poniedziałek, 6 lipca 2015

wrong guy in the right place


GABE DOUGLAS 

29 lat w urodzony 7 grudnia w agent niższego stopnia w wszędzie i nigdzie w metr siedemdziesiąt dziewięć w żałobnik w tysiąc złamanych serc, w tym jedno jego w lepszy pięściarz niż strzelec w francuski i hiszpański w gej jak w pysk strzelił w spluwa, różana herbata, fast food i chora głowa

Od dziecka wiesz, że życie to raczej cię nie pieści, Gabrielu. Najpierw twój ojciec umiera, zanim postawiłeś stopę na tym świecie. Nikt jednak po nim nie rozpaczał, bo byłeś, a właściwie to już zawsze będziesz wpadką, o której ten pijak i gwałciciel się nigdy nie dowiedział. Matka wychowywała cię z początku na przykładnego chrześcijanina, który co niedziela powtarza dziesięć przykazań i nigdy nie skrzywdziłby kobiety, a mężczyznę to i owszem, bo to już lepsze niż sprawianie mu przyjemności. Jako dzieciak chodzisz do szkoły, dostajesz po pysku, bo prawdopodobnie nie umiesz się postawić, ale potem zdajesz sobie sprawę, że leją cię po mordzie, bo spojrzałeś z ciekawością w szatni na kolegę.

Twoja matka ustawiła się całkiem nieźle, kiedy zakochał się w niej niejaki Lynch. Miałeś wtedy kilkanaście lat. Ten człowiek zmienił twoje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Ciasne mieszkanie ustąpiło wielkim pokojom, samotność pełnoprawnej rodzinie. Zyskałeś ojca i brata. Co prawda ten pierwszy nigdy nie traktował cię jak prawdziwego faceta a przydupasa matki, a ten drugi pozwolił upewnić ci się, że jednak szparki nie ciągną cię tak bardzo jak innych kolesi. Ale że to podchodziłoby już pod patologię, nigdy nie przyznałeś się nikomu, co jako nastolatek czułeś wobec nowego starszego brata. Do tej pory skręca cię na myśl, jak mogłeś być tak głupi za dzieciaka, prawda?

Trafiłeś tutaj prawdopodobnie z dwóch powodów. Z tak zwanego braku laku, bo kiedy skończyłeś liceum nie miałeś zielonego pojęcia, co ze sobą zrobić. No i twój ojczym, którego twardy zadek już dawno spoczywa w trumnie, zawsze uważał cię za mięczaka. Liamowi całkiem nieźle szło w CIA, więc i ty zacząłeś zabiegać o robotę, na przekór wszystkiemu. I tak oto jesteś, nieudacznik życiowy w najbardziej prestiżowej organizacji, która ratuje ludzkość każdego dnia. Wmawiaj sobie, że jest super.

Matka grzeje teraz tyłek na Teneryfie, bo znalazła sobie drugiego męża. Tym razem przygarnęła jego dwunastoletnie bliźniaczki. Wydaje się, że Emma Douglas ma szczęście do ustawionych facetów, którym nie musi rodzić już potomków. Dobrze dla niej. Przynajmniej rodzinne obiady są zabawne.

Z szafy wyszedłeś jakoś po śmierci ojczyma. Właściwie to siedzisz w niej jeszcze jedną nogą, bo zawsze to bezpiecznej. Nikt nie będzie się zachwycał twoją szczerością, bo przyznałeś się zupełnie przypadkiem. Będą ci co najwyżej współczuć, bo rzeczywiście miałeś wtedy przegwizdane. Kiedy jedyny mężczyzna, którego kiedykolwiek naprawdę kochałeś umiera, a jedyne o czym kiedykolwiek naprawdę marzył – a wiesz o tym doskonale – było założenie na twój palec obrączki, załamanie nerwowe jest wręcz wskazane. Legalizację małżeństw świętowałeś samotnie. Został zastrzelony na akcji pół roku wcześniej. 

Jest i pierwsza postać, chyba przypadł mi ten zaszczyt. Powiązania i wątki przeróżniaste. Gabe to spoko gość, przekonajcie się sami. Zbyt wielki wybór zdjęć Stana zaowocował linkami na początku. Tak, to jest gej, ale nie dlatego, że moda, tylko łamię stereotypy i eksperymentuje. Taki już jestem zimny drań. Jedziemy z koksem. 

53 komentarze:

  1. [ O jeju, Sebastian <3 Uwielbiam go. Postać wyszła ci naprawdę dobrze i jest ciekawa. Jak ja zazdroszczę innym, że potrafią tak ładnie napisać karty, nie to co ja. No, ale mniejsza. Ja się ładnie przywitam i o ile będzie chęć zaproponuję wątek z moją postacią :)]

    Przyszła pani Black

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Sama miałam kiedyś go na wizerunku, więc mam do niego ogromny sentyment :3 Nie mogłam się nie przywitać. Chciałam być pierwsza, a poza tym taka postać nie może zostać pominięta.
    Bardzo dziękuję. Jessica miała wyjść jako taka słodka, mała kobietka. Cieszę się, że mi się udało :D
    Pomysł mi odpowiada. Potem można to rozwinąć, coś dodać. Co powiesz by ich późniejsze relacje przerodziły się w takie typowe brat-siostra? Oczywiście inaczej może wyjść w praniu.
    Skoro obiad ci się gotuję to życzę smacznego :) Chcesz żebym zaczęła wątek? W sumie to skoro wymyślałeś to ja powinnam zacząć, jednakże znam przypadki, gdzie osoba jak wątek wymyśliła chce go zacząć. Nie wiem jak u ciebie. ]

    Jessica B.

    OdpowiedzUsuń
  3. Badania kontrolne to był czas kiedy Jessica miała jeszcze więcej pracy niż zazwyczaj. Innych zapewne ten fakt by denerwował, irytował czy zniechęcał. Jednak ona była w swoim żywiole. Od rana z uśmiechem na ustach, papierami pod pachą i herbatą w dłoni przemierzała korytarze by znaleźć się w swoim gabinecie, a wyjść dopiero w późnych godzinach wieczornych. Taka już była. Uwielbiała to co robi, choć nie zawsze inny jej ładnie dziękowali. Czasami spotykała się z niemiłymi pacjentami, którzy za jej plecami drwili z jej w zrostu jakoby miała sobie nie poradzić przy cięższych operacjach. Faktycznie z początku była bardzo płochliwa, ale po pół roku w służbach, przywykła i zamierzała pokazać jak się mylą.
    Związała swoje brązowe włosy w kucyk, a następnie wyjęła kartę kolejnej osoby, która miała ją dzisiaj odwiedzić. Przeglądała jego historię zdrowia, aż usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzała na wchodzącego mężczyznę, a następnie uśmiechnęła się przyjaźnie.
    - Proszę usiąść na kozetce. - wskazała dłonią odpowiedni przedmiot, a następnie szybciutko dokończyła przeglądanie wyników ostatniej kontroli.

    Jessica B.

    OdpowiedzUsuń
  4. [historia Gabe'a momentami smutna, a jednak uśmiałam się w trakcie lektury - chciałoby się więcej i więcej takich postaci i kart ;> chwilowo bez pomysłu na wątek, ale dziękuję za ciepłe przyjęcie na blogu.]

    Wake

    OdpowiedzUsuń
  5. [może spróbujmy połączyć to wszystko w jedną całość. Gabe i Elias mogą współpracować ze sobą od dłuższego czasu, przez co zdążyli się już nieźle poznać, może nawet zostać dobrymi kumplami.
    Elias obiecał swojej narzeczonej, że po skończonej misji spędzi z nią wreszcie miło czas poza domem. a że ostatnio stała się mu nieco obojętna i nie uśmiecha mu się przebywanie z nią sam na sam. proponuje podwójną randkę, a że był to nieprzemyślany akt desperacji, prosi Gabe'a o pojawienie się tam razem z nim. ot tylko po to, aby potem wymknąć się gdzieś na dłuższą chwilę/ zalać się w trupa/ sprowokować wspólne awanturę, aby pozbyć się kobiet i móc iść spokojnie na piwo.
    cóż, zostaje mi podziękować za pomysły. po rocznej przerwie od blogowania muszę się znów wdrożyć ;>]

    Wake

    OdpowiedzUsuń
  6. [heh, to zupełnie tak jak ja. wcześniej zdarzało mi się prowadzić nawet kilka postaci na kilku blogach; z czasem ograniczyłam się tylko do wolnego na święta lub ferie, a teraz zostają mi tylko wakacje. studia niby nie mocno wymagające, ale z kolei współlokatorzy nie sprzyjają jakiejkolwiek twórczości ;>
    chętnie zacznę, ale jeśli nie masz nic przeciwko, zrobię to wieczorem. teraz chciałam załatwić tu tylko sprawy organizacyjne, a czekają mnie jeszcze wojaże po marketach z mamuśką.]

    Wake

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Miałam sentyment do Freuda i psychologii, dopóki nie musiałam się z tym męczyć na studiach. Dosłownie męczyć ;-;
    Dziękuję za powitanie :3 Masz może ochotę na wątek? Mam wrażenie, że Allie zrobiłaby z niego swoją najlepszą psiapsiółę]
    Allie Hammond

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Ja niby tylko jeden semestr miałam psychologię, ale babka potrafiła zniechęcić i obrzydzić po pięciu minutach. Także..
    No ale z niej byłaby cudna psiapsióła! Robiłaby mu czapki...
    O, mógłby jej złożyć niezapowiedzianą wizytę i odkryć, że wymyka się z roboty. Załóżmy, że przylazł do niej, ale okazało się, że gabinet jest pusty, choć nie powinno tak być. Mógłby więc postanowić na nią poczekać, bo nie tylko ma okazję by odpocząć, ale także będzie mógł ją trochę szantażować, że jeśli czegoś tam nie zrobi, to powie komu trzeba, że ktoś tu nie pracuje wtedy kiedy powinien. Hm? Upał nie sprzyja mojemu myśleniu i składni ;-;]
    Allie Hammond

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdy podał swoje dane personalne, kobieta pokiwała tylko głową. Dobrze o tym wiedziała, jednak uważała że to kulturalne z jego strony. Zamknęła małą teczuszkę, a następnie podniosła się ze skórzanego krzesła. Obrzuciła wzrokiem mężczyznę i na pierwszy rzut oka stwierdziła, że jest coś nie tak. Miał bowiem podkrążone oczy i lekki grymas na twarzy. Jess nie wiedziała czy jest to spowodowane niechęcią do badań czy może coś go boli. A może oba?
    - Nazywam się Jessica Black. - Przedstawiła się, wyjmując stetoskop by następnie zawiesić go sobie na ramionach. Podeszła kilka kroków by stanąć na przeciwko swojego pacjenta, a następnie uważnie zaczęła przyglądać się jego twarzy. - Dużo pan sypia? - Zapytała.
    Może i każda inna wizyta przebiegała od standardowego mierzenia ciśnienia, sprawdzenia czy w płucach jest wszystko w porządku, jednak ona wolała najpierw przeprowadzić wywiad. Tym bardziej, że na gołe oko widziała, że coś jest nie tak.

    Jessica B.

    OdpowiedzUsuń
  10. [Agent nie powinien bać się niczego, ale Elisa w zasadzie jest więcej niż przerażająca, więc mu to wybaczamy. Zwłaszcza, że Gabe faktycznie może się obawiać o swoje klejnoty rodowe.
    To w sumie zabawne, bo unikam oglądania wszystkich horrorów, thrillerów i innych przerażających rzeczy, ale cieszę się, że wyszło.
    Serdecznie dziękuję za przywitanie! :3 Zaproponowałabym wątek, ale Gabe się jej boi, więc nie będę stresowała chłopaka ;)]

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  11. Allie od zawsze odczuwała dziwne pragnienie zbawienia świata. Już jako małe, kilkuletnie dziecko poświęcała godziny beztroskiej zabawy, na prostą obserwację, w próbach zrozumienia ludzkich zachowań. Zastanawiała skąd bierze się agresja, złość, irytacja, pożądanie, euforia. Pragnęła umieć wywoływać jedne uczucia, drugie zaś tłamsić jeszcze w zarodku, tym samym świat pozbawiony gniewu stałby się w jakiś sposób lepszy. Psychologia szybko stała się dziedziną, która potrafiła załatać luki w jej wiedzy, jednakże zgłębienie jej tajemnic nie sprawiło, że coś w otaczającym ją środowisku się zmieniło. Prawda, ukończyła Harvard jako jeden z najlepszych absolwentów w historii, ale dyplom wiszący teraz na ścianie jej gabinetu niczego tak właściwie nie zmienił. Co prawda przez kilka lat od ukończenia uniwersytetu łudziła się, że jest w stanie stać się współczesną Matką Teresą i dopiero praca w CIA zaczęła zmieniać jej sposób postrzegania świata. Praca była ważna, oczywiście, ale kiedy musiała konkurować z wyprzedażą w jednym z butików Versace… Cóż, są rzeczy ważne i ważniejsze.
    Jej portfel co prawda świecił pustkami, ale grosz do grosza i była w stanie kupić sobie tą kieckę, w której zakochała się dwa miesiące temu przechodząc obok wystawy sklepowej. Co prawda musiała wydrzeć ją z rąk jakiejś tlenionej blondyny, złamała sobie paznokieć i zepsuła włosy upięte w misterny kok, ale w końcu wyszła ze sklepu wyjątkowo zadowolona i spojrzawszy na zegarek odkryła, że ma jeszcze pół godziny przed kolejną wizytą. Wątpiła by ktokolwiek zauważył jej zniknięcie przez godzinę, więc całe trzydzieści minut nie mogło jej zaszkodzić, prawda? A kawa z tej pseudo hipsterskiej kawy, na którą była już za stara, ale nie miała zamiaru odmówić sobie choćby wątłej dawki energii. Nie zraziła jej nawet ogromna kolejka, była przecież ledwie przecznicę od budynku, w którym pracowała i dojście tam zajmie jej maksymalnie pięć minut, a zaraz potem niepostrzeżenie dostanie się do swojego gabinetu. Nikt niczego nie zauważy.
    Jak do tej pory szło jej nieźle. Z kubkiem mrożonej kawy, wjeżdżała właśnie windą na właściwe piętro, po drodze zatrzymując się na czterech losowo wybranych, ot tak z przyzwyczajenia. Korytarz prowadzący do jej miejsca pracy też był pusty, wszyscy wydawali się być po prostu zajęci tym za co im płacą, Allie zapewne powinna brać z nich przykład. Przyśpieszyła jednak kroku i ledwie po kilku sekundach od opuszczenia windy, była już pod drzwiami swojego gabinetu i naciskała klamkę. Weszła do środka, zamknęła drzwi i opierając się o nie odetchnęła głęboko, torebkę z kiecką odrzucając w kąt. Dopiero wtedy dotarło do niej, że coś jest nie tak, a zdiagnozowanie problemu zajęło jej chwilę.
    - Cholera - wymruczała cichutko pod nosem, a zaraz potem uśmiechnęła się szeroko do mężczyzny, którego niekiedy nazywała swoim przyjacielem, innym razem był po prostu małą mendą i wrzodem na dupie. - Gabe, dlaczego nie dzwoniłeś? Dziesięć minut temu wyszłam po kawę, kupiłabym też tobie. Bo tą nie mam zamiaru się dzielić, to najlepsze co ludzie mogli wymyślić w taki upał - tak, zawsze ten sam schemat, a obecnie byli na etapie odwracania uwagi i wmawiania mało udolnego kłamstwa

    Allie Hammond

    OdpowiedzUsuń
  12. ( Stan *O* Bardzo przyjemnie czytało się kartę, a zdjęcie jest śliczne. Mam ochotę na jakiś skomplikowany wątek z moim Tony'm co ty na to? C: )

    Anthony

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdobyli kilka cennych informacji. Spisali się całkiem nieźle, z resztą nie pierwszy już raz. Mimo to, zdając szczegółowe sprawozdanie przed szefem, Wake czuł pewien niepokój. Nie względem przebiegu całej akcji; tu był przekonany, że spisali się na medal. Nie miał sobie nic do zarzucenia. Zastanawiał go wyraz twarzy przysadzistego, wąsatego mężczyzny, który znał nadzwyczaj dobrze i którego mimo usilnych starań, nie potrafił czasem wyrzucić z wyobraźni. Przymrużone oczy, grymas, zupełnie jakby piły go w pasie wysłużone już spodnie. Wyglądało na to, że ocena ich pracy nie będzie wynikała z wysiłku, jaki poczynili, a z tego, co kłębi się obecnie pod przyprószonymi siwizną włosami. Wake denerwował się, a jednocześnie pragnął przeciągać tą chwilę w nieskończoność. Pozwalając partnerowi mówić (jako że sam nie był najlepszym mówcą i negocjatorem) obracał między palcami swój telefon jakby w nadziei, że za chwilę cokolwiek się odmieni. Że wróci do domu zupełnie zrelaksowany; rzuci w kąt marynarkę i obejrzy powtórkę wczorajszego meczu, zagryzając ulubione, bekonowe czipsy. Nic takiego jednak się nie wydarzyło.
    Sms.
    Czuł się jak uczeń, który próbuje ukryć swoje zabawki przed wzrokiem nauczyciela. Musiał go jednak odczytać. Wiadomość była dość długa; przewijał ją i przewijał, a z każdym słowem umykał z niego cały entuzjazm i satysfakcja jakie czuł jeszcze przed wejściem do biura.
    - Gabe, S.O.S... - mruknął i szturchnął but mężczyzny, by zwrócić jego uwagę na ekran swojego telefonu. Znów narobił bałaganu, a bogu ducha winny Gabe mógł tylko pomóc mu sprostować kolejny, nieprzemyślany krok. To była Liz. Wraz z przyjaciółką, której Wake zazwyczaj unikał jak ognia, czekała już w mieszkaniu na jego powrót do domu. Jego i drugiego głównego zainteresowanego, który notabene został właśnie postawiony przed faktem dokonanym. Podwójna randka? Ktokolwiek spotyka się jeszcze w ten sposób? W kolejnej, ostatniej już wiadomości mogli ujrzeć zdjęcie obydwu pań – wyraźnie podekscytowanych nadchodzącym wydarzeniem.
    Wake podsunął szefowi kilka fotografii swojego autorstwa. Rzucił też do nich krótki komentarz, aby mężczyzna choć przez chwilę skupił na nich swój wzrok. A Gabe zdołał oswoić się z perspektywą towarzyszenia ognistorudej kobiecie w mocnym makijażu.

    [poprawię się, objecuję ><]

    Wake

    OdpowiedzUsuń
  14. [To dla ciekawostki powiem Ci, że mam na imię Gabriela <3 Jasne, że gej, w końcu Bucky jest ze Stevem. Może mu co najwyżej dogryzać, o ile wie, że jest homo. Jak nie wie, to się nie odezwie.
    Dobry pomysł. Może agent utknął gdzieś w jakimś Iraku albo co, trzeba mu wszystko naprawić, żeby mógł niepostrzeżenie kontynuować misję. Zacząć? A jeśli tak, to długie czy średnie?]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  15. [Odpisałabym na powitanie wcześniej, ale damn!, nie można tak po prostu zjechać na dół omijając zdjęcie Sebka. <3
    I tak, tak, ja chcę wątek!]

    best bro eva, Liam

    OdpowiedzUsuń
  16. ( Hmm. Myślę, że poznać się mogą tak: Tony będzie sobie ćwiczył strzelanie w lesie i może prawie ustrzelić Gabe'a, ewentualnie mogą poznać się w pracy C: Potem mogłoby rozkwitnąć coś głębszego, jakiś romans, jakaś nienawiść, coś mocnego xd )

    Anthony

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dam wątek, no raczej! W końcu my, ludzie którzy wracają się, żeby napisać, jak dobre jest imię postaci, musimy trzymać się razem!

    Ja to widzę tak - większość szkoleń do agencji mieli razem, bo zaczynali w tym samym czasie. Co prawda ona miała już zrobiony kawałek szkolenia wojskowego (delikatnie zasugerowano jej, że wojsko nie jest dla niej), a także kawałek stażu w NCIS, ale zapominanie oficjalnych metod postępowania przychodzi jej bardzo łatwo, więc ją powinno się szkolić systematycznie co kwartał. Co na pewno się dzieje, wszak rozwój umiejętności agentów jest rzeczą niezwykle istotną. Ze strony Quinn obiecuję, że na pewno pamięta o jego urodzinach, na nudniejsze spotkania kupuje jedzenie, a po pracy chętnie chodzi na drinka. I teraz wymyśl coś z tego, a ja zacznę z wielką chęcią, energią i entuzjazmem.]

    Q.A.

    OdpowiedzUsuń
  18. [Hej, dziękuję za przywitanie :) Cieszę się, że nie udało mi się skiepścić tak ciekawego zawodu, no i wizerunku (Cilliana bardzo cenię jako aktora). Wiem, że mogłam zrobić odrobinę bardziej "kreatywną" i energiczną postać, ale cóż...
    Z twoją kartą zapoznałam się już wczoraj, jak ruszył blog. Nie chce, żeby to zabrzmiało tak, że się odwdzięczam za dobre słowo, ale twoja karta naprawdę i szczerze mi się podoba ze względu na opisy i sam styl pisania :)
    Czy mogę zaproponować wątek? Jeśli tak, to czy gustujesz w bardziej spokojnych czy wątkach z akcją? Mam na razie pomysł na spokojny, bardziej poznawczy (umieszczam poniżej), ale i na drugi uda mi się coś wykombinować.
    Nie wiem, jakie są stosunki Gabriela z matką, ale podejrzewam, że w miarę znośne. Być może pojednawczo udałoby jej się zaciągnąć go do jakiegoś kurortu na weekend? :) Sytuacja jednak nie byłaby tak kolorowa, ale wtedy okazałoby się, że tam przebywa też Mark ze swoją siostrą. Baby zostawilibyśmy sobie same, niech się bawią, a nasi panowie mogliby razem pozwiedzać, spędzić czas, pogadać i poznać się lepiej. Zdaje sobie sprawę, że to trochę lamerski pomysł, więc pomyślę nad czymś z akcją :)
    Również worka pomysłów!]

    Mark

    OdpowiedzUsuń
  19. ( Jasne, możesz zacząć, ja średnio lubię to robić C: )

    Anthony

    OdpowiedzUsuń
  20. Kobieta pokiwała głową w akcie zrozumienia. Nie zamierzała wchodzić w szczegóły, starała się nie naciskać na prywatność swoich pacjentów, chociaż raz zdarzył się przypadek, na początku jej kariery, że jedna kobieta tak zagrała jej na nerwach, że miła i uprzejma panna Black zmieniła się w żeńską wersję Gregory'ego House'a. Jednakże to jednorazowa niesubordynacja.
    - Rozumiem. - Podeszła do małego stolika, zabierając z niego gotowy do wypełnienia formularz. - Miewał pan ostatnio zawroty głowy bądź silne bóle? - Zapisała widoczne oznaki zmęczenia, a następnie ponownie wróciła na swoje miejsce, przed mężczyzną. Podniosła wzrok znad kartki papieru, posyłając mu badawcze acz miłe spojrzenie.
    Taka już była.

    Jessica B.

    OdpowiedzUsuń
  21. Mark nie był zwolennikiem siedzenia w kurortach. Zbyt duża liczba ludzi skupionych w jednym miejscu nie wpływała na niego dobrze. Miał tego typu wrażenia w pracy, jednak tam przynajmniej mógł zamknąć się w swoim kącie i pracować w spokoju, bez czyjejkolwiek obecności. Nie to, że mężczyzna nie lubił ludzi, nic z tych rzeczy, po prostu… Częstokroć chciał posiedzieć sam. W spokoju.
    Pamiętał jednak, że Dolores uwielbiała tego typu miejsca. Jeszcze przed rozstaniem z mężem wyjeżdżała z koleżankami, mamą rodzeństwa czy właśnie ukochanym do letnisk porozrzucanych po kontynencie. Bez zająknięcia potrafiła przeleżeć cały dzień na plaży czy przy basenie. Ta iskierka jednak opuściła ją, kiedy wpadła w depresję.
    Ciepła pogoda sprzyjała tego typu wyjazdom. Zaczęło się lato, a to oznaczało żar z nieba i niemożność schowania się przed uporczywym słońcem. Pojawiający się od czasu do czasu wiatr nie poprawiał sytuacji, a tylko ją pogarszał. Skończyły się długie spacery dla rodzeństwa, a i sama pogoda wpływała na Dolores niemalże apatycznie. Mark chciał ją gdzieś wyciągnąć, choć na krótki urlop, poza granice znajomego Langley. Wyprosił o urlop na weekend, chcąc przyszykować siostrze coś naprawdę miłego. Zabukował apartament w kurorcie na Florydzie, by przywrócić kobiecie choć trochę dobrego humoru. Początkowo Dolores oponowała, twierdząc, że nie potrzebuje wakacji. Po wielu namowach brata zgodziła się, podkreślając, że jest on „uparty jak osioł”.
    Z jednej strony Mark wiedział, że podporządkowywał sobie czas i życie pod siostrę, ale nie potrafił jej zostawić samej.
    Przyjechali do kurortu rano. Jak Mark się spodziewał przybyło tu razem z nimi dużo osób: rodziny, pary, przyjaciele i znajomi. Cała posesja wypełniona była gwarem i życiem, czymś co mogło pomóc depresyjnemu nastrojowi Dolores. Po rozpakowaniu się, rodzeństwo wyszło na zewnątrz chcąc miło spędzić czas.
    Można powiedzieć, że plan się po części udał. Morrison uśmiechnęła się, pierwszy raz naprawdę szczerze. Choć był to tylko jeden dzień, chyba nabrała kolorytu. Nie była to może wielka zmiana, może chciała pocieszyć brata, ale Mark czuł, że widocznie trafił w dziesiątkę tymi wakacjami. Przyjemnie było patrzeć na zaróżowioną na policzkach Dolores, popijającą koktajl w plażowym ogródku.
    - Mark, przestań tak na mnie patrzeć. Proszę – powiedziała po chwili, unosząc lekko kąciki ust do góry.
    - Przepraszam – mężczyzna wyprostował się na krześle, odstawiając mrożoną kawę na stolik – Po prostu cieszę się, że wypoczywasz.
    - Dziękuję Mark, to napr…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerwała, unosząc lekko głowę do góry spoglądając na osobę, która stanęła przy ich stoliku. Grafik również spojrzał w tym samym kierunku. Brwi uniosły się w lekkim wyrazie zdziwienia, a mężczyzna wstał wyciągając dłoń w stronę znajomego z pracy. Nie spodziewał się spotkać tutaj nikogo z CIA, a tu niespodzianka. Gabe Douglas, człowiek dla którego często „pracował”, podrabiając dokumenty dotyczące podległych mu misji. Przepustki, raporty, dowody tożsamości potrzebne w innych krajach – do wyboru do koloru. Lubił agenta tak samo jak innych, traktując go jak normalnego znajomego. Nie znał stosunku Gabriela do niego, ale ten zawsze traktował go w porządku, więc nie było na co narzekać.
      - Również się tego nie spodziewałem. Hej Gabe – Mark uścisnął dłoń mężczyzny, zwracając się do siostry – Dolores poznaj mojego znajomego z pracy, Gabriela Douglasa. Współpracowaliśmy razem przy kilku sprawach. Gabe, to moja siostra Dolores.
      Kobieta pomachała lekko agentowi, uśmiechając się delikatnie. Ciekawe, czy przez myśli Gabriela przewinęła się myśl, że to dziewczyna tudzież narzeczona grafika. W końcu rodzeństwo nie było do siebie wcale podobne, pomimo więzów krwi. Dolores po chwili wstała z krzesła, zwracając się do brata.
      - Myślę, że chcecie porozmawiać.
      - Przecież możesz zostać, Dolore…
      Kobieta przerwała mu gestem, wzruszając ramionami.
      - Pójdę popływać, nie martw się. Miło było cię poznać, Gabrielu. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy – powiedziała, oddalając się w stronę basenu i znikając wśród ludzi.
      Mark podrapał się po głowie, wzdychając ciężko. Uśmiechnął się do Gabe’a, zapraszając go ruchem dłoni, by usiadł razem z nim.
      - Głupie pytanie, ale co tu robisz? Przyjechałeś w interesach czy żeby odpocząć? Nie spodziewałem się po tobie, byś tak chętnie wyjeżdżał na wakacje.

      Mark

      Usuń
  22. [No, popatrz. A ja myślałam, że mojego Holdena nie da się polubić. Tym bardziej mi miło!]

    Rutherford

    OdpowiedzUsuń
  23. Miał rację, każdy posiadał jakąś słabość, coś co było niewłaściwe, może w jakiś sposób zakazane. Zakupy czy nagminne opuszczanie stanowiska pracy nijak się miały do jej największej życiowej pasji, czyli nagminnego wręcz zakochiwania się w najmniej odpowiednich facetach. Dzisiejsze zakupy, które dodatkowo obciążyły jej konto, były tak właściwie terapią po ostatniej miłosnej klapie, którą wciąż przeżywała przez nieustanne znajdowanie w najróżniejszych zakątkach ślubnych śmieci, choć była pewna, że pozbyła się już wszystkich. Spotykanie eks na korytarzach też w niczym nie pomagało, a kiecka i kawa przynajmniej poprawiły jej humor, czyż to nie było wystarczającym uzasadnieniem jej nieobecności przez półtorej godziny? Zresztą była dorosłą kobietą, a Gabe posiadał na swoim sumieniu nieco więcej grzechów niż ona, nie powinien więc jej obwiniać.
    - Naćpałeś się? - uniosła brew zastygając w bezruchu i czekając aż ten nagły napad śmiechu mężczyzny minie i będą mogli swobodnie kontynuować rozmowę. Miała zamiar dowiedzieć się po co właściwie złożył jej wizytę, niekiedy przecież siłą było trzeba zaciągać go do jej gabinetu na choćby pięciominutową rozmowę. - A tak właściwie po co przyszedłeś? Stało się coś? Chcesz o czymś porozmawiać? Jakieś problemy w pracy?
    Kopnęła jeszcze od niechcenia siatkę z sukienką, poprawiła tabliczkę z nazwiskiem stojącą za biurkiem i przysiadła na leżance zakładając nogę na nogę. Świdrując go wzrokiem oczekiwała aż z jego ust padnie wyczerpująca i satysfakcjonująca odpowiedź, a była człowiekiem, którego trudno było zadowolić. Gabe był dla niej nieco jak starszy brat i odkąd trafił do jej gabinetu po raz pierwszy, w jakimś stopniu czuła się za niego odpowiedzialna. Zaczęła więc nie tylko ciągnąć go za język podczas licznych sesji, ale także wysyłała mu wiadomości, czy zmuszała do przynajmniej godzinnej rozmowy telefonicznej każdego dnia. I mimo, że jego stan poprawił się to nie przestała się interesować, codzienne rozmowy stały się w pewnym sensie jej rytuałem, a on jedną z najbliższych jej osób.
    - Przepraszam, zapomniałam jaki jesteś delikatny, a kawa w taką pogodę z pewnością by ci zaszkodziła - westchnęła teatralnie, by następnie unieść tekturowy kubek do ust i upić niewielki łyk przyjemnie zimnej kawy - Mmmmmmhm, pyszna, ale skoro nie chcesz to nie dam ci nawet spróbować - oblizała usta odstawiając kubek na biurko i podnosząc się z wygodnej leżanki, na której niekiedy ucinała sobie drzemki. Zaczęła ponownie przechodzić się po niewielkim gabinecie, zastanawiając się po co on tak właściwie jeszcze tu siedzi.
    - Co? Kiec… Aaa, właściwie to coś w tym guście. Po to tu siedzisz, prawda? Że też rozmowa z gejem zawsze musi kończyć się wymianą poglądów na temat ciuchów. Następnym razem wezmę cię ze sobą do sklepu, powiesz mi, w którym staniku moje cycki nie wyglądają na obwisłe i spłaszczone, przynajmniej będę miała pewność, że nie mówisz tego po to by mnie przelecieć - przewróciła oczami siadając wreszcie na swoim krześle i niemal od razu lecąc do tyłu - Rozregulowałeś mi oparcie! - pragnęła wyglądać na oburzoną, zamiast tego prezentowała się raczej komicznie przerażona tym, że mogła obić sobie swój tyłek wbity w ciasną spódnicę. - Poza tym nikt ci nie kazał tutaj tyle siedzieć! Nie miałeś co ze sobą zrobić? Teraz mi to napraw - wskazała na oparcie krzesła, z którego wstała i przysiadła na brzegu biurka, zrzucając z nóg szpilki - Tylko szybko, za piętnaście minut mam pacjenta

    Allie Hammond

    OdpowiedzUsuń
  24. [Gabe'a chyba nie da się nie lubić, prawda? W każdym razie we mnie wywołuje same pozytywne emocje, identycznie reagowałaby na niego Margaret, więc ochota na wątek jest z pewnością, aczkolwiek gorzej u mnie z pomysłami - niestety kreatywnością dzisiaj nie grzeszę. Może Tobie przychodzi coś na myśl?]
    Margaret

    OdpowiedzUsuń
  25. Liam, gdy już awansował, współpracował z Owenem Russo niemal od samego początku, przez co wiadomość o jego śmierci przyjął z głębokim żalem... co uznać można było raczej za eufemizm. Gdy Lynch dowiedział się, że jego niższy rangą partner został brutalnie zamordowany przez człowieka, którego ścigał przez kilka miesięcy, wpadł w szał chcąc natychmiast samodzielnie dokończyć misję i pomścić człowieka, którego mógł nazwać przyjacielem. Szybko okazało się jednak, że CIA zdążyło wysłać już innego agenta, a Lynch został wyznaczony do innego zadania, bo – zgodnie z tym co powiedział szef – powinien zająć czymś myśli. Być może rzeczywiście było to dobre rozwiązanie, gdyby nie postanowili przydzielić mu nowego wsparcia, którym na dodatek okazał się być jego młodszy przyrodni brat. Długo zastanawiał się dlaczego spośród tak wielu agentów to właśnie Gabriel miał być jego towarzyszem, aczkolwiek nigdy nie zapytał wprost, odpowiedź była przecież zbyt oczywista i przez to okrutnie niezadowalająca. Dlaczego ich przełożeni doszli do wniosku, że rodzinne powiązanie oznaczać będzie udaną współpracę? Liam nigdy nie dał nikomu odczuć, że nie przepada za Gabrielem, ale nie pamiętał również, by kiedykolwiek wpadł do niego z kawą, czy zaprosił na lunch. Wiedział, że był odrobinę okrutny, gdy zakładał, że równie dobrze dla niego ten człowiek mógłby nie istnieć, ale z jakiej racji miałby czuć cokolwiek innego? Przez kilka lat swojego życia dzielili jeden dom, jednego ojca i jedną matkę, choć w tym momencie łączył ich tylko i wyłącznie zawód, chociaż również na tym polu zdawali się prowadzić nieco inny rodzaj gry. Przynajmniej właśnie to Liam słyszał, gdy próbował dowiedzieć się czegokolwiek o sposobie działania nowego partnera, zupełnie tak jakby nie mógł zapytać go wprost. Po części właśnie tak było, Lynch chciał postawić na pełen profesjonalizm i właśnie z tego powodu zarezerwował sobie nawet osobny bilet na samolot i jedynie wysłał bratu wskazówki co do miejsca spotkania. Zupełnie tak, jakby w ogóle się nie znali.
    – Jeszcze jedną wodę, por favor – rzucił w stronę uroczej, ciemnoskórej kelnerki, która pomimo upału musiała paradować w pełnym mundurku pracowniczym z logiem kawiarni. Było to o tyle dziwne, że lokal znajdował się w jednej z gorszych dzielnic Panamy, gdzie mogłoby się zdawać, że ludzie nie przywiązują uwagi do podobnych szczegółów, jakim był obowiązek noszenia bawełnianej, paskudnej bluzki z napisem „Juan café”. Kawiarnia różniła się jednak od innych, również wystrojem, który stylem zatrzymał się na latach pięćdziesiątych, a także niewielką ilością klientów, podczas gdy o tej porze w każdym innym barze nie można było znaleźć wolnego miejsca. Liam był więc przekonany, że Gabriel nie przejdzie obok lokalu obojętnie, poza tym nie wątpił w jego umiejętności odczytywania mapy, przez co początkowo nawet nie podniósł głowy zza gazety, gdy usłyszał dźwięk odsuwanego krzesła.
    – Pomyślałem, że będziesz miał ochotę się napić – rzucił, składając papier na cztery części, gdy kelnerka postawiła wodę na stoliku – Na szczęście noce są tutaj dużo chłodniejsze niż dni, nienawidzę pracować w upale – przyznał, nieznacznie wzruszając ramionami, a następnie zastukał palcami w blat stołu, jak zawsze, gdy miał zamiar zmienić temat – Przywiozłeś ze sobą akta Gonzalesa? Powiedzieli mi, że ty dostałeś już kopię i nie chcieli zrobić drugiej, ale zakładam, że mamy po prostu do czynienia ze skurwielem, który zachęca kobiety łatwą i dobrze płatną pracą w Kalifornii, a później sprzedaje je do burdeli.

    Liam

    OdpowiedzUsuń
  26. [Myślę, że każdy chciałby umieć ustawić się w życiu, tak jak matka Gabe'a ;) Podobają mi się karty z nutką humoru, zwłaszcza że humor w tym przypadku doskonale współgra z uśmiechem czającym się w kącikach ust pana na zdjęciu.
    Widzę właśnie, że dużo się u ciebie dzieje, więc póki co nie będę dokładała swoich trzech groszy. Może kiedyś spotkamy się jeszcze w jakimś ciekawym wątku. Dziękuję za powitanie na blogu i mam nadzieję, że właśnie tak się będę bawić.]

    Ailey

    OdpowiedzUsuń
  27. [Miło poznać autora, który jako pierwszy miał szansę zapoznać się z moim pomysłem, bo ja zawsze je ukrywam i budzę tylko ciekawość innych ,nie zdradzając zbytnio szczegółów przed publikacją [KP]. Postać interesująca i trochę odstająca od tej wielkiej, szczęśliwej rodzinki niewidzialną, acz wyraźną granicą. Podoba mi się też ironiczny styl zarysu jego historii. Pomysły to coś z czego słynę, więc poniżej zamieszczę luźne propozycje. Zaznaczę, że nie zaproponuję żadnych rozwijających się relacji miłosnych, bo nie czuję tego klimatu między mężczyznami, więc w tym się nie odnajdę w ogóle. Ty wybierz sobie z tego co zaprezentuje co zechcesz, łącz je, rozwijaj lub odrzucaj:
    1. Mallet aka Chandler mógłby dostać za zadanie nadzorowanie lub ocenienie pracy pana Douglasa podczas jednej z akcji. Mogłoby to nie zostać powiedziane wprost lub byłoby jasno podkreślone. Myślę tutaj o jakiejś pozornie prostej akcji, która miałaby niezły zwrot, który zaskoczyłby obu naszych panów.
    2. Na jednym z treningów mój pan mógł mu nieźle dołożyć, bo dla niego ograniczenie do jednej sztuki walki to za mało. A skoro nikt nie jest tak brutalny jak Mallet to mogłoby się zrodzić pytanie czy czymś ten twój młodzieniaszek mu się naraził. Mógłby go zaczepić i zobaczylibyśmy co z tego wyjdzie.
    3. Albo zróbmy z nich zaciekłych wrogów. Niech ze sobą rywalizują i działają sobie wzajemnie na nerwy.
    4. Jeśli masz jakiekolwiek inne propozycje to jestem otwarta na nie jak najbardziej. ]

    Rafael Mallet

    OdpowiedzUsuń
  28. [*Hermiona przewraca oczami* Karmisz moją obsesję tymi wszystkimi zdjęciami. <3 ]

    Tessa L.

    OdpowiedzUsuń
  29. [Porządny wpierdol, wedle życzenia. Będę zatem czekać cierpliwie na wątek. Nie napisałam tego tylko po to, aby dopiec twojemu panu czy coś. Żeby nie było żadnych wątpliwości: chciałam to napisać, żeby nie obiecywać czegoś czego dać nie mogę c:]

    Rafael Mallet

    OdpowiedzUsuń
  30. [Nope, coś takiego http://24.media.tumblr.com/tumblr_lb692p6dVz1qbthb5o1_500.gif :D. Wciąż nie wiem, czy ironizujesz, ale mimo wszystko podziękuję tak na zapas. Bo może i Tassie jest całkiem zdolna, ale o mądrości życiowej nie ma co gadać.
    Chodźmy do gejowskiego klubu!]

    OdpowiedzUsuń
  31. [Zarumienię się zaraz! Ogólnie będę dążyć do zrobienia z Gabriela gejowskiego przyjaciela, więc się na to nastaw. Szkoda, że ma urodziny w grudniu, ale zaraz wymyślę coś innego... Może miał ostatnio jakąś przełomową misję, w której dali okazję mu się wykazać? Jakaś pochwała od szefostwa, znajomi z pracy o tym usłyszeli i któraś z wylewnych koleżanek uznała, że wyjście do takiego klubu jest świetnym pomysłem, by to uczcić. Tessa z ciekawości również dała się namówić, bo przecież trzeba próbować nowych rzeczy. Tylko pewnie warto jeszcze jakoś nakreślić ich relację.]

    OdpowiedzUsuń
  32. W kontaktach z Douglas’em Allie już dawno zaczęła zacierać granice między profesjonalnym zachowaniem, a koleżeńskimi docinkami. Pozwalała sobie na więcej, bo znała go już na tyle dobrze, że wiedziała co jest dopuszczalne, a co ugodzi w męskie ego, przez co będzie musiała się płaszczyć i wręcz błagać o przebaczenie. Faceci czasami wydawali się być o wiele gorsi niż baby, a podobno to one miały problem z określeniem własnych emocji i ujarzmieniem ich w pewnych sytuacjach. Gabe jak każdy miał rysy na swojej przeszłości, które niekiedy poprzez nieodpowiednie dobranie słów wypływały na wierzch. Allie niekiedy nie udawało się ugryźć w język i raz czy dwa poruszyła kwestie, ktore były dla niego niewygodne, z drugiej zaś strony w jej zawodzie nie było czegoś takiego jak temat tabu, a sprawdzenie tego jak reagował w określonych sytuacjach należało do jej obowiązków. Tak, często tłumaczyła sobie w ten sposób własne potknięcia.
    - Chwile? Coś długa ta twoja chwila, skoro siedzisz tutaj od czterdziestu minut. Nie masz przypadkiem czegoś do roboty? - obrzuciła go krótkim spojrzeniem. Zazwyczaj nie poświęcał jej więcej czasu niż piętnaście minut, a teraz siedział tu już prawie godzinę? Pracowała w CIA, tutaj nikt nie miał aż tyle czasu by siedzieć bezczynnie, chyba, że czegoś chciał. A Gabe nie był osobą bezinteresowną i na pewno będzie oczekiwał, że coś zrobi, w przeciwnym razie wyśpiewa komuś o jej wycieczkach w godzinach pracy i ich przyjaźń nie będzie miała tu nic do gadania. Jakiś głosik w jej głowie zbudził w niej również pewne obawy, że mężczyzna znowu miał jakiś problem, a jego wizyta nie ma charakteru towarzyskiego, a raczej opiera się na chęci pozyskania od kobiety pomocy. Co jeśli wydarzyło się coś, co wzbudziło dawno uśpione demony, które teraz siały w jego życiu spustoszenie? Nagle spojrzała z niego pewną obawą. Naprawdę się o niego martwiła, był przecież jedną z niewielu bliskich jej osób, a od śmierci matki starała się raczej unikać zaangażowania.
    Przewróciła oczami słysząc jego uwagę na temat dyskryminacji. Ona zawsze musiała palnąć coś takiego, a on zawsze musiał postraszyć ją kadrami. Kto w ogóle przejmowałby się językiem stosowanym przez panią psycholog, jeśli ten nie był używany w taki sposób w czasie sesji? Dopóki to nie było umówione spotkanie, on mógł sobie straszyć, a ona mogła gadać.
    - Hej! To właściwie był komplement, mam dość facetów, którzy patrzą mi na cycki i chcą dobrać się do moich majtek. Nie strasz mnie zasobami ludzkimi, bo się jeszcze w sobie zamknę i komu będziesz mógł zawracać głowę, bo tobie się nudzi? - upiła kolejny łyk kawy, nie spuszczając z niego uważnego spojrzenia, a na kolejne słowa uniosła pytająco brew - Mylisz się? Doskonale pamiętam, że mój pacjent przychodzi równo o piętnastej, więc… Jeśli masz jakiś problem, o którym chciałbyś porozmawiać to masz jeszcze trzynaście minut? Albo możesz wrócić tu po czwartej, zarezerwuję dla ciebie całą godzinę, co ty na to? - odeszła od biurka, dając mu więcej przestrzeni przy naprawie oparcia - Tylko ma być jak wcześniej, nie mam zamiaru wylądować na podłodze, jasne?

    Allie Hammond

    OdpowiedzUsuń
  33. [Zawsze można zacząć od zwykłych herbatek i zobaczyć co z tego wyniknie :D Nigdy nic nie wiadomo c:]

    Maddox

    OdpowiedzUsuń
  34. [No i teraz wszystko do siebie ładnie pasuje. Wieczór panieński w klubie go-go brzmi świetnie i z drugiej strony żałuję, że nigdy tam nie trafią, ale oczywiście będą się bawić lepiej. :D Biedna Tessa. Jeśli Gabe zostawi ją na pastwę lesbijek, może już zbierać zęby z posadzki!
    Dobra. To kto zacznie?]

    OdpowiedzUsuń
  35. [Jest dobrze, to ja muszę się rozkręcić trochę. :D]

    Dla niej fakt, że będzie im towarzyszył mężczyzna nie było czymś dziwnym. O ile zrozumiałaby fakt, dlaczego podobne wydarzenie mogłoby być dziwne w serialu, a tyle nie umiała przełożyć tego na własne życie i po prostu odetchnęła z ulgą, bo zawsze lepiej rozmawiało się jej z facetami. Kobiety za dużo plotkują, kreując jakieś skomplikowane dywagacje na temat relacji międzyludzkich w pracy i poza nią, a w takich sytuacjach jej cierpliwość wisi na jeszcze cieńszym włosku niż zazwyczaj. Pewnie, jeśli Gabe rzeczywiście będzie jedynym przedstawicielem płci brzydkiej, większość mogłaby to skojarzyć z jego orientacją, ale i tutaj Rabler musiała polec. Mógł sobie wyjść z szafy, mógłby nawet biegać po jej biurze w tęczowym przebraniu, a ona i tak nie wpadłaby na to, że jest gejem. Akurat tych klocków Tess nie umie układać. Co prawda, koleżanki czyniły czasem jakieś aluzje (tak w nawiązaniu do tego, co zostało napisane o kobietach wyżej), ale jej myśli krążyły wtedy pewnie wokół ogólnych zasad gramatyki w językach semickich. Zaczęła na własną rękę uczyć się hebrajskiego, więc właściwie nawet myślała o tym, by ten wieczór spędzić jednak w mieszkaniu, ale skoro już obiecała…
    Nie przygotowywała się długo. Pół godziny wystarczyło na szybki prysznic i zrobienie z włosami i twarzą względnego porządku. Rambler była zielona, w kolejnej z dziedzin życia – te wszystkie makijaże to zdecydowanie nie jej działka, ale ostatnim komplementem zasłyszanym przez nią było twój tyłek nie jest wcale taki płaski jak kiedyś, przytyłaś?, więc nawet zdobyła się na lekki uśmiech, gdy doszło do niej to krótkie bąknięcie.
    - Dzięki, właściwie nie mam pojęcia, jak ubierać się w takie miejsca, więc włożyłam coś najkrótszego. – Jakby na potwierdzenie tych słów, ściągnęła swoją małą czarną, żeby zasłoniła chociaż jeszcze kawałeczek ud. Potem przyjrzała mu się uważniej i wspięła się na palce, by poprawić mu kołnierz czarnej koszuli. O ile w przypadku niektórych osobistości z pracy Tessa nie umie się wyluzować, o tyle po paru rozmowach z nim przychodziło jej to całkiem łatwo. – Emm – zawahała się przez moment – właściwie liczyłam na to, że ty będziesz wiedział. Pamiętam tylko, że w nazwie było coś czerwonego. Czy w tym mieście jest dużo klubów ze striptizem, które mają w nazwie coś czerwonego? Może to nawet nie jest striptiz, a taniec erotyczny? Dla niej to wszystko brzmiało podobnie i nie widziała większego sensu w oddzielaniu od siebie tych dwóch zjawisk.
    Może to ostatnie pytanie brzmiało trochę tak, jakby uważała, że Gabe często bywa w takich miejscach. Prawa jednak jest taka, że nawet jeśli tylko przechodziłby kiedyś obok czegoś takiego, to wciąż miał z nimi więcej do czynienia niż ona. W jakimkolwiek klubie była raz w życiu, po tym jak ukończyła swój pierwszy kierunek. Dodatkowo nic z tamtej nocy nie pamiętała, bo chciała dotrzymać reszcie tempa w zapijaniu się kolorowymi drinkami. W międzyczasie ruszyła chodnikiem, zauważając na rogu ulicy wolną taksówkę. Co z tego, że wciąż nie znają nazwy miejsca, do którego mają dotrzeć? W piątkowe wieczory całkiem ciężko jest znaleźć niezajętą taksówkę, więc warto skorzystać.

    OdpowiedzUsuń
  36. [No to ci powiem, że mamy podobnie, a ja niedawno oglądałam na HBO Kapitana Amerykę :D.]

    Nie miała pojęcia, jakim był agentem, ale teraz nie mogła oprzeć się wrażeniu, czy facet zachowuje się bardziej nieswojo niż zazwyczaj. Czuła od niego coś w rodzaju niepewności, a skoro ona była w stanie to wyczuć, to pewnie rzeczywiście coś było na rzeczy. Oczywiście nie mogła wiedzieć, czy po prostu nie zachowywał się w ten sposób na gruncie poza pracą. Przez chwilę rozważała opcję, by po prostu zapytać, co jest nie tak, ale szybko ugryzła się w język. Nie wypada. Zresztą, mogłaby go urazić, a co gorsza – on mógłby odpowiedzieć szczerze, a przecież jeszcze nic nie wypiła, więc nie jest gotowa na rozmowy o życiu.
    Usadowiła się wygodnie na tylnym miejscu, żałując w myślach, iż założyła te niewygodne szpilki. A potem żałowała tego, że w ogóle się tego dnia obudziła. Jeśli Gabe uważa za zabawne wystawianie jej na arenie niczym jakiegoś gladiatora, grubo się myli. Co miała powiedzieć temu człowiekowi? Czuje zażenowanie, gdy rozmawia o bieliźnie, więc jakim cudem może czuć się dobrze, mówiąc mu o miejscu, do którego chcą dojechać? Przez chwilę biła się z myślami, rozważając wszystkie swoje możliwości. Mogła przylać Gabe’owi, ale pewnie połamałaby sobie ręce, bo jest przecież pieprzonym Jamesem Bondem. Mogła udawać idiotkę, która nie usłyszała, że właśnie przywołano ją od odpowiedzi. Mogła wybiec z samochodu, udając reakcję alergiczną na tapicerkę. Albo mogła…
    - Pewnie nie zna pan na pamięć nazw wszystkich klubów ze striptizem w tym mieście? Zresztą. Cholera, to może nawet nie jest striptiz tylko taniec na rurze. W nazwie kolor czerwony. Zresztą, pewnie wszystkie mają w nazwie kolor czerwony, to idiotyczne - wyrzuciła na wydechu, patrząc buńczucznie w lusterko, coby ani na moment nie stracić z pola widzenia oczu taksówkarza. Nic nie pomogło, jej policzki i tak zalały się szkarłatem. Jeśli już miał się z niej śmiać, to chciała o tym wiedzieć. On tylko prychnął głośno, odpalając licznik i ruszając.
    - Nie wstyd panu zabierać ją na randkę do takiego miejsca? Zaraz coś wymyślimy, świta mi coś w tej starej głowie. – Zamknął się. Przynajmniej na chwilę, bo manewrował zaciekle kierownicą, próbując znaleźć skróty, dzięki którym ominęliby te weekendowe korki w centrum miasta.
    - Właśnie, Gabe! Dlaczego zabierasz mnie na randkę do klubu z gołymi ludźmi? Mało szarmanckie – warknęła pod nosem, wbijając mu łokieć między żebra. Tak w rewanżu za to, że wpakował ją w poniżający dialog z obcym człowiekiem. Ograniczała wszelkie interakcje do minimum. Wolała ślęczeć godzinami na automatycznych infoliniach i korzystać z kas samoobsługowych – wszystko, aby nie musieć wymieniać z kimś tych wszystkich śmiesznych i sztucznych gestów uprzejmości. Nawet mimika musiała być odpowiednia. To ją po prostu męczyło.

    OdpowiedzUsuń
  37. Mallet wiedział, że wielu agentów, szczególnie młodych, czuje konieczność i swojego rodzaju powinność w regeneracji własnego organizmu, by nazajutrz być w gotowości do działania. Czy jego dotknął ten etap? Och, tak bez wątpienia! Potem mu przeszło jak nawyk, który nie ma prawa pozostać wieczny. Wyrósł z tego jak z zabawy samochodzikami. Teraz najzwyczajniej w świecie lubił od czasu do czasu obudzić się z palącymi mięśniami od narzuconego ruchu poprzedniego dnia. Nie zdarzało mu się to często. Przyzwyczajony do regularności treningów organizm nie odczuwał już takiego wysiłku, jak na samym początku. Poza tym wypada wspomnieć, że Rafael potrafił kłaść się tuż przed świtem, by następnie punktualnie wejść do biura. Zaskakujące, ale prawdziwe. Senność? Nie ma mowy. Od czego jest kawa? Koncentracja i skupienie na pracy jest najważniejsze. Na początku taki styl życia bywa ciężki, ale po czasie idzie się do tego przyzwyczaić.
    Jako zawieszony agent Interpolu mógłby pochwalić się swoim doświadczeniem na polu akcji, ale nie wychylał się zbytnio. Rzucał co najwyżej cennymi uwagami, które łatwo mogły przynieść im przewagę podczas misji. Skuteczność to coś co Mallet cenił najbardziej, zaraz po smaku satysfakcji z dojścia do wyznaczonego celu. Nie dało się ukryć, że lata władania bronią stały się dla niego czymś banalnym. Los pozbawił go poczucia wyższości z tego powodu i jakoś nie czuł odnośnie tego żalu. Jeśli chodziło jednak o walkę wręcz okazywał się najzacieklejszym przeciwnikiem. Nie obchodziło go to czy to są tylko ćwiczenia. Nie brał pod uwagę żadnej tego typu argumentacji. Nie miał również litości. Płeć nie grała roli, a im większa intensywność tym lepiej. Adrenalina rozpływająca się po organizmie wraz z buzującą krwią i pełne skupienie, dające miejsce na popis inteligencji. Rywalizacja była czymś co Mallet uwielbiał od zawsze. Budziło to w nim jeszcze większe zagrożenie, a jasne oczy połyskiwały niebezpiecznie. Nie ograniczał się do jednej dziedziny z kategorii sztuk walki, tylko sprytnie wykorzystywał wszystkie w taki sposób, aby zmylić zbyt uważnego na ich rozpoznaniu przeciwnika. Gdy taka osoba starała się analizować i wyczuć jego kolejny ruch zwykle nie miała pojęcia, że właśnie przyczyniła się do swojej sromotnej porażki.
    Tego dnia nie zapomniał o treningu, który stanowił jeden z najważniejszych punktów dnia. Dla jednych spędzenie czasu przed szklanym ekranem, drugich bieganie po sklepach niosło za sobą relaks i wyciszenie, a Malletowi dawał to wysiłek fizyczny. Potem jak zawsze zamierzał wybrać się do baru, aby wyrwać jakąś panienkę, o której zapomni bez wątpienia zapomni równie szybko, co wylądują u niej. Standard. Nigdy nie zadzwoni ani się nie spotka niezależnie od tego czy zostawi mu numery kontaktowe czy nie. Nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia.
    Jako Ethan Chandler przebywał w sali treningowej nader często, co zaskakiwało nawet najczęstszych bywalców. Nie miał jednak na sobie szykownego garnituru, pozostawiając elegancję we własnym mieszkaniu. Miał na sobie siwy strój sportowy z jakimiś niebieskimi wstawkami sportowej marki. Kiedy tylko pojawił się w pomieszczeniu omiótł ostrożnym wzrokiem obecnych, a potem jego spojrzenie przecięło się z jakimś młodym agentem, który skinął na niego. Mallet zrzucił torbę gdzieś na bok, by nikomu nie zawadzała, a żeby była w miarę pod ręką, gdy będzie czegoś potrzebował. Czyżbyś Rafaelu odnalazł swoją dzisiejszą ofiarę? W rzeczy samej to spojrzenie niby na powitanie uznałeś za zaproszenie do dzisiejszego starcia. Dlatego stanąłeś z boku, oparty o ścianę z wrednym uśmiechem w kącikach ust i obserwowałeś młodzika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyraźniej zrozumiał, kiedy odwrócił się w twoją stronę. Odsunąłeś się od ściany i chwilę potem stanęliście naprzeciwko siebie. Ty oczywiście z niebezpiecznym spojrzeniem drapieżnika, czując zew nadchodzącej rywalizacji. Trochę bawił cię fakt, że nie wiedział na kogo trafił. Dzisiaj się o tym przekona. Nie zapamięta cię pod prawdziwym imieniem, ale jako Ethana Chandlera – człowieka, który potrafi dokopać i przypomnieć się następnego poranka w postaci siniaków czy okrutnie bolących części ciała.
      – Zbyt wolno i zdecydowanie za mało wkładasz w to siły. Gdybyś był na akcji to byłoby już po tobie. – odezwał się pewnym siebie głosem, jakby widywał to w swojej przeszłości tysiące razy. Niedługo trzeba było czekać aż Ethan Chandler zaatakuje. Najpierw powoli, dając szansę na obronę ataków. Każdy musiał mieć nadzieję i nabrać pewności siebie, by później pękło to niczym bańka mydlana. Potem ruchy ciemnowłosego były coraz szybsze i płynniejsze. Uniki były wliczone w natężone do granic możliwości skupienie. Pierwsza runda kończyła się dla niego padnięciem przeciwnika na ziemię. Do tego celu dążył.


      [Za zaczęcie jestem bardzo wdzięczna – zawsze. Nie mogę być krytyczna i tyle. Przepraszam, że odpisuję w nocy, a jestem dostępna normalnie w dzień, ale lepiej mi się wymyśla wieczorem i nie chciałam popsuć odpisu. Jak się dobrze rozkręcę/wczuję to w dzień też podołam takiemu zadaniu :3
      Na „Indywidualnych” | Indywidualnie to bym Ci dopiero mogła podnieść poprzeczkę. Tutaj dopiero się rozgrzewam, więc te pomysły się są aż tak szczegółowe i rozległe c:]


      Rafael Mallet

      Usuń
  38. [No i świetnie, że się zdecydowałeś, ale i tak podziwiam za porwanie się na taką postać. Nawet nie chodzi już tylko o wiek, cała osobowość i doświadczenie są wymagające. :D]

    Tak jak sądził Gabe, Tess faktycznie była specyficzna. Pod każdym względem. Może, gdyby jej rodzice zaczęli zwracać w dzieciństwie uwagę na nietypowość jej niektórych zachowań, udałoby się to wyplenić w zarodku. Ale nie, była ich oczkiem w głowie, więc akceptowali każdy głupi pomysł i każdą niestosowność, której się dopuszczała. W życiu miała tylko jednego faceta (nie wliczając do tego niewdzięcznego grona Tima, którego zwykła nazywać facetem swojego życia, ale oczywiście chodziło o przyjaźń), bo nikt nie miał w sobie tyle cierpliwości, by znosić z uśmiechem wszelkie jej grymasy. Gabe może sobie myśleć, że to początki są trudne, ale prawda jest taka, że niemal każdy po mniej ogólnym zapoznaniu się z jej osobowością, odpuszcza sobie. Nawet listonosz i kurier osiedlowy już jej nie zaczepiają.
    Słuchała w spokoju tej krótkiej wymiany zdań, podziwiając w głębi swobodę swojego znajomego. Chciałaby móc odpuścić chociaż na chwilę, ale nie potrafiła. Usiadła swobodnie, zauważając to jego krótkie porozumiewawcze spojrzenie.
    - Doprawdy nie rozumiem, dlaczego to tylko kobiety miałyby wyginać się przy rurach – mruknęła pod nosem. Na tyle cicho, że pewnie mógł to usłyszeć tylko Gabe. I lepiej, już się nagadała do tego taksówkarza. Właściwie miała gdzieś, kto taki będzie się tam wyginał. Nie nazwałaby siebie feministką, bardzo chętnie korzystała z usłużności facetów w pewnych momentach, ale jeśli chodzi o przedmiotowe traktowanie kobiet, to już jej się nie podobało i mogłaby się go doszukać niemal na każdym kroku. Zarzuciło nią odrobinę przy gwałtownej zmianie pasów, ale szybko poprawiła się w siedzeniu. Siedziała trochę sztywno, trzymając ręce na kolanach niczym jakaś skromna licealistka, którą nigdy nie była. Ogólnie wciąż czuła się odrobinę zażenowana, ale kiedy już na sto procent upewniła się, że jednak nie musi rozmawiać z tym okropnym kierowcą, zaczynała się ponownie rozluźniać. Śmieszne, bo często wolałaby skoczyć ze spadochronem niż mieszać się w jakieś niezobowiązujące pogawędki. W pracy też unika tego jak ognia, chociaż już po kilku miesiącach przyzwyczaiła się do krótkich dialogów na stołówce i korytarzu. O dziwo, jeszcze od tego nie umarła i nie dostała wysypki.
    - Sasha raczej nas nie zabije za lekkie opóźnienie. Pewnie będą już po dwóch drinkach, więc może nawet nie zauważą, że dotarliśmy po czasie. – Uśmiechnęła się nieśmiało, ha, pierwszy raz tego wieczora i przypomniała sobie imprezę integracyjną dla pracowników, na której przyszła panna młoda nieźle sobie poszalała przy karaoke.
    Dzięki umiejętnością strategicznym taksówkarza, nie stali w żadnych korkach. Rabler miała wrażenie, że poruszają się po ulicach, które pierwszy raz widzi na oczy. Chyba jeszcze nie była w tej części miasta.

    OdpowiedzUsuń
  39. Allie nigdy nie miała starszego rodzeństwa, ale powoli zaczynała rozumieć co to znaczy mieć starszego braciszka, do którego można się zwrócić z najmniejszą błahostką. Gabe może tego tak nie postrzegał, ale Hammond widziała w nim kogoś więcej niż tylko pacjenta. To do niego mogła zadzwonić o każdej porze dnia i nocy, wiedząc, że nie zostanie odesłana z pustymi rękoma. Może w ten sposób spłacał wyimaginowany dług zaciągnięty u niej, gdy wykazała się prostym, ludzkich zainteresowaniem, gdy sam miał problem z poskładaniem swojego życia do kupy. Ostatnim czasy sama nie miała łatwo, jej życie przypominało wtaczanie głazu po oblodzonej, pochyłej górze, a jej powoli zaczynało brakować sił. Mężczyzna może nawet nie wiedział, ale stał się w pewien sposób jej opoką. Nie był świadom jej problemów, podobnie jak ona nie wiedziała o nim wszystkiego, ale potrafił pomóc jej samą swoją obecnością, odciągając myśli od niewygodnych wspomnień i sytuacji. Naprawdę była mu za to wdzięczna.
    Oprócz niego miała jeszcze Teresę. Cudowną kobietę, którą poznała zaraz po tym, gdy trafiła do sierocińca, bo własny ojciec odmówił opieki nad nią, a teraz nie miała nawet pojęcia o tym, czy mężczyzna wciąż żyję. Teresa była od niej starsza trzynaście lat, nie miała męża, dzieci, ale posiadała cięty język i siłę w nogach, którymi niekiedy wymierzała cios w hammondowy tyłek. To dzięki niej się tu znalazła. Gdyby nie upór tej kobiety, która dostrzegła w Hammond zadatki na kogoś wielkiego, nigdy nie osiągnęłaby w życiu aż tyle. Nie zdobyłaby wykształcenia w podrzędnym liceum, zapewne kończąc pod mostem i ubolewając nad swoim życiem, nie zdobyłaby stypendium na Harvardzie i pracy w CIA, która być może nie była zbyt dobrze opłacana, ale przynosiła jej jako taką satysfakcję. Znalazła swój mały kącik na ziemi, wśród stery papierów i ludzi, mniej bądź więcej dla niej znaczących. Jednakże w ostatniej sytuacji nie chciała zawracać Sattler głowy, owszem mogła zgłosić się do niej nawet z największą pierdołą, ale kobieta miała na głowie własne problemy i Allie czułaby się winna obarczając ją jeszcze swoimi. Dlatego dziękowała niezliczonym bogom za to, że posiadała chociaż Gabe’a, do którego od czasu do czasu mogła otworzyć gębę i wyrzucić z siebie to co leżało jej na wątrobie.
    - Dobrze, byłam w sklepie! - wykrzyknęła wyrzucając ręce do góry, może nieco zbyt teatralnie - Zadowolony? Poza tym, ta kiecka jest jak lekarstwo. Nic nie wyciąga dziewczyny z doła tak jak zakup czegoś na co ją nie stać. Aha i nie zapominaj, że zawsze powinno wyglądać się tak jakby miało się spotkać swojego największego wroga, to coś znajdujące się w torbie ma mi w tym pomóc, więc błagam, nie wzbudzaj we mnie poczucia winy, nie mogłam przecież przez półtorej godziny siedzieć na tyłku i czekać, aż ktoś łaskawie złoży mi wizytę! A ty byś mógł? - uniosła brew nie kryjąc swojej ciekawości. Ona i Gabe w gruncie rzeczy byli do siebie podobni. Zaraz potem uśmiechnęła się delikatnie i usiadła z powrotem na swoim krześle, kiwając głową z uznaniem, w końcu było tak jak być powinno.
    - Co? Teraz twierdzisz, że zawracasz? - pokręciła głową i zacmokała, znowu wchodziła w swoją rolę - Siadaj i mów, przecież widzę, że coś cię dręczy, przede mną tego nie ukryjesz. Poza tym chyba wiesz, że możesz powiedzieć mi o wszystkim, prawda? Zależy mi na tobie, jesteś moim przyjacielem, być może nawet jedynym, więc… Co ci leży na wątrobie, chłopie?

    Allie Hammond

    OdpowiedzUsuń
  40. Liam zawsze postrzegał agencyjne partnerstwo raczej na zasadzie współpracy, a nie podziału na silniejszą oraz słabszą, czy bardziej i mniej przydatną jednostkę, chociaż wiedział, że niektórzy agenci specjalni lubili wykorzystywać oraz gnoić przydzielonych im współpracowników. Ich stanowisko niezaprzeczalnie wiązało się z prestiżem, aczkolwiek poza większą ilością godzin i dłuższym urlopem zdrowotnym tak naprawdę w niewielkim stopniu różnili się od innych, niższych rangą. Oczywiście większość i tak szczyciła się egzotycznymi misjami, nieistniejącymi przywilejami, lepszym gnatem i większą pensją, co było najpewniej jedynym zasadniczym elementem, którego nie posiadali przed awansem. Liam też chwalił się swoją funkcją, głównie na samym początku, ale potem zrozumiał, w jakie wpadł bagno i przestał dodawać „agent specjalny CIA” do swojego imienia i nazwiska za każdym razem, gdy się przedstawiał. Poza tym to brzmiało naprawdę idiotycznie.
    –– Super –– skomentował –– Od kogo dostałeś informację? Od agencji? Nie mieli żadnych tropów przez kilka miesięcy, a nagle dostają wiadomość o tajemniczej kobiecie, która współpracuje z Gonzalesem? –– skwitował, uśmiechając się przy tym ironicznie –– Facet chce nas zmylić, żebyśmy zajęli się szukaniem nieistniejącego członka jego szajki, a wtedy on będzie miał czas na zamrożenie konta w Szwajcarii i ucieczkę do Argentyny.
    Podobało mu się, że oboje podeszli do sprawy równie profesjonalnie. Gdyby byli prawdziwymi braćmi, wychowywanymi wspólnie przez całe swoje życie, zapewne teraz mogliby zrobić sobie przerwę na piwo albo skomentować tyłek kelnerki (bądź kelnera), jednak zamiast tego oni wymieniali się czujnym spojrzeniem oraz informacjami dotyczącymi sprawy handlarzy żywym towarem. Zupełnie tak jakby spędzali popołudnie w swoim towarzystwie pierwszy raz i nie do końca wiedzieli co innego robić poza komentowaniem dzisiejszej pogody oraz prognozy na kilka następnych dni. W tym przypadku, o dziwo, wcale nie było jednak niezręcznie, przynajmniej Liam wcale tego nie odczuwał.
    –– Ale i tak powinniśmy jej poszukać –– przyznał, pochylając się nad stolikiem, na którym leżała peruwiańska gazeta codzienna i butelka wody –– Znaczy, udawać że jej szukamy. Ludzie Gonzaleza na pewno nas obserwują, przekażą więc szefowi, że złapaliśmy przynętę, on się uspokoi i przestanie być tak czujny, a wtedy –– tu zrobił pauzę, by dramatycznie pstryknąć palcami –– mamy i jego i dwa wolne dni w zanadrzu, które można będzie spędzić na plaży.
    Oczywiście, że plaża nawet nie wchodziła w grę, ale wolne dni będzie można wykorzystać w inny sposób, zależnie już od ich osobistych upodobań. Liam rzeczywiście chciał mieć trochę czasu dla siebie, na dodatek obawiał się trochę, że współpraca z Gabrielem nie do końca pójdzie po ich myśli, więc sprawę trzeba było szybko załatwić. Dla przykładu, nadal nazywał go przecież Gabrielem, chociaż wszyscy inni dawno nauczyli się skrótu, który dla Liama brzmiał jednak znacznie mniej poważnie. Chyba właśnie dlatego uparcie odmawiał stosowania „Gabe'a” i już nigdy się nie nauczy, nawet jeśli mogło to jego młodszego przyrodniego brata irytować.

    Liam

    OdpowiedzUsuń
  41. Dobrze bawią - na te słowa Tess już ostatecznie zwątpiła w całą idee tego przedsięwzięcia i żałowała, że nie została jednak na kanapie przed telewizorem z nowym sezonem serialu na dvd, który ostatnio kupiła z myślą o tym weekendzie. Pewnie znowu przesadzi z alkoholem (chociaż nie była królową imprez, często popijała z przyjacielem, nie znając przy tym umiaru) i całą sobotę przeleży w łóżku, a w niedzielę będzie się obwiniać za głupotę i wypełniać spóźnione plany i raporty. Ucieszyła się jednak, gdy nadeszła pora wyjścia z samochodu. Bąknęła jakieś pożegnanie w kierunku taksówkarza. Jeszcze nie przyzwyczaiła się do tego, że faceci bywają szarmanccy, więc podziękowała Gabe’owi pod nosem za otworzenie drzwi, powstrzymując się przed odruchem powiedzenia mu, że ma własne dłonie i umie z nich korzystać. To chyba byłoby niegrzeczne. I miał rację, trochę nie podobało jej się, że zapłacił za taksówkę, acz spokojnie obmyśliła sobie plan, że po prostu postawi mu kilka drinków i będą kwita. Ogólnie miała ochotę jeszcze przed wejściem zapalić, ale przeszło jej, gdy rozejrzała się po okolicy. To nie było miejsce, gdzie wybrałaby się na wieczorny spacer. Może i pracowała dla CIA, ale należy pamiętać, że była człowiekiem od języków, nie od walki na pięści i innych takich, które Gabe miał pewnie na co dzień. Wiedziała na przykład jak obchodzić się z bronią, ale i tak wolała nosić w torebce zwykły gaz pieprzowy, bo prędzej odstrzeliłaby sobie kawałek ucha niż trafiła w potencjalnego kryminalistę, gdyby zaszła taka potrzeba.
    -Myślisz, że będzie miała na głowie różowy welonik? Irmina dała mi w biurze jakieś śmieszne kocie uszy, które miałam założyć. Też takie dostałeś? Skłamię, że ich nie wzięłam, bo byłam już spóźniona i nie chciałam kazać ci czekać. - Nieświadomie go wyprzedziła, chcąc jak najszybciej znaleźć się w środku, bo może tam będzie trochę mniej obskurnie, ale drzwi tego nie zapowiadały. Ciężkie, z odpadającą czerwoną (o zgrozo!) farbą. Już chciała pociągnąć za klamkę i wejść do środka, kiedy jakaś wysoka dziewczyna stanęła zbyt blisko, rozmyślnie jej to uniemożliwiając. Była bardzo pijana (to będzie dla niej ciężka noc, jeśli już o tej porze nie może ustać na nogach) i patrzyła na nią w dziwny sposób.
    - Em, przepraszam – mruknęła zirytowana, ale obca nie ruszała się nachalnie z miejsca przez pół minuty, gapiąc się na nią w ten sam sposób. Jakby była ciastkiem, dodatkowo uśmiechnęła się tak, jak uśmiechają się ludzie gotowi przystąpić do podboju, ale Tess nie skojarzyła faktów, w końcu w jakiś sposób udało się jej ją wyminąć i wejść do środka, ciągnąc za sobą Gabe’a, którego przed sekundą złapała mocno za łokieć. – To sobie wybrały miejsce – warknęła, nawiązując do tej całej przyjemnej sytuacji oraz do tego, jak to całe miejsce w środku wyglądało. Panował tam półmrok, dudniła jakaś elektroniczna muzyka i śmierdziało potem, czyli ogólnie nie było to miejsce, w którym kiedykolwiek miała ochotę przebywać. Tłok był nieziemski już od samego progu, zaczęła żmudną wędrówkę pomiędzy tymi wszystkimi ciałami, ani na moment nie puszczając kolegi. Znalazła jakieś luźniejsze miejsce i rozejrzała się po sali. Było tam sporo stolików, ale przy żadnym nie dostrzegła znajomych twarzy. Zmarszczyła lekko brwi, zastanawiając się, czy to możliwe, żeby jednak to oni jako pierwsi dotarli na miejsce. Rozważyła nawet, czy nie pomylili nazwy klubu, ale kiedy dostrzegła wijącego się wokół rury faceta, uznała, że to niemożliwe.
    - Widzisz ich gdzieś? – krzyknęła mu prosto do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  42. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samotny trening to coś, czego potrzebował. Nikt go nie rozpraszał, nikt się tu nie kręcił (a przynajmniej taj mu się wydawało) tylko on, drzewa i samotna spluwa. Stał w lekkim rozkroku na środku niewielkiej polany, idealnie wyprostowany. Rozciągnął usta w lekkim uśmiechu, ramiona napiął i wyciągnął przed siebie, w dłoniach trzymał kolta, którego lufa była idealnie wycelowana w pobliską tarczę.
      Wiatr mierzwił jego włosy, roznosząc wokół zapach żywicy i grzybów. Ćwiczył. Nie to, że wyszedł ze wprawy, z taką pracą na jaką się zdecydował trudne było wolne od strzelaniny. Po prostu chciałbyś jeszcze lepszy. Wycelował idealnie, na co jego uśmiech się odrobinę poszerzył. Strzelanie wymagało opanowania, cela, czujnego oka, koordynacji ruchowej. Między zielenią mignęła mu oddalona od niego o jakieś kilkanaście metrów. Idealne wyzwanie. Wlepił oczy w swój cel, wziął głęboki wdech i strzelił. Ponownie udało mu się wcelować, tym razem to było coś. Owszem, trafił w skałę, ale niepokojącym było, że przy tym o mało nie zabił jakiegoś kolesia, ,który ni stąd ni zowąd stanął mu na drodze. Jego oczy lekko się rozszerzyły, ale kiedy tylko usłyszał rozgniewany ton nieznajomego ponownie się uśmiechnął, a napięcie zniknęło z jego twarzy. Gdzieś go już widział
      - Chyba wolę, jak się uśmiechasz - powstrzymał parsknięcie. Zachował się bezczelnie, biorąc pod uwagę, że prawie go zabił, ale nie przejął się tym zbytnio.

      Anthony

      Usuń
  43. W tych czterech ścianach, w których obecnie się znajdowali, nie musiał nikogo udawać, ani zachowywać pozorów. Mógł tu wrzeszczeć, przeklinać, płakać, porzucić maskę twardego mężczyzny, bo doskonale wiedział, że ona nie będzie go osądzać i trzymać się narzuconych na jego płeć schematów. Niekiedy prowokowała go do takich zachowań, dążyła do tego by wyprowadzić go poza granice spokoju, równowagi, tym samym otwierał się nieco bardziej i porzucał obawy. Te triki stosowała w wielu przypadkach. Nie nauczyła się tego na studiach, tam nabyła jedynie wiedzę czysto teoretyczną, a to co stosowała w praktyce zawdzięczała tylko i wyłącznie swoim instynktom. Dlatego była dobrym psychologiem, bo potrafiła sprawić, że ludzie zaczynali jej ufać. Gabe, który na pierwszej sesji zdawał się być wrogo nastawiony i wypowiedział może pięć słów, był doskonałym przykładem na to, że jednak coś jej się udawało.
    - Psycholog nie powinien rozwiązywać konfliktów za pomocą broni, nie sądzisz? Uczono mnie, że w moim zawodzie wszelkie nieporozumienia należy spokojnie przegadać i wspólnie dojść do jakiegoś wniosku. Nie mogę przystawić komuś lufy do głowy, tylko dlatego, że mamy odmienne poglądy, prawda? A kiecka sprawi, że przynajmniej będę wyglądać wspaniale i czuć się pewnie, nie sądzisz, że to dobra podstawa, by zmierzyć się z wrogiem? - oczywiście, był facetem i doskonale wiedziała, że nie zrozumie o co jej w tym wszystkim chodziło. Jak każdy nie pojmował dlaczego zakup nowej sukienki, torebki czy butów, ma poprawić humor, ale dla niej zakupy były pewnego rodzaju terapią. Nie szkodziła nikomu wchodząc do sklepu, cóż, nie licząc oczywiście jej portfela, który świecił teraz pustkami. Podobnie jak ona nie rozumiała teraz o co właściwie mu chodziło. Nie zaniedbała swoich obowiązków, nikt przecież nie czekał na wizytę, a ona zdążyła już nadrobić papierkową robotę. Miała więc siedzieć w tych smutnych czterech ścianach i jak on kręcić się na krześle? A tak przynajmniej odpoczęła i dotleniła się nabierając sił do dalszej pracy. - Och daj spokój, przecież nikomu nie stała się krzywda przez to, że wyszłam! To, że ty się wynudziłeś i zepsułeś moje krzesło, wcale o niczym nie świadczy. Odpuść mi, co? - znała Gabe’a i widziała, że nie da się nabrać na słodkie oczy. Pewnie jeszcze nie raz i nie dwa będzie wykorzystywał nad nią przewagę posiadania tej niebezpiecznej karty. Przecież gdyby ktoś się dowiedział o jej wycieczkach w czasie pracy...Cóż, pewnie powinna już zacząć rozsyłać swoje CV po jakiś niewielkich klinikach, bądź szkołach. Sama myśl o tym ją przerażała. Praca w CIA była trudna, ale pomaganie rozwydrzonym dzieciakom przekonanym, że zerwanie po dwóch tygodniach to najgorsze co mogło ich w życiu spotkać, przekraczało granice jej cierpliwości.
    Odchrząknęła nerwowo, spoglądając na niego przez krótką chwilę. Podczas sesji często opowiadała o sobie chcąc by odwiedzający poczuli się swobodnie. Kiedy zdradzała ona otwierała się przed nimi i zdradzała elementy ze swojego życia, sprawiała wrażenie zaufanej osoby, której można się zwierzyć. To skutkowało. Jednakże nigdy nie poruszała tych poważniejszych problemów i zazwyczaj próby wyciągnięcia czegoś z niej nie kończyły się dobrze. Oczekiwała, że inni zdobędą się na szczerość, a sama nie odwdzięczała się tym samym.
    - U mnie? Wszystko w porządku, nie ma o czym mówić, naprawdę - wzruszyła ramionami zmuszając się do posłania mężczyźnie szerokiego uśmiechu. Dobrali się. Oboje potrzebowali wyrzucić coś z siebie, ale obawiali się, że ta druga osoba będzie osądzać czy kpić, a przecież nazywali siebie przyjaciółmi, skąd więc ten brak zaufania? - Skąd to nagłe zainteresowanie moją skromną, nieciekawą osobą? - spojrzała wreszcie na niego uważniej, w zaciekawieniu unosząc brew.

    Allie Hammond

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie było wątpliwości, że Rafael Mallet/Ethan Chandler to człowiek, którego w życiu, mimo najbardziej wytrwałych prób nie uda mu się zrozumieć. Nie chodzi tu tylko o znajdowanie dla siebie przeciwnika w niezbyt zapełnionej sali przeznaczonej do treningów i czerpanie ze swej przewagi czystej satysfakcji. Gdyby wiedział z kim ma do czynienia na pewno jeszcze trudniej przychodziłoby mu rozłożenie Francuza/Amerykanina na czynniki pierwsze. W tym był właśnie największy problem. Jeśli ruszyło się jedna warstwę istniała szansa, że reszta runie niczego, nie pozostawiając do odkrycia lub będzie tego tak wiele, że pozostanie więcej pytań, niż wyłożonych odpowiedzi. Mallet miał w sobie ogromną potrzebę rywalizacji, wręcz uwielbiał towarzyszące temu emocje i wznoszące na wyżyny poczucie dumy w zetknięciu z satysfakcją z wygranego pojedynku.
    A Rafael wiedział to od samego początku. Wystarczyło spojrzenie i typowe azjatyckie skinienie głowy od młodego mężczyzny, aby dało mu to do myślenia. Dla wielu było to okazanie szacunku wobec drugiego człowieka, owszem, Mallet się z tym nie kłócił, ale uznawał, że na miejscu, gdzie dochodzi się do etapu granic wytrzymałości własnego organizmu nic nie jest przypadkowym gestem, zamkniętym do jednej określonej grupy. Młody agent mógł nie być świadomym, że już wtedy sprawił, że pracujący w CIA od pewnego czasu Ethan Chandler właśnie wybrał go na swojego przeciwnika. Nie zamierzał przy tym dawać mu żadnej taryfy ulgowej z tego tytułu. Czuł w sobie wewnętrzny zew, jakby wołanie o pokazanie dominacji oraz wytknięcia wszystkich błędów. Nienawidził tłumaczenia się, że to tylko trening. Doprowadzało to tylko do sytuacji niezwykle groźnej dla przeciwnika Malleta. Nie było mowy o usprawiedliwianiu swojego lekceważenia dla tematu. Rafael był bardzo sceptyczny i lubił dawać innym w ten sposób do myślenia.
    Jak na każdego mężczyznę wytknięcie błędów w taki, a nie inny sposób działa to jak czerwona płachta na byka, burząc krew i pobudzając do działania. Rafael Mallet nie rzucał słów na wiatr, więc jeśli zasugerował, że podczas akcji ten młodzieniec zawaliłby sprawę to nie mówił to ze zwykłej złośliwości. Wbrew wszelkim pozorom osądy byłego agenta Interpolu były niezwykle szczere. Pokazywane w bardzo mocnym świetle w trakcie walki było niczym siarczysty policzek, ale dawało kopa i zmuszało do myślenia.
    Nie dał mu dokończyć, a jakże. Nagły atak nie pozwalał na szybką analizę, a jeśli miało się do czynienia z osobą, która nie do końca gra fair – ograniczając się przynajmniej do jednego typu walki – to nie można było liczyć na wielkie szanse. Zaskoczenie, szok, osłupienie i wyprowadzenie z równowagi to właśnie widział, a przynajmniej lekką mieszankę tych wszystkich elementów na twarzy swego rywala. Może i wyglądało to podejrzanie. Może Mallet miał w tym swój własny ukryty cel. A może po prostu był w swoim żywiole pochłonięty w pełni koniecznością i magią rywalizacji.
    – Gdyby to była misja to już byś leżał na ziemi, tak jak teraz. – rzucił pewnym siebie tonem, acz z pełnym opanowaniem Ethan Chandler. Walka była wyczerpująca to prawda, ale on właśnie najbardziej to w tym uwielbiał. Wyprowadzenie aż do granic wytrzymałości i wymóg pełnego skupienia. – Pierwsza runda i pierwsza lekcja zawsze bądź gotowy do akcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak nieudolne kopnięcie, stwierdził w myślach Mallet na moment. Uśmiechnął się szeroko, widząc ten popis kombinatoryki. No proszę, jednak ktoś tutaj nie zamierzał się poddawać i przegrywać w taki sposób. Niestety to jeszcze bardziej nakręciło przeciwnika młodego agenta. Jedynym rozsądnym wyjściem, które pozwoliło mu uniknąć uderzenia worka wprost ze swoją twarzą było zejście aż do kucnięcia. Sięgnął on nieco po głowie, mierzwiąc tym samym ciemne włosy, ale i to podbijało poprzeczkę znacznie wyżej. Przykro było stwierdzić, że tak przystojny młody człowiek jednak nie wyjdzie cało z opresji…
      Podniósł się równie szybko na nogi. Niedbałym ruchem odgarnął ciemne włosy do tyłu. W jego spojrzeniu czaiło się niebezpieczeństwo. Wyraźnie podkręcono mu ambicję. A Mallet nigdy nie pozwalał swoim przeciwnikom na zbyt wielkie błyszczenie. On musiał zwyciężyć. Za wszelką cenę. Nieważne jak wielkim kosztem. Musiał i tyle. Kłębiły się w nim różne emocje, ale składały się one na buzującą krew i rozpuszczoną w niej adrenalinę. Konieczność rywalizacji i pragnienie wykończenia swojego przeciwnika stały się jego naczelnymi celami. Ludzie obecni w sali przestali istnieć, tak samo jak czas, o który Mallet przestał dbać w jednej sekundzie, odrzucając na bok umówione spotkanie z pewną jasnowłosą kobietą.
      – Całkiem nieźle. Zaczynasz kombinować, ale jest na to zbyt późno. Ze mną te numery już nie przejdą. – rzucił z wyraźnie błyszczącymi niezbyt zdrowo oczami. Na kolejny atak nie potrzebował zgody i nawet nie czekał na reakcję. Teraz nie da mu żadnych szans.


      Rafael Mallet

      Usuń
  45. [Ojejejej. Bardzo dziękuję za miłe słowa i powitanie (przepraszam, że z lekkim opóźnieniem, ale dopadł mnie nagły wyjazd)! Naprawdę się nie spodziewałam. : D Cieszę się, że Kayla się podoba wizualnie i ogólnie, a sama muszę przyznać, że Sebastian jest wspaniałym wyborem, a sama historia bardzo fajna, chociaż dość smutna (nie wiem, jakiego określenia użyć zamiast patalogiczna, ale ciekawie opisana historia :c).]

    KAYLA STRYDER

    OdpowiedzUsuń
  46. Dla niej ten klub nie charakteryzował się czymś szczególnym. Na pierwszy rzut oka widziała tylko zbitą masę pijanych ludzi, czyli tak jak w każdym podobnym miejscu. Może i strój niektórych facetów był aż zanadto wyzywający, ale przecież nie będzie rozwikływać tajemnicy, dlaczego ktoś postanowił wrzucić na siebie tylko skórzane spodnie i kamizelkę, świecąc na prawo i lewo gołą, wydepilowaną klatą.
    - Och – mruknęła tylko tyle, patrząc na wstążeczki na przegubach barmanów. Pięknie, po prostu pięknie. Bardzo wątpiła w to, by Sarah w zamyśle chciała ich ciągać po klubach dla homoseksualistów. Wyglądała jej na tolerancyjną osobę, ale największym szaleństwem, na które mogłaby sobie pozwolić były królicze uszka dla całego towarzystwa. Tess nigdy nie była w podobnym miejscu, więc teraz rozejrzała się z większą ciekawością niż dotychczas, dostrzegając wszystkie niuanse, które wcześniej jej wzrok zignorował. Niewiele osób obracało się w mieszanym towarzystwie, zdecydowana większość była sparowana, a niektórzy ewidentnie się o siebie ocierali, jakby za chwilę miała się wydarzyć dzika orgia. Póki była trzeźwa, nie było najmniejszej możliwości, by to miejsce mogło jej się spodobać. – Wiesz co… pieprzyć to. Musimy się napić, te kwoki poradzą sobie bez nas. – Teraz pociągnęła go prosto do baru, zajmując stołek tuż przy nim. Oczywiście to tylko i wyłącznie wina ich nieuwagi, że pomylili kluby, ale wygodniej było obwiniać za całe zajście koleżanki. Co z tego, że ani ona ani Gabe nie pamiętali tak istotnego szczegółu jak nazwa właściwego klubu? Machnęła na kelnera, każąc mu przynieść dwie szkockie z lodem (zapomniała już o grzecznych i kolorowych drinkach, należy im się coś mocnego). O dziwo, zrobił to w zastraszającym tempie, więc zaraz mu zapłaciła i przechyliła szklaneczkę, by alkohol mógł w przyjemny sposób palić ją w gardło. Kelner dalej stał w pobliżu, najwyraźniej Gabe mu się bardzo spodobał, bo rzucał mu co chwilę ukradkowe spojrzenia. Kobieta oczywiście znowu nic nie dostrzegła. – Jeśli chcesz, możesz się jakoś upewnić, że rzeczywiście ich tu nie ma, ale dla mnie sprawa jest jasna. Siedzą sobie teraz grzecznie w innej części miasta, wymieniając się doświadczeniami ze swoimi narzeczonymi i oglądają zdjęcia sukien ślubnych – krzyknęła mu do ucha, by przekrzyczeć muzykę. Nawet jeśli przyszła panna młoda się na nich obrazi za nieobecność, Tess miała to teraz gdzieś. Osiągnęła dzisiaj szczyt swoich interakcji społecznych, bo wyszła z domu z zamiarem spotkania się ze znajomymi gdzieś na mieście. W przeciągu kilku najbliższych godzin nie zniesie kolejnego przedzierania się przez miasto taksówką. Oczywiście mogła wysłać esemesa do którejś z kobiet z prośbą o podanie nazwy tamtego miejsca, ale tym samym przyznałaby się do błędu. Wolała pomyśleć potem o głupiej historyjce, którą je uraczą, próbując wyjaśnij swoją nieobecność. Mogą przecież spokojnie napić się tutaj. Każde miejsce się do tego nadaje. Miała gdzieś nawet to, że swoim eleganckim ubraniem wyraźnie odstają od całej reszty. Cóż takiego okropnego może się wydarzyć?
    Wyjęła z torebki paczkę papierosów, zbyt zdenerwowana, by myśleć o tym, czy w ogóle można w tym miejscu palić – najwyżej ktoś zwróci jej uwagę. Zapaliła i zaciągnęła się głęboko, podsuwając paczkę do Douglasa. Nie miała pojęcia, czy pali, ale chciała być uprzejma.

    [Żeby nie było, o wątku z Maddy wciąż pamiętam, ale z zaczynaniem zawsze się cackam, więc to jeszcze trochę potrwa. :D]

    OdpowiedzUsuń
  47. Przepraszanie nie było w jego stylu, więc musiał jakoś rozluźnić sytuację. Mówił prawdę, choć traktował to raczej jako niewinny flirt, z korzyścią wymigania się od niedoszłego (i przypadkowego) zabójstwa. Kiedy mężczyzna się uśmiechnął, wyszczerzył się jeszcze bardziej, nieznacznie przechylając głowę. Miał naprawdę ładny uśmiech.
    - Postaram się - puścił mu oczko, powstrzymując się od śmiechu. Miał szczęście, że go nie trafił. Potrafił strzelać, a to wydarzenie było tylko niefortunnym wypadkiem. A niefortunne wypadki zdarzają się nawet najlepszym, choć nie powinny.
    - Anthony Blake - ukłonił się teatralnie, aby chwilę później uścisnąć mu dłoń - Mam nadzieję, że teraz, znając moje imię nie wniesiesz na mnie skargi..-dodał niewinnym tonem, wpatrując się w oczy nowo poznanego mężczyzny.

    Anthony

    OdpowiedzUsuń
  48. Prawdą było, że faceci niewiele rzeczy byli w stanie pojąć. Allie nie uważała się za jakąś wielką specjalistkę od męskiego światopoglądu, ale była w kilku związkach i to i owo wiedziała. Mogli zrozumieć humorki, ale kupowanie drogich kiecek, tylko po to by poprawić sobie nastrój, przekraczało znacznie ich możliwości. I Gabe doskonale o tym wiedział. Dlatego nie miała zamiaru tłumaczyć mu dlaczego właściwie wyszła z gabinetu, tylko po to by pójść na zakupy. I tak by nie zrozumiał. Bo kupno książki, czy nowego zestawu garnków, nijak się miało do awaryjnego zakupu ciuchów. Przynajmniej w jej rozumowaniu.
    Allie się bała, a co za tym idzie - nie była w stanie zaufać ludziom. Nawet jemu, nawet dlatego, że sam powierzył jej wiele swoich tajemnic. Dlatego tak bardzo przejmowała się tym, że mógłby komuś powiedzieć o jej wycieczkach, dlatego tak uparcie próbowała go od tego odwieść, a jak inaczej mogła odwrócić jego uwagę, niż słowotokiem? Który facet wytrzyma lawinę słów z kobiecych ust? No właśnie, żaden. Co za tym idzie - prędzej czy później podda się i odda jej w posiadanie tego cholernego asa. Przynajmniej taki miała plan.
    W gruncie rzeczy byli do siebie podobni. Odkąd zmarła jej matka, Hammond nie przywiązywała się do nikogo, a przynajmniej próbowała tego uniknąć. Do momentu, gdy zaczęła pracę w tym miejscu, bo właśnie tu zaczęło wszystko się sypać. Poznała jego i pozwoliła, by stał się jej przyjacielem. Poznała innego mężczyznę, któremu pozwoliła na stanie się kimś znacznie więcej. Zaczęła układać plany na przyszłość, choć do tej pory pragnęła skupić się jedynie na niesieniu pomocy innym. Zawsze była ostatnią osobą na liście potrzebujących. Ta cholerna praca zmieniła jednak wszystko i Hammond coraz częściej zastanawiała się nad rzuceniem tego wszystkiego w cholerę. Ceniła jednak ich relację i wiedziała, że nie może zostawić go samego. Nie pożegnali jeszcze wszystkich problemów, które rządziły jego życiem. Allie zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyzna coś przed nią ukrywa i miała zamiar do tego dojść przy użyciu małych kroczków. Nigdy niczego nie robiła na siłę.
    - Gabe, oczywiście, że masz prawo tu być! - od razu zaprzeczyła jego słowom, rozsiadając się wygodniej w fotelu i wbijając w niego uważne spojrzenie. Doskonale wiedział, że jej gabinet jest zawsze dla niego otwarte, a uszy zawsze gotowe do wysłuchania - Po prostu nie mam o czym mówić. Wiesz, że moje życie to jedno pasmo niepowodzeń i przede wszystkim monotnonia i nuda. Wszystko kręci się wokół pracy, a co za tym idzie, wszystko kręci się też wokół ciebie. Nie mam zamiaru zmuszać cię do mówienia, ale wiem, że nie przyszedłeś tu porozmawiać o mnie. Mam rację prawda? Ja zawsze, że mam - posłała mu tryumfalny uśmiech. Jak zawsze Hammond potrafiła sprytnie ominąć niewygodne dla niej tematy. Po chwili jednak rozluźniła się - Dobrze, ale skoro nie chcesz o tym rozmawiać, to… Masz plany na wieczór? Chętnie napiłabym się z kimś piwa, a tak się złożyło, że nie mam z kim iść. Będziesz dzisiaj moją psiapsiółą? - mina zbitego psiaka zawsze działała, teraz też musiała, nie było innego wyjścia.

    [ a ja przepraszam, że dopiero teraz]
    Allie Hammond

    OdpowiedzUsuń
  49. 51 year-old Mechanical Systems Engineer Walther Monroe, hailing from Courtenay enjoys watching movies like Where Danger Lives and Sailing. Took a trip to Mausoleum of Khoja Ahmed Yasawi and drives a Jaguar E2A. tutaj

    OdpowiedzUsuń