poniedziałek, 6 lipca 2015

Nightmare dressed like a daydream

ELISA ACCARDI
córka mafioza | dwadzieścia osiem lat | współpracuje z CIA | objęta programem ochrony świadków

 Jako sześcioletnia dziewczynka Elisa widziała już więcej śmierci niż statystyczny policjant pracujący w terenie. Nosiła dwa odstające warkoczyki, białą sukienkę w różowe kwiatuszki i spokojnie pochłaniała loda, podczas gdy jej twarz i ręce wymazane były we krwi kolejnego przydupasa, który nie zadowolił tatusia. Ze znudzeniem kopnęła rozciągnięte na ziemi ramię zamordowanego i wzruszyła ramionami, jakby ta zabawa w ogóle jej nie bawiła. Kiedy miała dziesięć lat, potrafiła już pewnie utrzymać pistolet w ręku i bezbłędnie trafiać do nieruchomych celów, znała trzy języki, dwanaście trucizn i czterdzieści osiem kryjówek w różnych częściach świata, do których mogła się udać, gdy całe imperium Accardich zbudowane na przemycie narkotyków i handlu żywym towarem upadnie. Mając czternaście, znała życie lepiej od swoich rówieśników i potrafiła włamać się wszędzie; dla niej nic nigdy nie było zamknięte.
Jako osiemnastolatka zabiła pierwszą osobę. Nie było już odwrotu.
To ktoś, kogo powinieneś się bać, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie znalazłeś w niej nic przerażającego, może z wyjątkiem lodowatego, badawczego spojrzenia. Jest symbolem władzy, której nigdy nie posiądziesz w strukturach gangu; synonimem ognia, w którym możesz się szybko sparzyć, jeśli podejdziesz zbyt blisko. Znajomość z nią przypomina skok na bungee, tylko bez asekuracyjnej liny, a wszystko to na własną odpowiedzialność. Najczęściej sama bierze wszystko we własne ręce, co kończy się poważnymi stratami w ludziach i sprzęcie. Podobno ostatni zbyt pewny siebie dupek, który odważył się jej sprzeciwić, skończył w rynsztoku z poharatanymi wnętrznościami i bez męskości. Elisa potrafi być urocza i słodka niczym miód, a po chwili wbić ci nóż w plecy. Nie kocha nikogo oprócz siebie; może dlatego ostatecznie skończyła w siedzibie CIA, dostarczając im kilka smakowitych kąsków w zamian za ugodę. W końcu coś takiego jak lojalność już dawno upadło, liczy się tylko uratowanie własnego tyłka i to właśnie robi, chroniona z obydwu stron barykady. Jako córka bossa największego gangu na Wschodnim Wybrzeżu i skorumpowanej pani gubernator doskonale wie, jak zadbać o siebie i jak sprawnie poruszać się w labiryncie utkanym z kłamstw i oszustw. Na zmianę podrzuca agentom prawdziwe i fałszywe informacje, co jakiś czas urywając się ze smyczy i znikając na kilka godzin, by znowu do nich wrócić, naśmiewając się z ich nieporadności. Z chęcią pomoże, ale nie jest to przejaw dobroci serca. Przyjdzie po swoją zapłatę, która będzie ciągnęła się tak długo, że zapomnisz, co tak naprawdę byłeś jej winien, a na wycofanie się będzie już za późno.
         Kiedyś podchodziła do życia z wrodzoną gwałtownością, ale ostatnio ta buńczuczna iskra w niej przygasła. Poszukuje czegoś, co zgubiła w natłoku nielegalnych akcji. Wciąż pozostaje niebezpieczną kobietą gotową urwać jaja każdemu, kto jej się nie spodoba, ale teraz ogień, który przez wiele lat spalał wszystkich podchodzących za blisko, zaczął trawić również ją.

____________________________________________________________________________

Wizerunek nieznany. Tytuł z piosenki Blank Space, bo pasuje. Nie lubię pisać kart postaci. A Elisa jest córeczką tatusia i trudno się z nią dogadać, zwłaszcza, że nie wiadomo, w co ona tak naprawdę gra. Ktoś chętny podjąć wyzwanie? 

33 komentarze:

  1. [aż strach się bać, ale Wake bardzo chętnie podejmie wyzwanie. przyznam bez bicia, że zaczynając czytać kartę wychodziłam z założenia, że to kolejna dramatyczna historyjka i... nic więcej. jednak pomysł niejako wykupywania swoich win wyjątkowo przypadł mi do gustu. i tu pojawia się pomysł, że Wake jako fotograf posiada dowód na to, że informacje przekazane przez Elisę nieco mijają się z prawdą. nie wiem jeszcze tylko, jak wpleść to w wątek. niemniej witam cieplutko na blogu i życzę wielu niezapomnianych historii ;>]

    Wake

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ja to tam się boję o jaja Gabe'a, chociaż pomysł na postać bardzo fajny i lubię takie charaktery. Obraz z początku karty - jedzenie loda podczas gdy jest się upapranym krwią - jak scena z psychodelicznego filmu. Grubo.
    Dobrej zabawy z Elizką na blogu.]

    G.

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Hello :3 Och, aż strach się bać takiej kobiety, ale im więcej takich postaci tym lepiej i ciekawiej. Nie wiem czy udałoby nam się jakoś nasze panie połączyć, aczkolwiek zawsze można spróbować. O ile są chęci :) ]

    Jessica B.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Nie wjeżdżajmy mu na ambicje, bo to się może źle skończyć dla obojga. Ale wypada w jakiś wątek zainwestować, bo coś mnie kusi, przy czym mam wrażenie, że może być naprawdę ciekawie. W końcu nietypowa postać.]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  5. [Też nie lubię pisać kart, dlatego moja wgląda jak wygląda. Skoro mogą się polubić to masz jakiś konkretny pomysł? Bo ja to cienko widzę, przynajmniej z mojej strony.]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  6. Problem z Elisą Accardi był taki, że jej usta praktycznie nigdy się nie zamykały – potrafiła samym pieprzeniem o pogodzie za oknem, doprowadzać go do szewskiej pasji, bo na każdy temat znalazła jakiś niepochlebny oraz okrutnie złośliwy komentarz będący w stanie go zirytować. Narzekała, marudziła, krytykowała, zmieniała zdanie, ośmielała się mieć wymagania i uważała się za nie wiadomo kogo, chociaż tak naprawdę w agencyjnej hierarchii pozostawała na tym samym poziomie co zamknięci w celach przestępcy pozbawieni jakichkolwiek praw oraz przywilejów. Liam nie rozumiał skąd Eli wytrzasnęła przeświadczenie, że jest w im jakiś sposób przydatna, skoro wszystkie wzięte od niej informacje już od dawien dawna stanowiły część zbieranej przez lata dokumentacji, aczkolwiek szefostwo postanowiło chyba, że bezpieczniej trzymać ją jednak przy sobie i kontynuować niezbyt owocną współpracę. A nuż kiedyś powie coś ciekawego? Najpewniej dlatego zrobili z niego jej przydupasa nakazując podążanie za dziewczyną krok w krok i niespuszczanie z oka w żadnej sytuacji. Zgodnie z przewidywaniami, Liam nie do końca w ten sposób zinterpretował polecenie, uznając że to ONA powinna chodzić za NIM, co z jakiegoś powodu wcale jej nie przeszkadzało. To chyba wszystko przez jego ponury wzrok, którym obdarzał Elisę od momentu pierwszego spotkania, ewentualnie po prostu nie miała nic lepszego do roboty i w wyniku monotonii zechciała pognębić go trochę swoim towarzystwem. Robili to sobie nawzajem, ale on był wyraźnie mniej zadowolony z przymusu spędzania swojego czasu w pracy na niańczeniu jakiejś mafijnej gówniary, z którą kiedyś kilkukrotnie się przespał. Seks był naprawdę dobry, pewnie dlatego nie zostawiła go po pierwszej nocy, nawet jeśli już wtedy wiedziała, że i tak niczego się od niego nie dowie. Nie był głupi i nie rozpowiadał wszystkim dookoła, że pracuje dla CIA.
    – Przestań gadać, na litość boską, zamilknij chociaż na kilka sekund – warknął zirytowany, a następnie rzucił na podłogę swoją torbę sportową. Nie zwracał uwagi na ćwiczących dookoła agentów, jednak i tak wiedział, że patrzyli w ich stronę z pobłażliwością, w końcu wszyscy wiedzieli jak zawzięcie Liam próbował walczyć ze zwierzchnikiem o nieprzydzielanie mu tego parszywego zadania. Rozkaz jest jednak rozkazem, a zgrywanie samotnego wilka uszłoby mu na sucho, gdyby został detektywem albo hakerem, w tym wypadku nie miał jednak wyjścia.
    – Będziesz tak stała, jak kretynka? – zapytał nagle, a następnie rzucił w jej stronę kij do ćwiczeń. Miała dobry refleks, złapała przedmiot i nawet się nie zachwiała – Nie marnuj mojego i swojego czasu i zajmij się czymś, nawet jeśli nie masz tutaj żadnego żywego manekina, na którym mogłabyś przetestować ucinanie głowy.
    Zmierzył ją uważnym spojrzeniem, zastanawiając się przez chwilę, czy plotki na temat tego, że Elisa jest w stanie gołymi rękoma oderwać jedną część ciała od drugiej są przesadzone, czy jednak jej wcielone zło faktycznie sięga tak głęboko. Była pozornie drobną dziewczyną, ale wiedział doskonale, że nie powinien był jej lekceważyć, bo szkolenie które przeszła było znacznie brutalniejsze oraz wymagające od jakiegokolwiek innego, nawet tego w ich akademii. Córka Accardiego była więc nie tyle silna, zwinna czy wysportowana, a zwyczajnie bezwzględna, co stanowiło najpewniej najgorszą możliwą cechę w połączeniu ze sprytem oraz pewnością siebie, których to jej nie brakowało.

    najlepsza niania na świecie, Liam

    OdpowiedzUsuń
  7. [To samo powinnam powiedzieć do ciebie :) Wiesz co!
    Czy w przerwie na kreowanie intrygi kryminalnej, chcesz coś wiązać tutaj?]

    Mark

    OdpowiedzUsuń
  8. [zobaczmy w takim razie, co nam z tego wyjdzie.]

    Przez uchylone okno wpadało do pomieszczenia chłodne powietrze. Z każdym jego podmuchem Wake odzyskiwał przytomność; podciągał się w fotelu i upijał łyk mocnej kawy. Wystygła zupełnie i nie spełniała już swojego zadania. Stan jego świadomości pozostawał uwięziony pod wieloma godzinami bez snu i chwili wytchnienia. Przetarł oczy i spojrzał na wiszący na ścianie zegarek. Miarowym tykaniem odliczał on kolejne sekundy; wskazówki ułożyły się równo na godzinie pierwszej. Był środek nocy.
    Będąc pracownikiem organizacji, która powinna działać w ukryciu czuł się na celowniku bardziej, niż gdyby stanął na środku ulicy jako terrorysta opasany ładunkami wybuchowymi. A był tylko fotografem. Fotografem, który posiadał o jedno zdjęcie za dużo. I zostało mu właśnie skradzione. Wake patrzył tempo na migoczący ekran swojego laptopa. Nie reagował zupełnie na żadne polecenia, wyświetlał tylko mail z pogróżkami, z których mężczyzna nie wszystkie zdołał zrozumieć. Zupełnie, jakby ktoś nie miał wprawy w posługiwaniu się językiem angielskim. Nie mógł powołać się na nikogo, ani też nikogo prosić o pomoc. Wykorzystał swoje kompetencje i możliwości, aby pomóc przyjacielowi. To była sprawa prywatna, w której nadużył swojego stanowiska. Pozostawienie sprawy samej sobie wydawało się kompletnym szaleństwem, a mimo to wolał zaryzykować niż na dobre pożegnać się z pracą. Najwidoczniej zadarł z niewłaściwymi ludźmi. A niewłaściwi ludzie mają to do siebie, że zawsze odnajdą tego, który próbuje ich zdemaskować.
    Miał jednak jedną możliwość. Elisa. Przez chwilę dał ponieść się uczuciu satysfakcji i ulgi zarazem, za co skarcił się równie szybko. Jaka była szansa, że zadarł z człowiekiem obracającym się w jej kręgach? I na ile mogła pomóc współpracującemu z CIA, aby nie narazić sama siebie? Chwycił telefon. Albo to, albo modlitwa o lekkie poturbowanie i szybką śmierć. Nie był to czas i miejsce, lecz uśmiechnął się w duchu.
    ‘’Mój tyłek potrzebuje twojej pomocy. Natychmiast, albo zostanie potężnie przekopany. Kup po drodze coś do jedzenia i przyjedź do mnie do biura.’’ Po wysłaniu wiadomości wstał od biurka i poklepał się po brzuchu. W istocie, był głodny. Całe to pakowanie się w kłopoty było strasznie wyczerpujące.

    Wake

    OdpowiedzUsuń
  9. [Heh luz, damy radę, dzisiaj przeczytasz dalszą część naszego duo ;)
    Racja też, Mark raczej nie należy do tego typu ludzi, którzy chcieliby współpracować z mafią. Powiedzmy jednak, że Mark da się wciągnąć przez Elise (zwali na niego tę "przyjemność", bo kiedyś nie chciał podrobić jej dokumentów? Lub jakaś inny zatarg - będzie ciekawiej) w jedno zadanie, które (znając nas :D) mocno się pokomplikuje. Accardi, dla własnego bezpieczeństwa w CIA, mogłaby chcieć wydać komórkę współpracującą z jej rodziną mafijną (mało ważna dla niej/mało lojalna/duży plus dla jej reputacji u rządowców). By nie brudzić sobie rąk, CIA mogłoby chcieć nasłać na tę komórkę inną komórkę mafijną. No i, by to zrobić trzeba podrobić dokumenty bezpośrednio w siedzibie komórki (papierki/raporty/sprawozdania finansowe/do wyboru do koloru), by akcja była precyzyjna i bez śladów. Co by nie wzbudzić podejrzeń wyślą tylko dwójkę ludzi: Accardi (bo zna teren, jest wyszkolona, itp.) i Marka (bo umie podrabiać dokumenty). Możemy do tego dodać jakiegoś lewego informatyka, co nam rozpłynie się w powietrzu (przy okazji dostarczając kłopotów naszej dwójce, nie wiem?).
    Troszkę to naciągane, przeczytałam za dużo dziwacznych książek akcji xD Możemy spróbować wymyślić zawsze coś innego.]

    Mark

    OdpowiedzUsuń
  10. [To z alkoholem się nie zgadza, on nie pije właściwie w ogóle. Ale siedzieć mu nad głową by mogła, co rzeczywiście by go irytowało, ale nie dlatego, że lubi pracować sam, tylko nie lubi, gdy on pracuje, a inni się opierdalają. Więc postawiłby jej ultimatum, albo nauczysz się, które narzędzie jak się nazywa i który numer to który klucz, albo won.
    Akurat w romans póki co nie zamierzam go pakować. Jeśli mam zacząć, to trochę to potrwa, bo muszę wrócić z pracy i zacząć jeszcze innym.]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  11. [Cóż, co do konfliktów to racja, ale nie tyle co się jej boi, co po prostu nie ma ochoty na konflikty, bo zabierają cenny czas :D
    No i grejt, mi się podoba :)
    Chcesz zacząć?]

    Mark

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cześć również i dzięki za powitanie! Ohoho, a co rozumiesz przez to psucie świeżej krwi? Ogólnie taka groźna femme fatale, że strach. Włoski temperamencik.]

    Timothy

    OdpowiedzUsuń
  13. [To niech utrudni i go drażni = zapraszamy na wątek ;)]

    Rutherford

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie była od niego lepsza, ale to, że podjęła próbę udowodnienia czegoś innego, uznał za całkiem uroczą. W ten najbardziej pobłażliwy i żałosny sposób, gdy chodziło o wydźwięk tego słowa oczywiście. W każdym razie, co niechętnie musiał przyznać bo i tak zdradziła go mowa ciała, nie spodziewał się uderzenia, więc jego kolano zgięło się, a z ust wydobyło ciche, nieprzemyślane przekleństwo. Stojąca niedaleko agentka Harrison, obserwująca całą sytuację, wydała z siebie głośne parsknięcie brzmiące jak coś pomiędzy chichotem a pogardą, co skutecznie wpłynęło na zachowanie Liama chcącego w pierwszym odruchu po prostu przykuć Elisę kajdankami do bieżni i zostawić tam na kilka godzin. Nie był tylko pewien co było dziwniejsze: nagła zmiana zdania co do jej treningu, czy to że nosił przy sobie kajdanki nawet wybierając się na siłownię.
    — Dlaczego tak bardzo domagasz się mojego zainteresowania? — rzucił złośliwie, a następnie chwycił drugi kij leżący na ziemi. — Zresztą, w porządku, jak sobie życzysz, Accardi.
    Bez zawahania wycelował bokiem w jej twarz, jednak Eli zablokowała go jednym zwinnym ruchem, przez co on obrócił kij podcinając jej nogi i powalając na matę. Oparł drewniany drążek o podłogę i przewrócił oczami, zupełnie tak jakby okazywał w ten sposób zawód, bo spodziewał się po niej czegoś więcej. Po części rzeczywiście tak było, bo od kilku niższych rangą agentów, odbywających regularny trening z Elisą wiedział już, że może spodziewać się nieczystych zagrywek, brutalności oraz wielu siniaków, które z jakiegoś powodu bolą znacznie bardziej niż normalne ciemnofioletowe ślady. Może dlatego, że stworzone były z obumierającego męskiego ego...
    — Nie będę się z tobą bił — mruknął po chwili i wyciągnął rękę w jej stronę — Ale możemy potrenować wspólnie. Musisz popracować nad postawą, dałaś mi się położyć zdecydowanie zbyt łatwo, jak na kogoś, kto podobno spędził całe swoje życie ucząc się jak zabijać innych.
    Tak naprawdę z jej postawą wszystko było w porządku, a upadek na matę spowodowany był tylko i wyłącznie jego szybkim ruchem, którego miała prawa się nie spodziewać. Wiedział jednak, że nie może dać wyprowadzić się jej z równowagi na sali treningowej, zwłaszcza przy innych agentach, bo jego duma ucierpiała już wystarczająco mocno, gdy szef wezwał go na dywanik nakazując mu opowiedzieć wszystko o dziwacznej relacji, jaka łączyła go z Elisą wiele lat temu. Od tamtej pory inni agenci często wyśmiewają i wytykają mu ten drobny błąd przeszłości, przez który jego kariera przez pewien moment była poważnie zagrożona. Na całe szczęście Accardi nie była w stanie doszczętnie zrujnować jego reputacji, poza tym wielu współpracowników otwarcie przyznawało się do tego, że chętnie by ją przelecieli, gdyby tylko nie mówiła tak dużo i z użyciem złośliwego tonu, bo jej uroda oraz ciało niewątpliwie przyciągały męskie spojrzenia. Nawet teraz, z niedbale związanymi włosami oraz w zwykłym, opinającym piersi oraz płaski brzuch podkoszulku, wyglądała naprawdę seksownie, czego oczywiście otwarcie nigdy, przenigdy by nie przyznał! Nawet przed samym sobą, co okazywało się być nie lada wyzwaniem, gdy zmuszony był spoglądać w dół czekając na to, czy przyjmie jego pomoc, czy ją odrzuci.

    Liam jako nie-gentleman

    OdpowiedzUsuń
  15. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego obojętność ją irytuje, co było swoją drogą odrobinę zabawne, gdy brało się pod uwagę, że tylko dzięki temu jeszcze nie postanowił jej brutalnie zamordować. No i może też trochę przez to, że wiedział jak wygląda więzienie o zaostrzonym rygorze i nie pragnął spędzić tam reszty życia, bo seriale ukazujące znużonych skazańców oglądających telewizję oraz przechadzających się po spacerniaku odbiegały od rzeczywistości w dość znaczny sposób. Inaczej każdy chciałby się dostać do pierdla, bo dlaczego nie? Liam jednak wiedział zdecydowanie zbyt dużo i dlatego trzymanie nerwów na wodzy przy Eli opanował niemal do perfekcji, przynajmniej do teraz, przez co zdał sobie sprawę, że zabieranie jej na trening było naprawdę złym pomysłem i następnym razem powinni zaprzestać jednak na wspólnym rozwiązywaniu krzyżówek. Lubił słuchać jej podniesionego głosu i wysokiego tonu, którego używała za każdym razem, gdy się na niego wkurwiała, a przy rozwiązywaniu krzyżówek robiła to wybitnie często. Głównie przez to, że odmawiała pomocy przy wypełnianiu haseł i uważała podobne zajęcie za uwłaczające, co sprawiało mu szczególną radość, przede wszystkim z racji tego, że celowo nie zapewniał jej żadnych innych rozrywek. Bo skoro sam czuł się niedoceniony i zdegradowany, to z jakiego powodu ona miała być szczęśliwa?
    – Naprawdę za dużo mówisz – rzucił zirytowany, gdy potarł dłonią tę część głowy, w którą uderzyła. Mowa dekoncentrowała przeciwnika, ale najwyraźniej nawet mimo posiadania tej wiedzy Elisa postanowiła nie rezygnować ze swojego gadulstwa, przez co pozwoliła Liamowi na szybkie chwycenie jej kija i przechylenie go w ten sposób, że oparty na jej karku powalił ją na matę skutecznie odbierając oddech. Wiedział, że zostanie po tym ślad, ale czy się tym przejmował? Już dawno przestał traktować kobiety jak słabszych, bardziej delikatnych przeciwników, takich których w żadnym wypadku nie można uderzyć. Początkowo rzeczywiście miał z tym problem, ale Elisa wzbudzała w nim tak negatywne emocje, że najpewniej byłby w stanie posunąć się naprawdę daleko w swoich działaniach, gdyby postanowiła zaatakować go jako pierwsza poza salą treningową. Jednocześnie, do czego nigdy by się jednak nie przyznał, naprawdę nie chciał robić jej krzywdy, chociaż tłumaczył to sobie w ten sposób, że uważał ją za w jakiś sposób przydatną szefostwu. No i to więzienie! Naprawdę nie chciał tam trafić za zamordowanie córki włoskiego mafioza, która zresztą (wraz ze swoim ojcem i całą ich bandą) powinni dawno temu trafić na krzesło elektryczne i smażyć się w piekle.
    – I co teraz, Accardi? Wyciągnęłabyś gnata i strzeliła mi w łeb? – zapytał, gdy chwycił jej nadgarstki i przejechał jej rękoma po macie w ten sposób, by ręce Eli znajdowały się nad jej głową – Słyszałem, że właśnie tak robisz, gdy zaczynasz przegrywać. Łatwo się irytujesz, grasz nieczysto, masz w dupie jakiekolwiek zasady i sądzisz, że powalając mnie na matę kilka razy z rzędu zyskasz czyjkolwiek szacunek – ciągnął rozbawiony, kręcąc jednocześnie głową – Jesteś nikim, a gdyby to ode mnie zależało, już byłabyś martwa.
    Ostatnie słowa wypowiedział niemal szeptem, a następnie rozluźnił uścisk, chociaż jeszcze przez kilka sekund pochylał się nad nią, gdy wymieniali między sobą spojrzenie pełne niewypowiedzianych na głos słów. Liam wstał z maty, a wówczas pozostali agenci powrócili do przerwanych czynności, chociaż ukradkiem nadal zerkali w ich stronę, zupełnie tak jakby spodziewali się, że Accardi i Lynch rzeczywiście zaraz nawzajem poderżną sobie gardła. Wbrew pozorom w CIA nie zawsze działo się coś ciekawego, a niektórzy desperacko pragnęli codziennej dawki niezapomnianych wrażeń.

    szarmancki as fuck Lynch

    OdpowiedzUsuń
  16. [Och, a miałam naiwną nadzieję, że nie wmieszam Maggie w żadne ciemne machlojki z podejrzanymi typami, a tu proszę, pierwszy dzień na blogu i już mała zostaje wykorzystana. :D No ale dobra, podoba mi się. Nie chcę robić z Tima podwójnego agenta, wszystko tylko nie to. Zresztą, znaczy tam za mało, by w jakimkolwiek stopniu mogło mu się to udać, więc ta jej rzecz nie może być czymś wielkim. Przynajmniej na pierwszy rzut oka nie może to się wydawać aż tak ważne. Jakiś mały luz w dniu, w którym to on robiłby za jej obstawę? Nic innego mi teraz nie przychodzi do głowy. Ewentualnie mógłby załatwić z nią jakąś sprawę - bez planowania morderstw. Oczywiście mogą wyjść potem w praniu. :D]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Otóż, podoba mi się wizja tej skomplikowanej relacji i jej szkielet sam w sobie bardzo chętnie bym zachowała, nie chciałabym natomiast tak bardzo ingerować w postać Holdena by mógł się on dopuścić zabójstwa. W jego przypadku stawiam na bardzo rzadkie opuszczanie siedziby agencji, on raczej zajmuje się czysto teoretyczną stroną śledztw. Możemy pójść w tym kierunku, że jakiś kret mógł wyłożyć ojcu Twojej bohaterki, kto zajmuje się jakąś tam najnowszą sprawą i z tej okazji chciałby się on z Holdenem na swój sposób rozliczyć. Może być?]

    Rutherford

    OdpowiedzUsuń
  18. Tym co najbardziej irytowało go w Elisie była jej pewność siebie. Odnosił wrażenie, że ta dziewczyna wychowywała się w przeświadczeniu, iż to Słońce krąży wokół niej, że jest najważniejszą osobą na świecie, a cała reszta to tylko uroczy dodatek mający za zadanie służyć jej rozrywce. Chyba do tej pory właśnie w ten sposób to działało –– Elisa dostawała tego, czego chciała, a wszyscy podwładni jej ojca mieli świadomość, że do ich obowiązków należy między innymi spełnianie nawet najbardziej wymagających i dziwacznych zachcianek córeczki bossa. Właśnie z tego powodu Liam nigdy nie uwierzył do końca w jej chęć pomagania, nagłą zmianę barykady oraz dzielenie się informacjami dotyczącymi biznesu Accardiego. Elisa nie była normalna, ale nawet ona nie byłaby taka głupia żeby pozostawić życie w luksusie na rzecz bycia obserwowaną dwadzieścia cztery na siedem, zamykaną na kilka godzin w pokoju przesłuchań i zmuszaną do rozwiązywania idiotycznych krzyżówek. Jeśli naprawdę odrzuciła stare nawyki oraz znajomości na bok, to musiał kryć się za tym inny powód niż zwyczajna zachcianka, ewentualnie robiła ich wszystkich w chuja, co –– jak mogło się zdawać –– tylko on jakimś cudem brał pod uwagę.
    –– To śmieszne –– rzucił wraz z cichym prychnięciem –– I doskonale wiesz o tym, że prawdziwy świat działa jednak trochę inaczej.
    Ktoś mądry powiedział kiedyś, że aby łamać zasady, najpierw należy się ich nauczyć. Elisa zdawała się nie znać tego powiedzenia, bądź postanowiła je zignorować, bo uparcie zachowywała się tak, jakby wcale nie znajdowali się w nowiutkiej, niedawno oddanej do użytku siłowni w siedzibie CIA, a w jakimś brudnym zaułku jednego z wielkomiejskich centrów, najlepiej pod jakimś obskurnym barem. Właśnie w ten sposób określał styl jej ruchów, bo chociaż Eli mogła poszczycić się zwinnością godną pozazdroszczenia, to jednak nadal nie dorastała mu do pięt, gdy chodziło o prawdziwą walkę. Potrafiła jednak zaskoczyć, kolejny już zresztą raz, więc jego złość spotęgowała się, gdy zrozumiał, że popełnił podstawowy błąd odwracając się tyłem do przeciwnika mogącego z łatwością go przez to zaatakować. Wykorzystała okazję.
    –– Jesteś –– sapnął, przesuwając palcami po obolałej szczęce –– Ale to tylko jeden z wielu powodów, dla których mam ochotę zrobić ci krzywdę.
    Liam wiedział, że będzie tego żałował, że nie powinien był pozwolić emocjom na zawładnięcie jego umysłem, ale w tym momencie było już za późno. Gniew opanował jego czyny, a pulsujący ból w niektórych miejscach ciała tylko podsycał chęć rzucenia się na nią, przygwożdżenia do maty i skręcenia karku. Istniała niepokojąco duża szansa, że pozabijają się nawzajem jeszcze przed końcem treningu, co byłoby nie lada sensacją dla całej agencji, w końcu Lynch rzadko kiedy dawał ponosić się emocjom. Cóż, Elisa wykonywała naprawdę świetną robotę, gdy chodziło o wyprowadzenie go z równowagi. Nie wahał się więc przed chwyceniem jej ręki, gdy wymierzyła kolejne uderzenie, i wykręcenie jej boleśnie do tyłu, by następnie drugą skrępować za jej plecami i przyciągnąć do siebie.
    –– Twój ruch.

    Liam, bez szacunku ludzi ulicy

    OdpowiedzUsuń
  19. Powody, dla których chciał zrobić Elisie krzywdę, mógł swobodnie wymieniać przez najbliższych kilka godzin, a i tak najpewniej znalazłoby się kilka, o których najzwyczajniej w świecie by zapomniał. I nie, wcale nie miał jej za złe tego, że wylądowali w łóżku, o to akurat miał pretensje wyłącznie do siebie, z perspektywy czasu nie rozumiał jedynie co go w niej tak bardzo pociągało. Był stereotypowym facetem, który oglądał się na ulicy za odsłoniętymi, długimi nogami w obcisłych jeansach, ale jeśli wiązał się z kimś na więcej niż jedną noc, to wówczas również charakter zaczynał odgrywać coraz większą rolę. Elisa niezaprzeczalnie posiadała wiele umiejętności, ale nawet jako genialna aktorka nie byłaby w stanie zwodzić go przez tak długi czas mamiąc kłamstwami oraz przyjaznym uśmiechem, który z jakiegoś powodu udało mu się zapamiętać. Może więc po prostu posiadała dwie twarze, jak na porządnego przestępce przystało? Wrogą i złośliwą, która stanowiła tarczę obronną nieprzepuszczającą nikogo i niczego, a także całkiem... miłą i na swój pokręcony sposób normalną, chociaż ta zaczynała powoli zacierać się w umyśle Liama i była powodem jego wcześniejszych myśli. Bo może wcale nie istniała, a on naprawdę był kolejnym zafascynowanym kobiecym ciałem prostakiem, któremu obojętne jest czy sypia ze skończoną zołzą czy nie.
    –– Już? –– zapytał ponuro, ścierając wierzchem dłoni krew, która zaczęła spływać ścieżkami nad jego górną wargą –– Skarbie, nie schlebiaj sobie, miałem cię dość od samego początku.
    Nie musiał odwracać głowy, by wiedzieć, że większość jego kolegów z pracy porzuciło już swoje zajęcia na rzecz przyglądania się walce Elisy z Liamem. Agenci musieli być bezwzględni, ale mało kto pozwalał sobie na równie nieczyste i bolesne zagrywki, które mogły zrobić rzeczywistą krzywdę. Teraz dostali jednak popis czystej i najprawdziwszej brutalności, więc nie można było dziwić się, że pragnęli zobaczyć jak daleko to wszystko się posunie, kto kogo zabije jako pierwszy i w jaki sposób to uczyni. Lynch też się nad tym zastanawiał, ale los postanowił, że jednak nie zaspokoi niczyjej ciekawości, bo po kilku sekundach wrogiego wpatrywania się w siebie Elisy i Liama, wszystkie światła w sali zgasły i zastąpiły je czerwone, awaryjne poświaty. Z głośników poniósł się urywany, wdzierający w mózg alarm. Wszyscy momentalnie zostawili swoje rzeczy i zaczęli biec w stronę wyjścia.
    –– Cholera, to nie są ćwiczenia –– mruknął Liam, który teraz już znacznie łagodniej spojrzał na Elisę. Gdy do niej podszedł dodał: –– Posłuchaj mnie uważnie i nie przerywaj, wyprowadzę cię teraz z budynku i zabiorę w bezpieczne miejsce, a ty chociaż ten jeden raz po prostu mi tego nie utrudnisz –– jeszcze przez chwilę mierzył ją wzrokiem, a następnie odsunął na kilka kroków, gdy wyciągnął ze swojej torby sportowej broń i kluczyki do samochodu –– Coś jest nie tak.
    To było jawne niedopowiedzenie. Gdy bowiem wyszli na korytarz przywitała ich jedynie pustka, chociaż Liam podejrzewał, że będą one wypełnione uciekającymi pracownikami gmachu, w którym o tej porze roić musiało się jeszcze od ludzi. Procedura ewakuacyjna zakładała, że wszyscy znajdą się na zewnątrz w ciągu trzech minut, ale od włączenia alarmu nie minęło nawet czterdzieści sekund, a wątpliwym było, że CIA udało się aż tak poprawić standardy bezpieczeństwa od ostatnich ćwiczeń. Liam cicho przesuwał się więc wzdłuż ściany, kątem oka obserwując również Elisę, chociaż mogło mieć to swoją przyczynę w dwóch scenariuszach: a) podejrzewał, że jej dawni znajomi mają coś wspólnego z atakiem, b) nie chciał by stała się jej jakaś krzywda. Oba były tak samo prawdopodobne, choć tylko pierwszym mógłby podzielić się z kimkolwiek innym poza samym sobą, ze względów dość oczywistych.
    –– Osłaniaj tyły –– powiedział nagle, wręczając jej drugi z pistoletów, który trzymał przy sobie. Można było to uznać za miły gest dobrej woli. –– I tylko spróbuj mnie tym zaatakować, a odstrzelę ci łeb zanim zdążysz powiedzieć arrivederci –– i tyle, jeśli chodzi o miłe gesty.

    przepraszam, że tak długo <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten wieczór nie różnił się zbytnio od pozostałych, które znajdowały się w kluczowym planie dnia Malleta. Za dnia był przykładnym, pilnym agentem CIA – Ethanem Chandlerem, który z największą pedantycznością wykonywał powierzoną mu robotę, nie pozwalając sobie na jakikolwiek błąd. Od czasu do czasu wtrącał coś od siebie, aby wykazać się swoimi spostrzeżeniami na temat planowanej akcji. Nie mógł jednak zbyt wysoko celować, przynajmniej na razie, by nie wzbudzać żadnych niepotrzebnych podejrzeń. Po wyjściu z pracy wracał jeszcze na godzinny trening, gdzie zwykle znajdował sobie jakąś ofiarę, na której mógł się wyżyć w imieniu swojej ambicji i potrzeby rywalizacji. Później najczęściej kończył w barach na spotkaniach towarzyskich, gdzie poznawał wiele nowych osób, ale najbardziej interesowały go, co chyba oczywiste, kobiety. Nie mógł zaprzeczyć, że często kończyło się to w łóżkowych sceneriach, gdzie ubrania dosłownie były zrzucane już od progu. Słodkie perfumy mieszały się z jego wodą kolońską tworząc doprawdy dziwnie zaskakujące połączenie. Napięcie seksualne, urywane oddechy, chwilowe uniesienia przyjemności i… na tym właściwie się kończyło. Poranne budzenie się w swoich ramionach, zbędne rozmowy i niepotrzebne uśmiechy były dla niego komiczne. Nie lubił niczego co niepotrzebne. U kobiet widywał zazwyczaj te pełne zmieszania uśmiechy, po nich stosunkowo często padały wyjaśnienia albo pochwały. Tego typu męczenie się ze sobą uznawał za pozbawione racji bytu i zazwyczaj nie sprowadzał nikogo do siebie. Wolał mieć święty spokój i gwarancję, że żadna z nich nie wpadnie do niego z byle jakiego powodu albo tylko dlatego, że „była w okolicy”. Oczywiście wyjątki robił bardzo rzadko i dana przedstawicielka płci pięknej musiała go czymś zainteresować, by wyszedł poza krąg postrzegania jej jako zdobyczy, która wkrótce przestanie przykuwać jego uwagę.
    Zostałby najpewniej w domu, gdyby nie telefon od jego byłej żony, która bredziła coś o tym, że powinien wysyłać jej więcej pieniędzy i częściej. Posiedział chwilę znużony z telefonem, który położył obok na sofie i palił najzwyczajniej na świecie papierosa, pozwalając jej się wygadać. Gdyby ktoś z boku się temu przyglądał mógłby niedowierzać w to co właśnie widzi. Prawda była taka, że Mallet rzadko odbierał. Kiedy ktoś się do niego dobijał i można było mieć o to do niego żal. Czasami zerkał tylko na wyświetlacz i szedł dalej, jakby to nie do niego należała ta komórka. Nie chciał być jednak na tyle ograniczony i dostępny zarazem jakkolwiek, by to nie brzmiało. Niestety to nie było wszystko co miała mu do powiedzenia, bo zaraz przeszła do ataku. Krzyczała, że jest niebezpieczny, a do tego jest kryminalistą i powinien trzymać się z daleka od Jeremyego. Wtedy nie wytrzymał i nim popiół z papierosa zdążył spać na jasną podłogę pochwycił telefon, a zaraz potem rozpoczęła się opryskliwa i burzliwa kłótnia. Ostatecznie się rozłączył i wyszedł. Nadal potrafiła go wkurzyć do granic możliwości, a on nie zamierzał się z tym przejmować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W barze znalazł się bardzo szybko i o dziwo chciał się tylko upić. Nie chodziło mu tym razem ani o poznawanie nikogo ani szukanie towarzyszki na noc. Nie tego potrzebował. Sam nie wie, po którym kieliszku najróżniejszych trunków wysokoprocentowych, które mogli mu zaproponować zaczepiła go śliczna jasnowłosa dziewczyna. Odburknął coś niezbyt kulturalnie, ale najwyraźniej nie zraził jej w żaden sposób. Nie kontrolował czasu, niewybrednych żartów, wypalonych na pół papierosów ani spożywanego alkoholu. Tak też bez większego przemyślenia zaprosił ją do siebie. Co oczywiste panienka najwyraźniej fascynowała się niegrzecznymi chłopcami, bo tylko szeroko się uśmiechnęła w odpowiedzi, a w przez jej twarz przemknęła fala różnorakich myśli. Zupełnie nieświadomy Mallet, że będzie coś znacznie gorszego, co wyprowadzi go z równowagi, doprowadzając do istnego szału i poczucia bezsilności. Tego ostatniego nienawidził najbardziej.
      Zbyt zajęty swoją nowopoznaną koleżanką nie zauważył, że ktoś postanowił rozgościć się w jego salonie i to w dodatku jego była kochanka. Jej słowa zadziałały na niego tak jak chluśnięcie zimną wodą momentalnie nieco, wyławiając go z alkoholowego morza, któremu dał się porwać. Przestała go interesować nawet nowopoznana, która stała teraz zupełnie zdezorientowana w całej tej sytuacji. Ciekawe co mogło przemknąć jej po głowie, że została nakryta? Zabawnie to brzmi, ale kto wie? No tak nie sądził, że panna Accardi może być miła dla jego gości, ale z wypraszaniem to go nawet zaskoczyła.
      – Nie obrażaj mojego gustu, skoro sama znalazłaś się w jego zasięgu. – odpowiedział z dudniącym sarkazmem. Nie wierzył jednak, że Włoszka znalazła się tutaj bez powodu. Nie wyglądała na skrzywdzoną, więc była rozsądna, że z problemami nie przyszła się żalić Rafaelowi, bo on tego po prostu mógłby nie znieść dobrze. Rozbawił go wyraźnie tekst z dziwkarzem, ale „spełnił” jej życzenie, aby nie miała do czego się przyczepić.
      W zasadzie postanowił pozostać bezstronny w konwersacji, która zaszła między śliczną blondynką, a panną Accardi i ostatecznie pozostać tylko obserwatorem. Któraś z nich musiała wyjść, a on mógłby zaproponować jasnowłosej przejście do sypialni i zaczekanie na niego, ale nie zamierzał mówić tego głośno. Sądząc po tych scenach, wypowiedzianych wyzwiskach jeśli potrwałoby to dłużej to doszłoby do bójki między tymi paniami i jeszcze musiałby się w to angażować przy rozdzielaniu. Tak na pewno, by się nie stało, bo Mallet tylko obserwowałby takie zajście z wyraźną satysfakcją i niezdrowym błyskiem w spojrzeniu.

      Usuń
    2. Jeśli wcześniej wydawał się rozbawiony całą tą sytuacją to kiedy usłyszał wzmiankę o porwaniu swojego syna nietrudno było dostrzec momentalną zmianę sięgającą najpierw do lodowaciejącego spojrzenia, a następnie na śmiertelną powagę. Zaciśnięte zęby, w pełni kontrolowany oddech, jak podczas akcji Interpolu i wściekłość wybijająca cały spożyty alkohol, dając prymat zdecydowanie gorszej części jego charakteru, której wielu ludzi nie miało możliwości doświadczyć. Rodzicom zwykle osuwa się grunt pod nogami, zaczynają płakać i panikować. Styl Malleta był zupełnie inny. Francuz zupełnie inaczej reagował i bardzo rozsądnym posunięciem z jej strony była ostrożność.
      Kiedy tylko jej słowa się potwierdziły, zniknął gdzieś w drugim pomieszczeniu, gdzie wywalił wszystko co się tylko dało. Dosłownie. Począwszy od szafy, rzeczy, ramki ze zdjęciem syna , a nawet materaca. Musiał dać upust emocjom, bo jeszcze, by na tym ucierpiała ta biedna dziewczyna, a nie chciał jej jeszcze zabijać. Poza odgłosami demolki dało się słyszeć jawne francuskie mieszające się z angielskimi przekleństwa, a gdy wrócił w salonie zrobił to samo. Zrzucił lustro na podłogę, potem trzepnął obrazem, a drewniana rama pękła na dwie części. Następnie usiadł, zwalając jednym ściągnięciem wszystko co znalazło się na stoliku w salonie. Jedna szklanka rozbiła się na kilka dużych kawałków, a druga przejechała przez całą podłogę aż zatrzymała się przy meblach. Podniósł z podłogi telefon, który jakimś cudem przetrwał. Po paczkę papierosów się nie schylał, tylko wyciągnął tę, którą miał jeszcze ze spotkania z blondynką, o której teraz kompletnie zapomniał. Wyprostował się jak struna, a wszystkie jego mięście były napięte. Odetchnął głęboko, ale kiedy zobaczył, że nie ma żadnych nieodebranych połączeń od swojej byłej żony to chyba w tym momencie szlag jasny go trafił. Jeśli można byłoby określić jego stan w kilku słowach to na pewno jego organizm znajdował się w trybie gotowym do ataku i zrobienia komuś krzywdy, a wszystkie mechanizmy ścierały się niemiłosiernie. Wciągnął głęboko powietrze, a zaraz wypuścił je nosem. Wyciągnął papierosa i zapalił go, nie patrząc nawet na swojego nocnego gościa. Odłożył komórkę, kładąc ją przed siebie. Zadzwoni do tej kretynki jak tylko trochę ochłonie, ale tylko troszeczkę…
      – O której, kto i w jakim celu? – warknął nieprzyjemnym tonem, który nijak nie przypominał głosu nakręconego do działania kochanka. Spojrzał na Elisę niezbyt ufnym spojrzeniem, w którym wyraźnie błyskało niebezpieczeństwo.
      Teraz doskonale rozumiał osoby, którym porwano najważniejsze osoby w całym ich życiu. Doprowadzało go do aż na granicę szaleństwa. Zawsze się kontrolował i trudno było komukolwiek wybić go z rytmu czy sprawić, że zamilknie chociaż na moment. Od razu przeszła mu ochota na rozluźniający alkohol. Najchętniej to, by chyba kogoś zamordował. Nie miałby litości. Ani odrobiny.


      Rafael Mallet, ten w nastroju do efektownego rozpierdolu.

      Usuń
  21. To nie było zaufanie, jak w ogóle mogła tak pomyśleć? Pozwolił jej trzymać broń z obawy, że ktoś zaatakuje ich tyły, co – jak widać – okazało się być całkiem słusznym podejrzeniem. Liam momentalnie spojrzał na Elisę, jednak nie odpowiedział jej w żaden sposób, nie był jej niczego winien i oboje doskonale o tym wiedzieli. Wdzięczność nie była tutaj konieczna, w końcu ich pieprzonym obowiązkiem było pilnowanie swoich tyłków, bo oboje mogli stracić naprawdę dużo, gdyby okazało się, że stracili w tej akcji partnera. Ona może przejęłaby się tym znacznie mniej niż on, ale to że jednak wymierzyła strzał o czymś świadczyło, nie był tylko pewien do końca o czym, bo z jakiegoś powodu nie chciał uwierzyć, że chodziło wyłącznie o chęć posiadania na niego haka. Z drugiej strony miał teraz jednak znacznie ważniejsze sprawy niż odnajdywanie motywów stojących za jej działaniami, właśnie załatwiła wrogiego osobnika i istniała naprawdę duża szansa, że nie był on ostatnim, na którego się natkną.
    Liam pochylił się nad mężczyzną i ściągnął kominiarkę z jego twarzy, jak gdyby sądził, że będzie znał jego tożsamość, niestety okazało inaczej – wyglądający na czterdziestolatka człowiek miał bardzo zwyczajną, znikającą w tłumie twarz, chociaż to nie ona zwróciła uwagę Liama. Odsunął materiał kevlarowej kamizelki, by obejrzeć tatuaż znajdujący się na karku faceta, a następnie powrócił do Elisy skutecznie ignorując jej słowa, że być może to ona mogłaby iść teraz przodem. To że pierwsza zareagowała na mężczyznę wypadającego zza drzwi wcale nie oznaczało, że wykaże się takim samym refleksem w przypadku następnego, więc wolał mieć ją za sobą, czuł się też przez to w jakiś sposób bezpieczniej.
    – Przestań ciągle mówić – syknął, zatrzymując się przed zakrętem. Oparł się plecami o ścianę i nieznacznie wychylił głowę, a gdy otoczenie okazało się być puste dodał: – Tam jest wyjście na schody, którymi dostaniemy się na podziemny parking.
    Drzwi wymagały użycia klucza magnetycznego, a z tej odległości nie wyglądały na wyłamane, przez co Liam założył, iż będą mogli swobodnie przedostać się do auta nie natrafiając na żadnych wrogo nastawionych ludzi. Nadal zachowywał jednak ostrożność, co jakiś czas odwracając się do tyłu, by ocenić czy Elisa nadal jest jedyną osobą, która za nim podąża. Trzymana przez nią w dłoniach broń napawała go pewnym niepokojem, ale nie dał po sobie tego poznać, za jakiś czas znajdą się na bezpiecznym terenie i będzie mógł poprosić o jej zwrot. Dobrowolny. Bo wierzył, że nie będzie taka głupia, by faktycznie spierać się z nim w tej kwestii, zwłaszcza, że był wręcz przekonany, iż w jej „przeszukanym” mieszkaniu znajduje się multum rodzajów najróżniejszych pistoletów oraz karabinów. Elisa nie dałaby się tak łatwo rozbroić.
    – Muszę zadzwonić do Patricka, coś tu jest wyraźnie nie tak – mruknął, bardziej do siebie niż do niej. Patrick był jego przełożonym, na dodatek szychą, która powinna była wiedzieć co się dzieje, niestety obecnie znajdował się poza miastem, chociaż na pewno doszły go już słuchy o tym dziwacznym wydarzeniu. Liam był bowiem bardziej niż zaintrygowany tym co się działo, w końcu nawet podczas ćwiczeń zdarzały się osoby, które wbrew protokołowi postanawiały nie opuszczać swoich biur, teraz agencja była po prostu pusta. Pomijając niebezpieczne typki, które najwyraźniej bardzo chciały wpakować kulkę w łeb każdemu, kto tylko nie nosił kominiarki i miał czelność pozostać w budynku.
    Gdy więc wypadli na parking nie spodziewał się zobaczyć nikogo znajomego, przez co musiał zatrzymać samochód, którym jeden z pracowników, Omar Ahmad, próbował wyjechać właśnie z podziemi siedziby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Gdzie są wszyscy? – zapytał Lynch, gdy oparł ręce o maskę chwilę przed tym, gdy jego kolega wychylił głowę zza okna.
      – Nie pytaj mnie, muszę jechać do domu i skorzystać z bezpiecznego łącza. Dostałem cynk, że ktoś mógł wkraść się na serwery, ale potem linia padła – rzucił Omar, wyraźnie zniecierpliwiony, a następnie z piskiem opon odjechał pozostawiając Liama i Elisę w tyle. Lynch wyraźnie wahał się, jakby nie wiedząc, czy powinien opuszczać agencję z tyloma pytaniami w głowie, jednak z drugiej strony nie mógł narażać Accardi przez swoją zachciankę i nieposkromioną ciekawość. Dlatego właśnie wsunął broń za spodnie i sięgnął po kluczyki, którymi otworzył swój samochód, jeden z niewielu pozostałych na parkingu.
      – Wsiadaj – powiedział, czekając aż Elisa z ociąganiem spełni jego prośbę, a następnie sam usiadł za kółkiem – Teraz oddaj mi broń – poprosił, wyciągając rękę w jej stronę i wpatrując się w nią wyczekująco.

      with love

      Usuń
  22. – To, że jeden raz zrobiłaś coś właściwego, wcale nie oznacza, że masz zamiar dalej wykazywać się racjonalnością – zauważył beznamiętnie, a następnie uniósł wysoko brwi ku górze, gdy Elisa oddała mu pistolet. Naprawdę sądziła, że jest taki głupi i nie zauważy różnicy pomiędzy naładowaną a pozbawioną nabojów spluwą? – Miałaś zamiar uratować mnie i zastrzelić kogoś mając pusty magazynek? – zakpił, po czym dodał, tym razem trochę poważniej: – Nierozsądny i głupi ruch, nawet jak na ciebie.
    Czy Elisa rzeczywiście była aż tak bezmyślna, że sądziła, iż Liam postanowi ją zaatakować? Gdyby chciał to zrobić, to wykorzystałby okazję już dawno temu, poza tym wciąż miał przy sobie drugi pistolet, na dodatek z pełnym magazynkiem. Jego wiązała etyka zawodowa oraz wykształcona moralność, a choć mogły być to dla niej jedynie puste wartości, tak dla Liama odgrywały wystarczająco dużą rolę, by nie musiała się obawiać ataku z jego strony. Jej ostrożność nie była więc w tym wypadku godna podziwu czy uszanowania, Elisa zachowywała się jak paranoiczka, chociaż wychowano ją w takim otoczeniu, że nikt chyba nie powinien był się dziwić. Gdy inne dzieciaki bawiły się na podwórku i wspinały po drzewach, ona była świadkiem interesów dokonywanych przez swojego ojca. Z krwią, brutalnością i brakiem jakichkolwiek zasad miała już więc do czynienia od dziecka, co budziło spore zastanowienie, gdy brało się pod uwagę, że postanowiła zacząć funkcjonować w normalnym świecie. Nie żeby wychodziło jej to jakoś specjalnie dobrze, chociaż nadal można było uznawać to działanie za godne podziwu, w końcu nikt jej do niczego nie zmuszał.
    – I wcale uważam Patricka za zbawcę – dodał po chwili, nieco oburzony, gdy w końcu wyjechali z parkingu – Nie jestem jeszcze po prostu pewien gdzie indziej mógłbym szukać wyjaśnienia tej sytuacji – przyznał, mocniej zaciskając ręce na kierownicy, gdy kontynuował, tym razem pozwalając by złość zaczęła pobrzmiewać w jego głosie: – Muszę się czegoś dowiedzieć, inaczej zeżre mnie poczucie winy, że zamiast przeszukiwać teraz siedzibę muszę niańczyć cholerną kryminalistkę.
    Elisa miała bowiem rację, Liam doskonale znał znaczenie paskudnego i amatorsko wykonanego tatuażu, który zobaczył na karku tamtego mężczyzny. Nie oznaczało to jednak, że miał zamiar się jej do tego przyznać, było to bowiem związane z misją, która nie tylko zapewniła mu awans, ale też kilkugodzinną rozmowę z szefem szefów, gdzie dowiedział się, że pod żadnym pozorem nigdy nikomu nie może wspominać o tym co się stało. Nie należało się dziwić, Liam posiadał informacje, które mogłyby zrujnować jego przełożonych, chociaż z perspektywy czasu rozumiał po części podejmowane przez nich działania, byli zdesperowani na tyle, że w walce z terroryzmem mogli posunąć się naprawdę daleko. Poza tym odpowiedzialność częściowo spoczywała również na nim, w końcu przez kilka miesięcy uchodził za członka ich grupy, próbując rozpracować strukturę od środka i w ten sam sposób ją zniszczyć. Najwidoczniej akcja nie była na tyle udana, by po pojmaniu przywódców nie udało im się odrodzić, a to niepokoiło Liama chyba najbardziej. W końcu nadal byli tam ludzie, którzy pamiętali jego twarz, w końcu nadal byli tam ludzie, którzy mordowali innych w imię swoich przekonań. Co prawda jego jedyną rolą było ustalenie tożsamości lidera i wsadzenie go za kratki, ale i tak zrobiło mu się niedobrze, gdy zrozumiał, iż organizacja dalej istnieje i najwidoczniej ma się naprawdę dobrze.
    – Starają się o przeniesienie cię do Waszyngtonu – mruknął nagle i spojrzał na nią, gdy zatrzymali się na światłach – Wiedzą o twoich ucieczkach, masz tutaj zbyt dużo koneksji, w stolicy będziesz pilnowana znacznie lepiej... Poza tym, w ogóle nie znasz tamtego miasta, sądzą też, że nie ma w nim nikogo, z kim chciałabyś się spotkać, kto w razie czego mógłby ci pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie były tajne informacje, ale z jakiegoś powodu nikt ich jeszcze Elisie nie przekazał. W normalnej sytuacji członkom programu ochrony świadków było raczej obojętne gdzie się znajdowali, przynajmniej dopóki mieli zagwarantowaną opiekę oraz bezpieczeństwo. Otwarcie omawiano więc z nimi wszelkie planowane zmiany, nawet jeśli i tak nie mieli żadnej możliwości zgłoszenia sprzeciwu, gdyby tylko chcieli to zrobić. Z Elisą Accardi było inaczej, bo nie wpasowywała się w przeciętny kanon wystraszonej, szukającej pomocy kobiety, która obawia się o swoje życie i dlatego postanowiła pomóc agencji. Każde jej działanie było częścią planu, którego nikomu nie udało się jeszcze odgadnąć, chociaż powszechnie wiedziano, że jakiś musi istnieć, dlaczego inaczej trzymaliby projekt przeniesienia w tajemnicy? Liam, nie potrafiąc znaleźć wytłumaczenia, uznał że mimo wszystko powinna była o tym wiedzieć, być może jedynie po to, by odpowiednio wcześniej uciec i już nigdy więcej dobrowolnie nie pojawić się pod ich drzwiami. Nie wątpił nawet przez chwilę, że była w stanie to zrobić, może właściwie tylko na to czekał, wówczas mógłby swobodnie wtrącić ją do pierdla i nigdy więcej nie oglądać. Chociaż na pewno wysłałby kosz z pozdrowieniami.

      Usuń
  23. Wymagała od niego zdecydowanie zbyt wiele i powinna była mieć tego świadomość. Nie mógł odpowiadać na jej pytania tak swobodnie i otwarcie jak tego pragnęła, więc rzucone w przypływie desperacji przeciągłe, pełne zaniepokojenia spojrzenie musiało jej na jakiś czas wystarczyć. Czego innego oczekiwała? Że zabawi ją w czasie drogi emocjonującą opowieścią wyjawiającą kilkanaście sekretów CIA, na dodatek stanowiącą jedno z największych upokorzeń jego życia? Liam sprawiał wrażenie człowieka, którego nic nie ruszało, ale prawda była taka, że przeszłość czasem nadal towarzyszyła jego najmroczniejszym myślom. A właściwie... właściwie tylko to jedno wydarzenie. Od agentów wymagano jednak pełnej odporności psychicznej w związku z podejmowanymi misjami, więc nie afiszował się ze swoimi przemyśleniami. Tym bardziej przed Elisą Accardi, więc ucieszył się skrycie, gdy podłapała temat przeniesienia, chociaż nie do końca wiedział jak odpowiedzieć na jej pytanie, po raz kolejny. Niespokojnie przesunął się na fotelu kierowcy i nieznacznie wzruszył ramionami.
    – Dlaczego nie? – odpowiedział pytaniem, które składało się na jedyną słuszną reakcję. Nie dodał niczego więcej, bo oboje wiedzieli, że stąpają w tej konwersacji na cienkim lodzie, a jedno niewłaściwie dobrane słowo może poskutkować ich wzajemnym utopieniem. Właściwie nie wiedział do końca co się za tym wszystkim kryło skoro oboje utrzymywali zażarcie, że nienawidzą się z mocą tysiąca buchających słońc, ale czy to miało jakieś znaczenie? Mieli teraz znacznie ważniejsze sprawy na głowie niż zastanawianie się nad swoją pokręconą relacją, niż doszukiwanie się drugiego dna w rozmowie, która swoje podłoże mogła mieć w zwyczajnej, ludzkiej, naturalnej uprzejmości.
    – To mój dom – odparł niemrawo, a następnie wyciągnął kluczyk ze stacyjki. Przez kilka sekund wpatrywał się w oświetlony podwórkowym światłem budynek, a następnie wyszedł z samochodu, by stanąć przed bagażnikiem i wyciągnąć swoją torbę z agencyjnymi papierami. Nie było tam niczego co mogło pomóc w rozwikłaniu dzisiejszego zamieszania, ale nie miał zamiaru zostawiać w samochodzie ściśle tajnych dokumentów. Poza tym potrzebował chociaż kilku sekund na świeżym powietrzu więcej, bo czuł, że z nerwów zaczyna szumieć mu w głowie, a to nie zwiastowało niczego dobrego. Dopiero po zatrzaśnięciu klapy wziął kilka szybkich oddechów i poprowadził Elisę przez schludny ogródek, którym za absurdalnie wysoką opłatą zajmowała się firma ogrodnicza, a następnie otworzył drzwi wpuszczając ją do środka.
    – Dzisiaj spędzisz noc tutaj, a jutro zawiozę cię do bezpiecznego domu – wyjaśnił, przekręcając klucz w zamku. Odruchowo miał zamiar położyć komplet na szafce, jednak ostatecznie wsunął je do kieszeni, zupełnie ignorując fakt, że Elisa przewróciła przy tym oczami. – Postaraj się niczego nie zniszczyć, ale poza tym czuj się jak u siebie. Kuchnia jest tam, łazienka na piętrze, zaraz obok pokój gościnny – tłumaczył, jednocześnie wskazując ręką w odpowiednie miejsca. Wiedział, że bardzo wiele ryzykował sprowadzając ją tutaj, ale musiał zadbać o jej bezpieczeństwo najlepiej, jak tylko umiał. Żadna z zewnętrznych kwater CIA nie była w tym momencie gotowa, poza tym utracił kontakt ze swoimi współpracownikami, przez co... cóż, to była jedyna rozsądna opcja i miał szczerą nadzieję, że nie pożałuje swojej decyzji.
    – Jeśli ufasz mi chociaż trochę, jeśli jest gdzieś w tobie resztka rozsądku... – zaczął, przerywając pełnym zmęczenia westchnieniem – To nie zrobisz niczego głupiego. A ja będę na tyle wielkim kretynem, że pójdę dziś spać z wiarą, że mnie posłuchasz.

    OdpowiedzUsuń
  24. Był nią zmęczony i wierzył, że już dawno zaczęła zdawać sobie z tego sprawę. Liam był człowiekiem obdarowanym naprawdę ogromnymi pokładami anielskiej wręcz cierpliwości, aczkolwiek Elisa wydobywała z niego stopniowo wszystkiego rodzaju uczucia, z którymi każdego dnia do pewnego momentu musiał toczyć walkę, by skutecznie je uciszyć. Przez kilka głupich złośliwych komentarzy i kilka aroganckich spojrzeń z jej strony na nowo czuł złość oraz irytację, w pewnym momencie ogarnęła go nawet słabość, jakby sądził, ze to idiotyczne zadanie jest ponad jego siły. Po części było, bo nie był przyzwyczajony do niańczenia kobiet, ani do spędzania z nimi aż tak wiele czasu, zwłaszcza gdy za cel swojego życia postawiły sobie utrudnienie i zniszczenie jego statycznej, przyjemnej egzystencji.
    – Tu nie chodzi o twoją pieprzoną dumę, Elisa! – warknął, nie mogąc dłużej przyjmować swojego zwyczajowego, spokojnego tonu. Korzystając z tego, że sama do niego podeszła, chwycił ją za ramiona. – Chodzi o twoje bezpieczeństwo! Ci ludzie nie są zwykłymi przestępcami, a chociaż jestem pewien, że jutro cała sytuacja się wyjaśni, tak dzisiaj bardzo wiele rzeczy stoi pod znakiem zapytania. Z by t wiele rzeczy, byś mogła pozwolić sobie na tak kretyńskie zachowanie podyktowane zwykłą zachcianką udowodnienia mi, jaka już jesteś dorosła i samodzielna!
    Nie podejrzewał, by jego słowa do niej dotarły. W końcu zdążył już nauczyć się, że gdy Elisa coś sobie postanowiła, to bardzo ciężko było ją od tego pomysłu odciągnąć, na jego nieszczęście, bo był z nią całkowicie szczery, gdy mówił o pragnieniu zapewnienia jej opieki, chociaż na tą jedną noc. Czy wymagał od niej naprawdę aż tak wiele, że nie mogła mu tego dać? Wiedział, że go nienawidzi i zupełnie nie interesuje jego pracą oraz losem po kolejnej ewentualnej ucieczce podopiecznej, ale jedyną osobą, na której kiedykolwiek jej zależało, była ona sama, co zdążyła mu podczas rozstania bardzo klarownie wyjaśnić. Być może powinna sobie wreszcie o tym przypomnieć i przestać balansować na krawędzi życia i śmierci, bo w końcu może z niej spaść, i to w niewłaściwym kierunku.
    – Wiesz co? Właściwie dlaczego mnie to obchodzi – powiedział nagle i puścił jej ramiona. Jeszcze przez krótki moment stali w odległości zaledwie kilku centymetrów, przez co mógł dokładnie przestudiować jej twarz, nawet jeśli skąpana była jedynie w słabym świetle korytarzowej lampy. Przez tyle lat praktycznie w ogóle się nie zmieniła, dostrzegł może jedno zadrapanie więcej i kolejną pozostałość po większej ranie, poza tym wyglądała dokładnie jak ta sama dziewczyna, z którą spotykał się jakiś czas temu.
    Wygląd stanowił tutaj jednak jedyną niezmienną rzecz. Nie wiedział czy to genialna gra aktorska, czy Elisa naprawdę zmieniła się aż tak, że zatraciła umiejętność logicznego oceniania sytuacji, jakiekolwiek racjonalne myślenie. Jego Elisa też była złośliwa i wredna, ale jednocześnie potrafiła z nim rozmawiać, dzieliła się swoimi przemyśleniami i wiedziała dokładnie, w którym momencie powinna się zamknąć, zgodzić na jego propozycję, lub odmówić, a także kiedy zrzucić maskę kobiety, która sama potrafi zrobić wszystko. Nie uważał jej oczywiście za słabą i niewinną dziewczynkę, ale nawet ona potrzebowała czasem pomocy i kiedyś, najwidoczniej w bardzo zamierzchłych czasach, potrafiła to przyznać. Dzisiaj nie zostało z tego już nic.
    – Zrobisz co zechcesz, tylko nie zabieraj mi samochodu, jest nowy i jeszcze go nie ubezpieczyłem – powiedział, choć w jego głosie nie było ani jednej żartobliwej nuty, nawet jeśli zdanie wypowiedział lekko ironicznie. Odsunął się od dziewczyny i przeszedł kilka kroków wzdłuż korytarza, by znaleźć się w salonie i nie musieć dłużej na nią patrzeć; nie potrafił.

    OdpowiedzUsuń
  25. Czy ona naprawdę myślała, że miał ją za słabą dziewczynę, która nie potrafi sobie samodzielnie radzić w życiu? Dlaczego mimo tak ogromnego ego Elisa Accardi nadal miewała równie idiotyczne myśli, zupełnie niedorzeczne i pozbawione jakichkolwiek oznak chociażby resztek racjonalności? Nie dość, że w ciągu jednego dnia skopała mu dupę, to jeszcze uratowała życie odstrzelając atakującemu mężczyźnie łeb, który teraz ponuro zdobił resztkami jedną ze ścian agencji. Była skończoną kretynką, że za cel swojej egzystencji postawiła udowadnianie wszystkim innym jaka to jest dorosła, a Liam był wręcz pewien, że to poczucie pewnego dnia ją zgubi, być może nawet dzisiaj, na co się zapowiadało.
    – Co próbuję z tobą zrobić?! – krzyknął nagle, kompletnie pozbywając się resztek cierpliwości, jakie w nim pozostały – Przepraszam, że nieumiejętnie próbuję ocalić ci życie, ale to już nie jest moja wina, że jesteś zapatrzoną w siebie, skończoną kretynką, która zawsze musi postawić na swoim, bo nie potrafi przyjąć do wiadomości, że inni też mogą mieć czasem rację!
    Nie pamiętał kiedy ostatnio czuł taką złość, że jego twarz płonęła, a krótko obcięte paznokcie wręcz wbijały się w skórę wewnętrznej części zaciśniętych dłoni. Nie rozumiał jej i nie chciał tego zrobić, bo być może Elisa na ulicy, przy boku swego ojca, musiała co chwila udowadniać swoją wartość i ukazywać siłę, jednak do tej pory wierzył, że była na tyle inteligentna, że potrafiła odróżnić to co było od tego, co jest. W normalnym świecie, bądź tym prawie normalnym, ludzie mogli polegać na sobie nawzajem, istniały tutaj pewnego rodzaju zasady, których lepiej było przestrzegać, jeśli chciało się zachować swoje życie. Elisa poszła jednak po najprostszej linii oporu, nie zadała sobie żadnego trudu, by poznać nową rzeczywistość, nie mówiąc już nawet o przyzwyczajaniu się czy akceptowaniu jej. Dalej była córką bossa z ciasno zawiązaną opaską na oczach.
    – Dlaczego zostawiłaś mafię za sobą, Accardi? Po to żeby dalej żyć według ich popieprzonych zasad? – syknął złośliwie, ponownie odwracając się w jej stronę. Rozłożył ręce, jakby ukazując swoją bezradność, jednak kontynuował tym samym tonem: – Zdradzę ci pewien sekret: nie bez powodu to jednak dobrzy goście zawsze wygrywają i będą wygrywać. Zło jest chaotyczne, a ty pozwalasz mu się pochłaniać, pozwalasz by przeszłość determinowała twoją teraźniejszość, chociaż myślałem, że jesteś ponad to.
    Niezależnie od tego jak bardzo Elisa wierzyła w siłę swojego ojca oraz innych przestępców, oni zawsze popełniali błędy, które nawet normalnemu człowiekowi mogłyby się wydać zbyt oczywiste i przewidywalne. Planowanie zbrodni doskonałych i dopracowywanie detali sprawiało, że zapominali o ogóle, o swoich lekkomyślnych charakterach, o nieumiejętności podporządkowywania się zasadom, przez co zawsze znalazł się ktoś, kto postąpił wbrew wcześniej ustalonemu schematowi. Ona musiała o tym wiedzieć, dlaczego miałoby być inaczej? O dziwo nadal najwidoczniej ufała jednak w nieomylność wychowania, jakiemu została poddana, chociaż Liam niejednokrotnie widział już przecież, że potrafiła się sprzeciwiać własnym przyzwyczajeniom.
    – Współczuję ci, Eli, naprawdę współczuję ci twojego smutnego, żałosnego życia, ale chyba najbardziej tego, że każdego dnia musisz przekonywać samą siebie, że wcale nie jest ono takie złe – mruknął i roześmiał się, bynajmniej nie w wesoły sposób – Kiedyś było dobre. Bądź raczej zbliżone do dobrego i nie przekonasz mnie, że się mylę, chociaż wiem, że zaraz pewnie zaczniesz próbować. Ale ja jestem na to dzisiaj zbyt zmęczony.

    OdpowiedzUsuń
  26. Liam przyłożył sobie dłoń do czoła, a następnie wolno przejechał nią po twarzy. Czuł jak spokój ponownie opanowuje jego umysł, dzięki czemu mógł ponownie skupić się na słowach Elisy, które padały z jej ust tak szybko, że niemal nie nadążał z ich przyswajaniem. Zawsze dużo mówiła, ale tym razem przeszła samą siebie, aż nie był do końca pewien, na który zarzut powinien odpowiedzieć jako pierwszy, a także czy w ogóle powinien cokolwiek komentować. Oboje znajdowali się na dziwnych dla siebie granicach wytrzymałości, niemal wcześniej nieznanych, tak bardzo niepasujących do ich charakterów, które w tym momencie uległy kompletnej zamianie. On ze spokojnego i racjonalnego mężczyzny stał się wrzeszczącym gburem, a ona ze złośliwej jędzy przeistoczyła się w cichą, niemal niepewną dziewczynę. Nie był pewien co o tym sądzić, dlatego przymknął na chwilę oczy i zacisnął usta, jakby powstrzymując się przed wypowiedzeniem na głos czegoś, czego mógłby żałować jeszcze bardziej. Z jego ust padły dziś słowa, których wcale nie chciał z siebie wyrzucać, ale z jakiegoś pieprzonego, niewytłumaczalnego powodu, naprawdę zirytowało go jej zachowanie niepodparte żadną racjonalnością. Mogłoby się wręcz zdawać, że Elisa nie ma nic przeciwko idiotycznemu i niepotrzebnemu narażaniu się na niebezpieczeństwo, zupełnie jakby nie posiadała za grosz szacunku dla własnego życia.
    – Proszę cię, to głupie gadanie – wytknął jej, dopiero wówczas ponownie na nią patrząc – Nikogo nie zdradziłaś, podjęłaś słuszną decyzję i naprawdę ufam, że nie jest ona ostatnią. I nie powinnaś tego żałować, Elisa, nawet jeśli dalej będziesz rozpamiętywać przeszłość i wytykać mi, że ja potrafię żyć teraźniejszością.
    Przez krótki moment nie dodał niczego więcej, jednak ruszył z miejsca i podszedł do niej, by chwycić ją za nadgarstek. Pociągnął Accardi do salonu, gdzie przystanęli przy stojącej na stoliku lampce, którą zapalił po omacku szukając włącznika. Chwilę później jego ręce powędrowały w stronę karku, gdzie dwa wyciągnięte palce zatrzymały się gdzieś w połowie wysokości po prawej stronie.
    – Pozbywałem się swojego tatuażu przez kilka lat. Wykonany amatorsko, starą igłą, tusz znajdował się tak głęboko pod skórą, że zamiast standardowych kilku zabiegów dostałem kilkanaście – wyjaśnił – Musiałem pozwolić na zrobienie go, gdy współpracowałem z tamtymi ludźmi pod przykrywką. Wyjechałem kilka miesięcy po naszym ostatnim spotkaniu, trwało może rok, a nie mogę o tym zapomnieć do tej pory i prawdopodobnie nigdy nie będę w stanie, widziałem zdecydowanie zbyt wiele.
    Liam nie użalał się nad sobą, brzmiało to raczej jak tłumaczenie dziecku dlaczego Słońce codziennie rano pojawia się na niebie albo dlaczego jedzenie warzyw jest dobre dla naszego zdrowia. Chciał zsolidaryzować się z Elisą, pokazać jej, że nie jest jedyną osobą, która musi borykać się z problemami, że... że gdyby tylko chciała, mogłaby mu zaufać.
    – Nie oczekuję od ciebie zrozumienia, ale wiedz, że chociaż nigdy nie odetniesz się od tego, co było, tak nie oznacza to, że twoja przyszłość jest z góry skazana na porażkę – ciągnął, odruchowo kładąc otwartą dłoń na karku, tak jakby chciał zasłonić przed nią coś, czego od dawna i tak tam nie było – Masz kontrolę nad własnym życiem.

    OdpowiedzUsuń
  27. – To nie było poświęcenie, to była świadomie podjęta decyzja – odpowiedział spokojnie. Jej niespodziewany ruch sprawił, że całe jego ciało mimowolnie zesztywniało, zupełnie tak jakby przyjmował pozycję obronną przygotowując się do ataku. Podobna bliskość, zwłaszcza z jej strony, nie była mu obca, ale przez tak wiele lat czynnej służby zdążył już odzwyczaić się od równie delikatnego i czułego dotyku kobiecych rąk. Nie wzdrygnął się jednak, nie odsunął nawet na krok, pozwolił jej na kontynuowanie, bo nie mógł ukrywać, że czerpał z tego jakąś przyjemność, niebezpieczną i być może zgubną dla ich obojga. Zwłaszcza, że nie mógł dłużej zarzucać jej braku racjonalności, skoro sam zaczął się wykazywać bezmyślnością pozwalając jej na tak bezczelne naruszanie jego przestrzeni osobistej. Nie był jednak w stanie zaprotestować.
    – Dlaczego przyszłaś do nas? – zapytał nagle, niepewnie kładąc rękę na jej ramieniu, by móc ją objąć. Stali tuż przy oknie, ale nie musieli się obawiać, że ktokolwiek z zewnątrz ich zauważy, dom znajdował się na uboczu, a akt własności nie był nawet opatrzony jego nazwiskiem, to miejsce stanowiło jedyną ostoję odciętą od świata, na jaką mogli obecnie liczyć. – Dlaczego uciekłaś od mafii wiedząc, że u nas też nie zaznasz spokoju? Znam cię, byłabyś w stanie sfałszować własne dokumenty i uciec jak najdalej od tego pieprzonego kraju, a zamiast tego sama wpakowałaś się w paszczę lwa.
    Nie rozumiał jej motywacji i nigdy się nad nią właściwie nie zastanawiał, jakby zaniepokojony, że może dojść do bardzo przerażających konkluzji. Nie ufał jej, nawet w tym momencie, choć to nie miało żadnego związku z jego uczuciami względem Elisy, w końcu był agentem, który zawsze musiał mieć się na baczności, a ona nadal była córką mafioza. Istniała w końcu bardzo duża szansa, że to wszystko dalej jest częścią jakiejś niesamowicie okrutnej gry, w której na nowo pozyskuje jego zainteresowanie, by później kolejny raz wbić mu nóż w plecy. Nie chciał tego, nie mógł pozwolić jej na to, by ponownie się do niego zbliżyła, a jednak jego dłoń mimowolnie zaczęła gładzić jej związane włosy oraz odsłonięty kark i ramiona, podbródek oparł na jej głowie i przez krótką chwilę, podczas której pozwolił sobie przymknąć oczy, czuł się tak, jakby nic się nie zmieniło. Faktura jej skóry wydawała się być taka znajoma pod jego palcami, a jej włosy dalej pachniały jaśminem, który od momentu ich poznania od zawsze już utożsamiał i utożsamiać będzie z Elisą Accardi. Był to kolejny dowód na to, że jego próby wmówienia wszystkim, że był to tylko przelotny seks, stanowiły zbiór idiotycznych kłamstw, którymi karmił przede wszystkim siebie i swoją własną nabrzmiałą dumę.
    – Nie chcę żebyś wyjeżdżała do Waszyngtonu, Accardi – mruknął, nieco przyciszonym głosem, a następnie odsunął ją od siebie, by móc ująć podbródek Elisy – Wtedy nie będę miał z kim rozwiązywać krzyżówek, a zdążyłem już kupić całe dwie nowe książeczki – uśmiechnął się, nieco arogancko, jednak po chwili grymas ten stracił na sile – Ale może zajmiemy się nimi jednak dopiero jutro?
    Jego umysł nigdy nie krzyczał tak głośno i jednomyślnie, a on pierwszy raz w życiu postanowił pieprzyć intuicję i zrobić to, na co ma ochotę. Nie był to pocałunek czuły i delikatny, nie było w nim niczego ostrożnego, mającego na celu wybadanie gruntu, czy upewnienia się, że to na pewno właściwa decyzja. Liam dotknął ust Elisy ujmując jej twarz w obie dłonie, nie zastanawiał się nad żadnymi konsekwencjami swoich działań, chciał jedynie przyciągnąć ją do siebie i znów nazwać swoją. I choć być może za chwilę będzie miał problem ze złamanym nosem, tak wiedział, że mimo wszystko nie będzie żałować.

    OdpowiedzUsuń
  28. Uczucie było... euforyczne, chociaż nawet to słowo nie było w stanie w pełni oddać uczuć, jakie aktualnie nim targały. Endorfiny skutecznie wypełniły jego ciało, a umysł utonął w szalonych, niemających nawet najmniejszych szans na spełnienie myślach, które w tej jednej, krótkiej chwili zdawały się być jedynym rozwiązaniem ich zawiłej przyszłości. Tak jakby jeden pocałunek był w stanie zbić ich w ponowną całość, sprawić, że na nowo zaczęliby myśleć jako „my” pomimo tak wielu oczywistych różnic oraz przeciwności. Rzecz w tym, że wspólną całość stanowiły obecnie tylko i wyłącznie ich ciała, zetknięte ze sobą usta, dłonie zachłannie błądzące po znajomych ciałach, mieszające się oddechy niknące gdzieś w tym bezosobowym pomieszczeniu. Później znów stali się jednak dwoma częściami, niepamiętającymi o swoim powołaniu wrogami, przedstawicielami dwóch różnych stron, którzy nigdy nie powinni patrzeć na siebie w taki sposób. Liam nie potrafił jednak teraz ponownie obdarzyć Elisy jednym ze swoich chłodnych spojrzeń, nie był w stanie wpaść na żaden rozsądny złośliwy komentarz, nawet na groźbę dotyczącą krzyżówek nie uśmiechnął się bezczelnie. Po prostu na nią patrzył, zupełnie tak jakby nie zważając na słabe światło chciał zapamiętać każdy szczegół jej twarzy, bo być może jest to ich ostatnia okazja na znajdowanie się tak blisko siebie. Nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że gdy jutro szef dowie się gdzie Liam zabrał Elisę, stanowisko zostanie mu odebrane, a jej planowany transfer do Waszyngtonu być może ulegnie przyśpieszeniu. A później ona załatwi sobie fałszywe dokumenty, bądź nakłoni jakiegoś kretyna z Agencji Bezpieczeństwa aby odblokował jej paszport, by następnie wyjechać z kraju i zniknąć z jego życia na zawsze. I tym razem na zawsze nie stanowiłoby hiperbolicznego stwierdzenia, a Lynch nigdy nie spodziewał się, że kiedykolwiek zaboli go na tę myśl serce.
    – Istnieją znacznie lepsze rozrywki – przyznał po chwili, spokojnym głosem, gdy wsunął swoją dłoń pod materiał bluzki Elisy na jej talii, – Ale nie sądzę, by zwierzchnicy pozwolili mi wcielać je w życie – przyznał, nieznacznie przesuwając dłoń w górę. Oboje wiedzieli jednak, że Elisa nie zostanie tutaj na tyle długo, by zakosztować jakichkolwiek innych zajęć przygotowanych przez CIA, nie mówiąc już o samych krzyżówkach, których nawet Liam zaczynał mieć powoli dosyć. Obawiał się jednak, że po dzisiejszym dniu ich stosunki uległyby zbyt diametralnej zmianie dla osób obserwujących Accardi, więc ich drogi musiały się rozejść, niezależnie od tego co będzie powodem – przeniesienie Liama do innego zadania bądź przeniesienie Elisy do innego oddziału. Byli z góry skazani na porażkę, ale czy naprawdę warto było się nad tym w tym momencie zastanawiać? Jeśli Lynch był dobry w czymś poza ściganiem przestępców, to na pewno była to umiejętność czerpania z chwili, w końcu w jego życiu przyjemnych momentów było na tyle niewiele, że należało się ich trzymać niezależnie od wszystkiego.
    – Nie wykorzystuj tego przeciwko mnie, Accardi, ale tęskniłem za twoim ciętym językiem – mruknął wprost do jej ucha, gdy jego usta zjechały powyżej linii jej szczęki. Ona mogła przekonywać samą siebie, że jutrzejszego ranka wszystko się zmieni, a zwłaszcza jego myślenie, ale czy to na pewno była prawda? Liam nigdy nie był typem człowieka, który żałował swoich działań, nawet ślady po tatuażu na jego karku i pamiętny romans z wrogiem nie sprawiły, że stracił wiarę we własną umiejętność podejmowania decyzji. Pragnął jej, pragnął jej całym sobą i tylko jej stanowcze zaprzeczenie mogło go w tej chwili powstrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  29. To nie było zwyczajne łamanie zasad wywołane zachcianką, to było coś znacznie większego i oboje mieli tego świadomość. Wiedzieli też jednak, że do drugiej opcji za cholerę nie mogą się przed sobą nawzajem przyznać. Elisa niekoniecznie miała w tej kwestii do czynienia z czymś nowym, Liam widział w niej dziewczynę, która każdego dnia wykreślała z konstytucji oraz własnej moralności kolejne brudne osiągnięcia, ale on był inny, on nauczył się przyjmować i wykonywać rozkazy, wierzył w ideę czystego sumienia, a kłamać potrafił jedynie w sytuacjach zagrożenia, przynajmniej tak utrzymywał. Czy było więc warto, skoro później będzie męczyć się z konsekwencjami swoich czynów? Żadne z nich nie wiedziało, ale oboje chcieli wierzyć, że tak, że jedna noc pełna uniesień wynagrodzi im lata dziwnej, pustej rozłąki, podczas której próbowali udowadniać samym sobie (a później też nawzajem), jak bardzo było im dobrze po rozstaniu. Liam przez pewien czas naprawdę w to wierzył – Elisa wbiła mu nóż w plecy swoim czynem oraz słowami, dlaczego miałby więc cokolwiek do niej czuć? Rzecz w tym, że po Accardi nie trafił już na żadną kobietę, która byłaby w stanie zapewnić mu rozrywkę intelektualną oraz fizyczną na tym samym poziomie. Dlatego tak, tęsknił za nią, ale z czasem nauczył się wyciszać swoje uczucia, ignorować je, przechodzić do porządku dziennego, bo właśnie tego wymagało się od dobrego agenta specjalnego, a on nie bez powodu zasłużył na awans.
    Dzisiaj postanowił jednak odrzucić odznakę na bok, nawet jeśli jego praca zakładała bycie dyspozycyjnym dwadzieścia cztery godziny na dobę siedem dni w tygodniu. Tak! Pieprzyć to!, jego myśli stanowczo zawtórowały jej słowom, gdy jego ręce zjechały po jej talii nadal pozostając pod obcisłą, cienką bluzką, którą miała na sobie. Liam uznał czarny top za zbędny element garderoby, więc już po chwili górna część jej ubrania wylądowała gdzieś w przejściu między korytarzem a sypialnią, gdzie zabrał uwieszoną na jego ramionach Elisę. Ciepło jej ciała, smak ust oraz ciche westchnienia sprawiły, że znów zaczął czuć się jak dwudziestoparoletni chłopak, który będzie kochał się ze swoją niesamowicie atrakcyjną dziewczyną w piątkowe popołudnie, zaraz przed wyjściem na imprezę ze wspólnymi znajomymi. Jeszcze kilka godzin temu ciężko byłoby uwierzyć, że przez pewien czas egzystowali ze sobą jak normalna, tradycyjna i szczęśliwa para, ale teraz... teraz wszystko nabierało sensu.
    Liam doskonale wiedział gdzie skierować swoje pocałunki, by Elisa wygięła plecy w łuk, gdzie przesunąć dłonią aby wywołać na jej twarzy charakterystyczny uśmiech, w jaki sposób na nią spojrzeć, by wypowiedzieć słowa, które nigdy nie powinny bezpośrednio paść. Czy on ją kochał? Na pewno nigdy do nikogo nie czuł niczego podobnego, ale pojęcie miłości było mu na tyle obce, że odpowiedzenie na to pytanie wymagałoby długich godzin pełnych bolesnego rozmyślania, które zakończyłyby się okrutną dla niego samego odpowiedzią. Nie chciał jej kochać. Nie chciał kochać jej wywracania oczami, jej złośliwego śmiechu, jej pełnego zniecierpliwienia wzdychania, jej błyskotliwie ironicznych uwag. Naprawdę nie chciał, to byłoby zgubne dla nich obojga, więc powinni dalej udawać, że to tylko seks. Nic nieznaczący, namiętny seks, który na jedną noc połączy dwójkę ludzi, którzy następnego dnia rozstaną się i nigdy więcej nie zobaczą. A Liam w końcu na nowo nauczy się udawać, że naprawdę w to wierzy.

    OdpowiedzUsuń