. Wydawałoby się, że podróż do USA będzie początkiem nowego życia. Gdyby nie fakt, że bliskich poinformował o niej karteczką przyczepioną do drzwi lodówki. Zaraz po tym, jak obiecał ojcu podjęcie pracy w redakcji jego czasopisma. W przeciągu dziesięciu lat zjawił się w Edynburgu tylko raz – na ślubie swojej siostry. Przywiózł młodej parze prezent, najadł się, napił, ukradł ze stołu dwie butelki wina i po nocy spędzonej w hotelu wrócił do swoich obowiązków.

Życie zamyka obecnie w kręgu pracy, wieczorów przy zimnym drinku i śnie na kanapie przed telewizorem. Rzadko zagląda do sypialni, ponieważ narzeczona nie toleruje zapachu papierosów i whisky z jego ust. W ogóle narzeczona jest dla niego tematem abstrakcyjnym. Decyzję o ślubie odkłada z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. A w międzyczasie szlifuje swój zagadkowy system wartości. Funkcjonuje tak, jakby nie do końca miał pomysł na samego siebie. Jednego dnia oszczędza pieniądze na wakacje, by kolejnego zainwestować wszystko w nowe radio do samochodu. Jakby usilnie starał się zatrzymać na etapie dwudziestolatka, dla którego świat stanowi jeden wielki plac eksperymentów. Bawi go sposób, w jaki niektóre kobiety reagują na brytyjski akcent, więc nadużywa go nagminnie podczas załatwiania codziennych spraw w miejskich urzędach. Gdy zdobędzie chwilę wolnego czasu w sobotnie popołudnie, marnuje go na zajadanie kremówek i poszukiwanie w sklepach nowego krawatu. Działa to na niego podobnie jak na kobiety kupno nowej pary butów. Gdyby mógł sobie na to pozwolić, rzuciłby wszystko i drzemał w hamaku na karaibskiej plaży. A to dlatego, że przytłacza go poczucie jakichkolwiek obowiązków. Co ma też swoje dobre strony, ponieważ każdy z nich wypełnia rzetelnie i niemal błyskawicznie (i równie błyskawicznie ma wszystko z głowy). Kiedyś przyjdzie czas na to, aby się ustatkować i aby przestać żyć wszystkim na przekór. Kiedyś. Teraz wystarczy, że spojrzy w lustro i zapewni sam siebie, że nic na świecie nie stanowi dla niego przeszkody. Nawet jeśli cały świat widzi w nim tylko aroganckiego, egoistycznego dupka.

Elias Wake
trzydziestopięcioletni fotograf terenowy

* cytat : Lew Tołstoj Anna Karenina
wizerunek : Patrick J. Adams

17 komentarzy:

  1. [Dwa słowa: Świetny. Jest. Tyle ode mnie na początek. A, no i może to, że kartę połknąłem nie tyle jak tabletkę, bo tabletek nikt nie lubi, ale smacznego cukierka.]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Też bym chciała uciec i wylegiwać się w karaibskim słońcu, chociaż... mogłoby się okazać, że jest tam za ciepło. No mniejsza... Witam bardzo ciepło i życzę dużo pomysłów oraz chęci :) Oczywiście zapraszam do siebie. ]

    Jessica B.

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Zauroczył mnie i od razu mówię, że zamawiam sobie z nim wątek jak tylko się opublikuje. Tak tylko chciałam powiedzieć]
    Przyszła Allie

    OdpowiedzUsuń
  4. [Tak się cieszę, że udało mi się dodać do tego dramatyzmu trochę komedii. Taki był zamiar, bo przecież bez krztyny humoru to Gabe wyszedłby na pokrakę i chodzącą patolę, której by nawet do żadnego reality show pokroju "Shore" nie przyjęli.
    Nie martw się brakiem pomysłu. Jeśli tylko masz ochotę na wątek, to ja pomysł już miałem przy czytaniu karty. Agenci niższego stopnia załatwiają wiele spraw, więc fotograf terenowy na pewno poprzez nic współpracuje z zarządem, agentami specjalnymi czy poszczególnymi działami. Można ich wrzucić razem w jakąś niewielką misję, Gabe może mu asystować, mogą też iść razem na wódkę, albo Elias obieca przyjaciółce narzeczonej, że załatwi jej randkę na double-date i będzie miał tylko nieszczęsnego Gabriela pod ręką. Coś zawsze się znajdzie :D]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  5. [Też miałem ostatnio długą przerwę od blogowania, właściwie to ja jestem na grupowcach na zasadzie "pojawia się i znika", bo jak przyjdzie jakaś sesja albo praca to nie ma zmiłuj. Ale teraz mam czas, to cisnę.
    Świetnie, to nam się w takim razie jako tako wyklarowało wszystko. Chcesz zacząć czy wolisz odstąpić mi początek? Dla mnie to obojętne.]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  6. [W takim razie czekam na wątek i życzę dobrych wojaży po sklepach.]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Ja właśnie zaczęłam oglądać od nowa, bo zatrzymałam się w połowie trzeciego sezonu ;-; A Freud właściwie był bardzo mądrym facetem, dopóki nie musiałam go wykuć na egzamin. Wówczas odczułam wobec niego ogromny hejt.
    Szczerze mówiąc z pomysłem jest słabo :< Przychodzi mi tylko do głowy, że mogli utknąć razem w windzie, jakąś bardzo późną porą, gdzie budynek właściwie już opustoszał. Nie myślę przez te upały :<]
    Allie Hammond

    OdpowiedzUsuń
  8. [Nie jestem dobra w dramatycznych historiach i Elisa zdecydowanie nie uważa swojego dzieciństwa za dramatyczne; nie znała innego życia i tego się trzymała, ale ostatnio stwierdziła, że może chciałaby spróbować czegoś innego, jednocześnie niczego nie tracąc, a w ten sposób ma same korzyści.
    W zasadzie to dobry pomysł wyjściowy. Elias ma dowody na to, że Elisa czasami mija się z prawdą, ale zanim udało mu się je wszystkie zebrać, mogła się o tym dowiedzieć i spotkać z nim. Elias jest naprawdę pociesznym facetem, więc trudno mi sobie wyobrazić, by Elisie udało się go przekonać do jakiś podejrzanych interesów. Mogłaby jednak zaproponować mu układ; lepiej mieć ją po swojej stronie niż mieć w niej wroga, o czym dobitnie mogła go poinformować i ostatecznie doszli do tego, że jeśli Elias nikomu nie powie, będzie mógł liczyć w przyszłości na jej pomoc. Teraz mężczyzna będzie pod ścianą i przypomni sobie o jej obietnicy, pytanie tylko co by się musiało wydarzyć, że zwrócił się do niej po pomoc.
    Trochę nieskładnie to napisałam, wybacz:/]

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  9. [Mike <3 To znaczy Patrick, oczywiście ;) Pozostawiając już w spokoju wizerunek - chwalę postać, jest dobra!]

    Louise

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cześć! Dziękuje za powitanie :) Hmm...mogą mieć w załodze typowego lizidupe itd nikt go nie lubi, więc mogliby powertować zawartość jego biurka :D Dla żartu coś tam mu podrzucić itd albo zmienić hasło do jego komputera.]

    Mia

    OdpowiedzUsuń
  11. [No ale przecież wyszło idealnie, w sam raz na początek. :)]

    To właśnie była ostania prosta, a potem wszystko szło już z górki. Przynajmniej w tym wypadku, bo zadania leżące w jego kompetencjach bywały tak różne od siebie, że nie sposób przełożyć na wszystkie podobnego schematu.
    Tym razem jednak znów przyszło mu pracować z Eliasem. Nie narzekał z tego powodu, co więcej - cieszył się, kiedy parę tygodni temu dostał wstępne informację o problemie. Wake lubił wszystko zrobić jak najszybciej, bez olewania sobie zadania, co zresztą cechowało większość agentów i specjalistów CIA, ale z drugiej strony nie angażował się za bardzo. Pchanie rąk tam, gdzie mogą je oderżnąć jednym cięciem nie należało do ulubionych posunięć Gabe'a.
    Obeznanie terenu, który ma posłużyć za cel misji agenta specjalnego, było dosyć czasochłonne i pracochłonne, ale uwinęli się z tym szybko. Wake wykonał zdjęcia, których normalnie nikt nie dałby rady pstryknąć, a szybka analiza faktów od Douglasa miała zapewnić agencję, że kogokolwiek z agentów tam nie poślą, na pewno nic go nie zaskoczy. Zagwarantować tego nie mógł, jak zawsze zresztą, ale do tej pory ten duet nigdy nie zawiódł wąsatego człowieka, który właśnie oceniał ich pracę.
    Nie lubił dużo gadać, nie, kiedy nie miał w tym żadnego poważnego interesu. Usta jednak mu się nie zamykały, bo musiał ślicznie, niczym uczennica na apelu, wyrecytować czego się dowiedzieli.
    Zamilkł, kiedy temat mu się wyczerpał. Szef kiwnął głową, ale nadal czytał. Wodził świdrującymi oczami po kartce, zdjęciach, po swoich notatkach, jakby sam jeszcze raz miał to wszystko przeanalizować. Gabe już miał wywracać gałami, kiedy poczuł szturchnięcie.
    SOS. To nigdy nie brzmiało dobrze, szczególnie, że rozpoznał nadawcę wiadomości, jaką przysłano Eliasowi. Jego narzeczona. Podwójna randka. Na początku nie rozumiał, o co dokładnie chodzi, ale kiedy doszło do niego, że Wake właśnie chce ustawić kolegę geja z kobietą o makijażu mocniejszym niż obraz Picasso, wyszczerzył oczy i na jego twarzy pojawił się lekki grymas.
    Nie zdążył zaprzeczyć, nie zdążył też pomyśleć nad tym na poważnie, bo szef zadał mu pytanie, czy to wszystko. Skinął głową, co Wake mógł odebrać jako zgodę. Zostali odesłani. Na korytarzu, przed gabinetem, zatrzymał się koło towarzysza i spojrzał na niego ostrym wzrokiem
    - W co ty żeś mnie wpakował...
    Miał mały dług wobec Eliasa. Tylko dlatego jeszcze nie uciekł, ale stał tutaj, jedynie marudząc.
    - Mogę nie przebierać koszuli? - zarzucił, przyglądając się własnemu odbiciu w szybie. - Zresztą, co za różnica.
    Doszło do niego, że zamiast oglądania głupkowatych programów w telewizji i wcinania popcornu, czeka go fałszywa randka z jakąś obcą babą. Żeby to jeszcze był facet. Chociaż, kto wie, co kryje się pod tym makijażem.

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  12. Leslie była w pracy od popołudnia. Nawet nie narzekała na zmęczenie bo go nie odczuwała. Ze względu na ciążę starała się nie forsować, regularnie badać oraz odżywiać. Jej praca nie wymagała wysiłku fizycznego, a bardziej psychicznego, ciągłe siedzenie na krześle nie sprzyjało jej kręgosłupowi, który i tak był już obciążony przez małą osóbkę rozwijającą się pod jej sercem.
    Upiła kolejny łyk kawy szalejąc drobnymi palcami na klawiaturze sporego komputera. Pracowała nad kolejnymi szyframi zabezpieczającymi system CIA, często zmieniała szyfry, tak dla bezpieczeństwa, wolała dmuchać na zimne. Gdy wpisała ostatni kod uśmiechnęła się zadowolona ze swojej roboty i lekko przeciągnęła na dość niewygodnym krześle. Z uniesioną brwią ku górze odkręciła się zaciekawiona w stronę swojego towarzysza, gdy usłyszała jego słowa. Zapowiadało się ciekawie. Obserwowała go w milczeniu, by dowiedzieć się co dokładnie kombinuje. – Kędziora? – zapytała, a jej oczy zabłyszczały. Cholernie nie lubiła tego kolesia, nigdy jeszcze w życiu nie spotkała większego lizi dupy od niego. Wszystkim działał na nerwy. Po chwili namysłu znalazła się obok Elias’a. Mia parsknęła śmiechem widząc różowe stringi. – Odpłacę się temu lalusiowi za wyrzucenie moich notatek z kodami, które według niego zabierały tylko miejsce na regale – rzuciła i zabrała stringi, które wrzuciła sobie do torebki. Ten koleś nie wie na co ją stać, lepiej, by nie przychodził jutro do pracy, gdyż spotka go niemiła niespodzianka. Po chwili uwagę kobiety przykuł komputer Kędziora, który bez nawet chwili wahania włączyła. Od razu zaczęła łamać hasło, a gdy się do niego dostała szturchnęła przyjaciela lekko w ramię. – Patrz, nasz żółtodziób ogląda sobie w przerwie gołe babeczki – powiedziała nie umiejąc ukryć rozbawienia. – Boże co ten koleś ma w głowie? A gdyby tak zgrać całą pamięć z jego komputera i zupełnie przez przypadek wysłać ją do szefa z jego komputera? Byłby niezły sajgon, a nasz Kędziorek nie byłby już taki pewny siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Kurcze znowu pomyliłam imie własnej postaci, wybacz :c]

      Mia

      Usuń
  13. [Dziękuję za powitanie! Muszę przyznać, że uśmiechnęłam się pod noskiem na uwagę, że Holdenowi przydałoby się wciśnięcie go w sytuację, gdzie straciłby trochę panowania nad sobą - we mnie wyzwala dokładnie taką samą reakcję ;)]

    Rutherford

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnimi czasy jej niewielki gabinecik upchnięty gdzieś na samym końcu potężnego biurowca, był jej ulubionym zakątkiem na ziemi. To tu mogła się zaszyć, uciąć drzemkę, ryknąć płaczem i przeklinać w głos, bo zazwyczaj nikt nie składał jej niezapowiedzianych wizyt. Dzięki jego istnieniu mogła również w jakiś sposób uniknąć nieprzyjemnych spotkań, choć te cztery ściany nie były najlepszą tarczą, gdy ktoś wiedział jak do nich dotrzeć, a drzwi zawsze były otwarte i zapraszały do zwierzeń. To wszystko było jednak o wiele lepsze od ziejącego pustką mieszkania, z którego naiwnie zaczęła wynosić swoje rzeczy, gdy jeszcze wierzyła w szczęśliwe zakończenie. Niekiedy myślała nad zakupem psa, bądź kota, ale szybko dochodziła do wniosku, że przy jej trybie pracy nawet roślinka nie pociągnęłaby długo, nie mówiąc o jakimkolwiek zwierzęciu, nawet patyczaku. Dlatego też jak tylko mogła odwlekała moment powrotu tam, znacznie wydłużając swoją dobę i skupiając się tylko na pracy. Niekiedy nawet spała na wygodnej leżance, przykryta płaszczem, który zostawiła tu na wiosnę i nadal zapomniała wynieść, a ostatnio zakupoholizm dał jej się we znaki, przez co teraz w każdym kącie pomieszczenia stało kilka toreb z ciuchami i dlatego nikt jeszcze niczego się nie domyślał, a przynajmniej tak jej się zdawało, w końcu nigdy nie wiadomo czego spodziewać się po CIA. Dziś jednak musiała wyjść, poniekąd dlatego, że kończyła jej się czysta bielizna, a biuro nie było wyposażone w pralkę, niestety.
    Była pewna, że poza nią w budynku znajduje się jedynie ochroniarz, który pewnie obrzuci ją pełnym irytacji spojrzeniem, bo jakim w ogóle prawem jeszcze przesiadywała w środku? Nie śpieszyło jej się do tego spotkania, toteż spokojnie podeszła w stronę windy i nacisnęła przycisk w celu jej przywołania. Przenosiła ciężar ciała z nogi na nogę, nucąc coś cicho pod nosem, gdy ta sunęła w dół, by wreszcie otworzyć swoje wrota przed Hammond. Nie kryła zdziwienia, gdy okazało się, że jednak nie była sama i krótką chwilę zajęło jej przetworzenie tego. Ledwie zdążyła uniknąć staranowania przez ciężkie drzwi, w ostatniej chwili zabierając nogę z ich zasięgu. Przycisnęła odpowiedni przycisk i kilka kolejnych przy okazji, co było jednym z jej dziwactw i oparła się o jedną ze ścian, ukradkiem spoglądając na mężczyznę, którego owszem kojarzyła, ale nie była w stanie przypisać imienia do przystojnej twarzy. Gary, Barry, Danny, wiedziała, że nie jest nawet blisko trafienia, gdy winda niespodziewanie się zatrzymała. Allie od razu odczuła jak zalewa ją fala pełna zawstydzenia, bo była pewna, że to ona to wszystko spowodowała. Miała bowiem wybitne zdolności do zatrzymywania windy między piętrami przynajmniej raz w tygodniu, technicy już nawet nie pytali kogo tym razem muszą ratować z opresji, ale przynajmniej mieli jakieś zajęcie. Kiedy mężczyzna zabrał głos, ona uniosła dłonie w obronnym geście i przygryzła mocno dolną wargę
    - Przepraszam! To moja wina, chyba zdążyłam już poznać jakąś tajną kombinację cyfr, która zatrzmuje windę i… Proszę nie wciskać, to tylko pogorszy sprawę, proszę mi wierzyć, mam doświadczenie… - nerwowo przeniosła ciężar ciała z nogi na nogę, aż wreszcie zrzuciła z nóg szpilki i klapnęła na podłodze - Ochrona jest u siebie, na pewno zauważą, że winda stanęła, ale pewnie minie sporo czasu i… Może pan sobie usiądzie? Dziwnie czuje się siedząc jak pan tak stoi… - dla Allie naprawdę było to normą i gdyby o tym wiedział pewnie opuściłby windę nim ona zdążyła do niej wejść.

    Allie Hammond

    OdpowiedzUsuń
  15. Elisa bezszelestnie poruszała się po wypolerowanych, drewnianych panelach własnego apartamentu z lampką wina, której stan jednak nie uległ żadnej zmianie, odkąd wypełniła ją ciemnoczerwonym alkoholem. Wszystkie światła były przygaszone, a z głośników unosiły się dźwięki muzyki poważnej, dzisiaj miała ochotę na mrocznego i ciężkiego Beethovena, który w pełni oddawał jej nastrój i maskował odgłosy mężczyzn poruszających się po jej mieszkaniu, teoretycznie mających ją chronić, w praktyce jednak pilnowali jej, by się nie wymknęła i nie zrobiła niczego głupiego, jednak na tym polu panna Accardi mogła się naprawdę popisać. Oparła się ramieniem o ścianę, wyglądając przez okno na ulice, gdy usłyszała wibracje telefonu ukrytego na regale z książkami. Idioci z CIA. Robili regularne przeszukania co trzy dni, a i tak nie potrafili zlokalizować większości jej skrytek z pistoletami i zapasowanymi komórkami, które ułatwiały jej prowadzenie dalszych interesów. W końcu nikt nie mówił, że musi być w pełni szczera z agentami co do swojej działalności. Pozbywała się tych w gangu, którzy w przyszłości mogli jej przynieść kłopoty jako głowy rodziny Accardich, była bowiem jego jedyną córką i dziedziczką całego imperium. Myślała co najmniej trzy kroki do przodu i już teraz dbała o to, by nikt nie odważył jej się sprzeciwiać, wykorzystując do tego jakże pomocnych kolegów z CIA.
    Uważając, by żaden z kręcących się po mieszkaniu agentów jej nie zauważył, sięgnęła po regał i odczytała wiadomość. Zacisnęła usta w wąską linię, mrużąc oczy, ale dług to dług. Mogła być podstępną kryminalistką, ale włoski honor mafii kazał jej spłacić zobowiązanie.
    Będę za dwadzieścia minut. odpisała szybko. Przebrała się w dogodniejsze ciuchy, chowając komórkę do kieszeni. Podkradła się do jednego z mężczyzn i w kilka sekund pozbawiła go przytomności, po czym wyszła, jakby nic się nie stało. Wsiadła na motor i po drodze zajechała do fast fooda.
    Kiedy dotarła na miejsce, Elias już na nią czekał. Rzuciła torby z jedzeniem na jego biurko, po czym chwyciła go za koszulę i przyciągnęła tak blisko, że ich oddechy mieszały się w powietrzu.
    - Nigdy więcej nie rób ze mnie zwykłej dziewczyny na posyłki, Wake, albo CIA będzie szukało części twoich zwłok przez pół roku zanim skompletują je w całość. Zrozumiałeś? - wysyczała, mierząc go lodowatym spojrzeniem. W końcu go odepchnęła i wyłowiła z torby frytkę, opierając się o kant biurka. - Co było tak ważnego, że wyciągnąłeś mnie z domu o pierwszej w nocy?

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ha, moim zdaniem to on wcale nie musi się niby ustatkować. Taki jest fajniejszy. Cześć, przybyłam, by namówić cię na wątek. :D]

    Tessa R.

    OdpowiedzUsuń