wtorek, 7 lipca 2015

I’m a person not a concept

36 lat, detektyw, retencjonista

Etyka zawodowa to jedyna, którą wyznaje. W życiu prywatnym posiada pewien problem z wartościowaniem co jest dobrem, a co złem. Chciałby żyć według kantowskiego imperatywu kategorycznego, ale wie, że zasada czynienia innym tylko tego, co tobie miłe, jest skazana na porażkę. Zwolennik utrzymania kary śmierci, co staje się powodem zażartych dyskusji pomiędzy nim, a jego współpracownikami. Podsumowując: ma pierdolca na punkcie etyki jako nurtu w nauce i fotograficzną pamięć, która okazuje się być bezcenną w jego zawodzie. Logika nie jest mu obca, ale chwała temu, kto doszuka się jej w działaniach podejmowanych przez Holdena. Nie mówi o sobie zbyt wiele, pielęgnując tym samym pewien rodzaj nerwicy. Wiadomo, że pochodzi z rodziny, która od pokoleń zajmuje się polityką i posiada perfekcyjnie przystrzyżone trawniki przed każdą z posiadłości. Holden Rutherford Jr jest do bólu pewny siebie, jak zresztą przystało na wychowanka prywatnych szkół. Ma swoje własne rytuały, takie jak nazywanie własnej osoby geniuszem, doroczne czytanie Illiady Homera i brutalne przekleństwa, które już wrosły w jego język. W spadku po dogorywającym małżeństwie dostał psa rasy st. Bernard. Chciałby wreszcie odpocząć od pracy, ale napędzany syndromem sztokholmskim, nie może się z nią rozstać.        



Wizerunek - Brendan Hines. Lo-Fang w tytule. W nazwisku link.
Z powodu niezakończonej jeszcze (!) sesji i praktyk narzucam sobie limit wątków. Wszystkich, którym coś obiecałam - proszę o cierpliwość. 

59 komentarzy:

  1. [Uwielbiam takie postaci! Witam na blogu. Będzie z nim zabawa.]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Witamy :D Dużo wątków i pomysłów oraz co najważniejsze - chęci! ]

    Jessica B.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Miłej zabawy na blogu! Zapraszam do siebie! :D]

    Mia

    OdpowiedzUsuń
  4. [Świetny pan, ale Arthur już go nie lubi; przepraszam, taka postać. Witamy na blogu ^^]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  5. [Hej, witam cię bardzo serdecznie na blogu, a także fajnie przeczytać o kolejnym detektywie :) Chciałabym zaproponować ci wątek, razem już z pomysłem.
    Co powiesz na to, by detektyw został wysłany do jakiejś sprawy kryminalnej - oczywiście do tego można przygotować jakieś podrobione dokumenty i od tego możemy zacząć nasz wątek. W miarę rozwoju sprawy, kiedy Holden będzie już "w akcji", okaże się, że jakiś pewniak się posypie - agent szybko zadzwoniłby do Marka, prosząc o pilne podrobienie jakiegoś dokumentu i dostarczenie go w mgnieniu oka. Praca zajęłaby grafikowi ciut więcej czasu niż przewidywał i dotrze na miejsce spotkania spóźniony. Przez to zostanie wciągnięty w sprawę jako "wspólnik" Holdena.]

    Mark

    OdpowiedzUsuń
  6. [i ja się przywitam! pan, którego aż chciałoby się wrzucić w sytuację, w której straciłby odrobinę kontroli nad samym sobą.
    życzę wielu wątków zapadających na długo w pamięć ;>]

    Wake

    OdpowiedzUsuń
  7. [Nie ma problemu, zacznij kiedy ci wygodniej. Jeśli też będziesz się źle czuła w wątku lub stwierdzisz, że jednak nie to chcesz pisać - ja się nie obrażę jeśli zrezygnujesz :)]

    Mark

    OdpowiedzUsuń
  8. [wobec tego coś w tym musi być ;> zastanówmy się, co mogłoby zadziałać na niego w ten sposób, a może uda nam się skleić jakiś wątek. może sytuacja, w której musiałby wybierać między pomocą przyjacielowi, a zachowaniem się zgodnie z etyką zawodową, której jest tak gorącym zwolennikiem. choć w mojej głowie na razie brak konkretów.]

    Wake

    OdpowiedzUsuń
  9. Allie Melissa Hammond pragnęłaby powiedzieć, że jest osobą, która kieruje się w życiu zdrowym rozsądkiem, że potrafi postępować w zgodzie z własnym sumieniem i systemem wartości. Pragnęłaby również posiadać zdolność wyłączania pewnych, niepożądanych uczuć i zdolność dobierania słów i czynów tak, by nie ponosić zbędnych konsekwencji. Do pewnego czasu to było nawet proste, należało postępować według określonych zasad, w sposób, który nie szkodziłby jej jak również i innym. Już od najwcześniejszych lat żyła w zgodzie ze światem, a nieustanna obserwacja otaczających ją ludzi, pozwoliła na racjonalne podejmowanie decyzji i działań. Nawet podupadająca matka, spleciona w namiętnym uścisku wraz z butelką taniej whiskey i telefon od ojca, który nigdy nie dzwonił, nie mogły sprawić, że jej sposób postrzegania rzeczywistości uległ przemianie. Wciąż słuchała tego głosiku, który siedział w jej głowie i szeptem podpowiadał co powinna zrobić. Matka jawnie z niej kpiła, sądząc, że jej jedyne dziecko potknie się na tych próbach zbawienia świata swoją dobrocią i uległością wobec innych ludzi, a Allie udawała, że nie słyszy i z uporem postępowała według swojego starannie przygotowanego planu. Nawet śmierć matki i odmowa przejęcia opieki nad nią przez ojca, nie sprawiły, że zachwiała się w swoich dążeniach do spełnienia marzeń. I tak oto zwykła dziewczyna z Bostonu dostała się na Harvard i ukończyła studia, zapisując się w historii uczelni jako jedna z najlepszych absolwentek, przez pół roku prowadziła własną praktykę, aż wreszcie wylądowała w siedzibie CIA, przekonana, że tu będzie w stanie zdziałać najwięcej. Skończyło się jednak na wykonywaniu robótek na drutach, uzależnieniu od kawy i zacinaniu się w windzie przynajmniej raz w tygodniu. Ambitne plany legły bowiem w gruzach, kiedy dotarło do niej, że nie jest w stanie pomóc nawet sobie.
    Holden Rutherford był niewątpliwie największym dupkiem jakiego dane jej było poznać w ciągu całego życia, a myśl o kolejnym spotkaniu przyprawiała ją o mdłości i zawroty głowy. Dotychczas żadna ze spraw nie ciążyła jej tak bardzo jak ta, w której musiała współpracować z tym jakże upierdliwym detektywem, przykładającym uwagę do każdego szczegółu. Można by rzec, że go nienawidziła, a mimo to straciła dla niego głowę. Granica między miłością, a nienawiścią była niewątpliwie cienka, a ona przekroczyła ją z dziecinną łatwością, pozwalając przy tym, by zepchnięto ją w przepaści, doskonale wiedząc, że na dole czekają na nią ostre krawędzie skał. Zdawała sobie sprawę z tego, że to nie ma najmniejszego sensu, że to nie ma prawa bytu i zapewne skończy się w najmniej odpowiednim momencie, rozrywając jej świeżo zakochane w nim serce na milion malutkich kawałeczków.
    Od tego czasu minęły jednak trzy lata; on nadal był dupkiem, a ona nie była już przerażoną dziewczynką, próbującą odnaleźć się w nowej roli. Biurko w jej gabinecie było zasypane stertą magazynów o tematyce ślubnej, a ona w panice odwoływała każdą wizytę w salonie z sukniami, twierdząc, że nie jest jeszcze gotowa na podejmowanie tak poważnych decyzji. Gdy była sama sprawdzała jak brzmi jej imię w zestawieniu z jego nazwiskiem i czy na wesele powinna zaprosić też ojca, podczas gdy jego dom stopniowo zapełniał się należącymi do niej rzeczami. Co prawda nie była jeszcze przygotowana na to by zrezygnować z niewielkiego mieszkanka, które wynajmowała zaledwie cztery przecznice od miejsca pracy, ale każdy dzień przybliżał ją do tego coraz bardziej. W końcu i tak spędzała u niego nie tylko noce, ale również i dnie, korzystając w pełni z własnego egzemplarza kluczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z głośnym westchnieniem zdjęła z nóg szpilki i wyciągnęła je na kanapie, uprzednio chwytając w dłoń kieliszek z winem. Pierwszy raz w ciągu tego dnia miała okazję usiąść i z każdą kolejną minutą czuła jak coraz bardziej zapada się w miękkie poduszki, podczas gdy z łazienki dobiegał szum wody. Spodziewała się, że za dziesięć minut poczuje na swojej skórze lodowate kropelki, gdy mężczyzna pochyli się nad nią, marudząc, że przez chwile nieuwagi poplami winem materiał horrendalnie drogiej kanapy. Na samą myśl uśmiechnęła się szeroko i wzięła oddech by po raz kolejny wydać z siebie westchnięcie, kiedy dotarł do niej dźwięk dzwonka umieszczonego obok drzwi. Miała ochotę wrzeszczeć, przez krótką chwilę ignorując osobę znajdującą się po drugiej stronie, ale gdy dźwięk się powtórzył, odstawiła kieliszek i podniosła swój tyłek, by otworzyć wyraźnie zniecierpliwionej osobie. Była pewna, że jeśli ujrzy przed sobą sprzedawcę biblii, to z całą pewnością wykorzysta swoje znajomości w CIA by się go raz na zawsze pozbyć.
      - Nie chcę nic kup… Dzień dobry? - nieco zaniedbana, acz z całą pewnością piękna kobieta, w towarzystwie dwóch walizek, była ostatnią osobą, którą spodziewała się ujrzeć na progu.
      - Czy mieszka tu Holden Rutherford? - Allie niepewnie skinęła głową po krótkiej chwili namysłu, coś jej tu z całą pewnością nie pasowało, a kobieta właśnie odetchnęła z ulgą i mimo braku zaproszenia wyminęła Hammond wchodząc do środka - Cudownie, już się bałam, że zabłądziłam. Pani jest pewnie nową sprzątaczką, prawda? Proszę wnieść moje walizki. Mąż nic nie mówił, że zatrudnił kogoś do pomocy, ale to taka miła niespodzianka. Holden, kochanie? - sprzątaczka, mąż, walizki, kochanie. To musiał być żart, okrutny żart porównywany do kopnięcia w brzuch, inaczej przecież nie dało się tego wytłumaczyć, prawda? Żart, kurewsko niezabawny kawał, który sprawił, że ugięły się pod nią nogi, ale mimo to ruszyła za kobietą w głąb mieszkania, nie zwracając uwagi na walizki zostawione na progu. Mąż.
      Woda już nie szumiała, a ona nie była jedyną osobą, która ujrzała go zaraz po przekroczeniu progu salonu, jednakże nie była tą, która rzuciła mu się na szyję, składając na jego ustach pełen tęsknoty pocałunek. Hammond czuła, że pęka jej serce, wpatrując się w tą scenę i pozwalając by pojedyncza łza przecięła jej policzek. Szybko jednak otarła ją wierzchem dłoni, którą następnie zacisnęła w pięść, wbijając paznokcie w delikatną skórę.
      - Rutherford, walizki twojej żony stoją za drzwiami, zajmij się tym - wysyczała podchodząc do jednej z komód, na którą rzuciła po przyjściu swoją torebkę, wiedząc, że musi jak najszybciej stąd wyjść. Pieprzony, cholerny skurwiel, wiedziała, że ją złamie.

      Biedna Allie :<

      Usuń
  10. [Wygląda na takiego, którego Elisa chciałaby złamać. A przynajmniej trochę się z nim podrażnić i utrudnić mu życie do granic możliwości.
    A tak od siebie - strasznie podoba mi się pan na gifie, uwielbiam imię Holden, podoba mi się fakt, że karta nie posiada wielu słów, ale jest bogata w treść i życzę miłej zabawy!]

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  11. [Jak tylko coś wymyśle sensownego to dam znać :D]

    Mia

    OdpowiedzUsuń
  12. Pragnęła żeby cała ta sytuacja okazała się być jedynie pasudnym koszmarem sennym, z którego obudzi się z krzykiem, jednocześnie wyrywając ze snu swojego narzeczonego, który otoczy ją silnymi ramionami i zapewni, że nic podobnego nie miało miejsca w rzeczywistości. Za kilka dni będą śmiać się z jej przewrażliwienia aż wreszcie całkowicie o tym zapomną, pochłonięci planami wspólnej przyszłości. Jednak to nie był sen. Na własne oczy widziała jak ta blondynka rzuca mu się na szyję i składa na ustach pocałunek, przekonana, że ta niziutka dziewczyna jest w jakimś sensie prezentem od męża, który sprawi, że ta będzie mogła całe dnie wylegiwać się w łóżku, podczas gdy wszystko będzie podane jej prosto pod nos. A on? Pierw widziała na jego twarzy zaskoczenie, później dostrzegła bezradność, może odrobinę wściekłości. Patrzenie na to bolało, czuła jak jej serce pęka, dosłownie zamienia się w proch, zniszczone przez jedynego człowieka, którego kiedykolwiek prawdziwie kochała. Pragnęła przecież go poślubić, urodzić mu dzieci, zestarzeć się przy jego boku, a teraz? Teraz jedynie była w stanie chwycić za swoją torebkę i wyminąć nich by zgarnąć z podłogi swoje buty i boso ruszyć do wyjścia. Uciec stąd, tego teraz pragnęła bardziej niż czegokolwiek w swoim życiu. Potrzebowała zaszyć się w swoim mieszkaniu z butelką mocnego alkoholu, rycząc w głos i przeklinając każdego mężczyznę. Tak, miała zamiar od dziś zostać feministką i nigdy więcej nie pozwolić sobie na uzależnienie się od mężczyzny. A trzeba było słuchać zdrowego rozsądku i zakończyć tę relację nim zdążył wzbudzić w niej jakiekolwiek uczucia. A potem? Potem po prostu rzuci się w wir pracy, bo to jedyne co w ogóle jej wychodziło. Będzie unikała wszelkich spotkań, może poprosi o przeniesienie do innego miasta, a z czasem, za rok, dwa, albo dziesięć, będzie w stanie znowu normalnie żyć, nie pamiętając już o swojej największej życiowej porażce jaką był związek z Rutherfordem. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że go kochała i nie będzie w stanie tak po prostu zacząć go nienawidzić, choć bardzo by tego chciała.
    Zamarła z dłonią zaciśniętą na klamce z siłą, która sprawiła, że zbielały jej knykcie, a chwilę później zachichotała. Za kogo on się w ogóle miał? Myślał, że siądzie sobie w fotelu i będzie potulnie czekała aż pokażą jej swój film z przyjęcia weselnego? A może jeszcze pomoże im wybrać imiona przyszłych dzieci, tym samym stając się ich chrzestną? Odwróciła się powoli w stronę jego i szanownej małżonki, mimo śmiechu nie wyglądając na zadowoloną.
    - Chcesz rozmawiać? Teraz! Ochujałeś Rutherford? - to Allie zazwyczaj była głosem zdrowego rozsądku w tym związku, a wszelkie konflikty starała się rozwiązywać łagodnie, za pomocą spokojnej rozmowy, z której będzie można wyciągnąć właściwe, racjonalne wnioski. Teraz jednak wpatrywała się w niego nie tyle co z chęcią mordą, co wręcz namacalnym obrzydzeniem, a każde słowo było przesycone jadem, o którego posiadanie nigdy by się nie posądzała. Bez pośpiechu zmierzyła jego żonę wzrokiem, która zaczynała już dodawać dwa do dwóch i wyglądała na równie niezadowoloną, nie skupiała jednak swojego gniewu na mężczyźnie, lecz na kobiecie, którą uznała za istotę, która bezwstydnie wlazła żonatemu do łóżka. Hammond z tego wszystkiego chciało się rzygać, że też była taka naiwna - Miałeś trzy lata, sądzę, że to wystarczająco dużo czasu by powiedzieć mi o tym, że masz żonę - ponownie zacisnęła dłoń na klamce, szarpiąc nieco zbyt mocno za nią i uchylając drzwi. Nie zrobiła jednak ani kroku by wyjść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Właściwie kiedy chciałeś powiedzieć? Przed czy po ślubie? Chociaż czekaj, jaki ślub? W tym kraju bigamia jest jeszcze jedną z niewielu rzeczy zakazanych przez prawo. A może liczyłeś na to, że gdy wreszcie poznamy prawdę wcale nie będziemy złe? Może będziemy zachwycone istnieniem tej drugiej i zaproponujemy ci życie w trójkącie? Będziemy sobie wzajemnie zaplatać warkocze, pożyczać ubrania i spełniać twoje najskrytsze fantazje? - i zamknąwszy drzwi oparła się o nie i skrzyżowała ramiona na piersiach. Czuła jak wszystko się w niej gotuje, a nienawistne spojrzenie jego żonki w niczym nie pomagało. Miała ochotę rozerwać nie tylko gardło mężczyzny, ale także i jej za to, że po prostu istniała i postanowiła spieprzyć to na co Allie tak ciężko pracowała. Czy choć raz w życiu nie mogła być po prostu szczęśliwa? Te trzy lata były jednymi z najwspanialszych w jej życiu, po raz pierwszy miała wrażenie, że znalazła swoje miejsce, że gdzieś wreszcie pasuje, a teraz obserwowała jak cały świat, który zbudowała ciężkim wysiłkiem, zamienia się w gruzy.

      Usuń
  13. [Dziękuję? Holden prawdopodobnie onieśmielałby Margaret jak diabli, tym bardziej, że on zdaje się uosabiać to, do czego ona stara się dążyć. Świetna postać!]

    Margaret

    OdpowiedzUsuń
  14. [To skoro mamy pozwolenie, jedziemy z tym koksem!
    Tak sobie myślę, że mogłaby ich łączyć naprawdę skomplikowana relacja. Co prawda Holden jest detektywem i trzyma się raczej z daleka od akcji w terenie mających na celu przejęcie dużej dostawy narkotyków, ale podczas rutynowego śledztwa mógłby wpaść na trop dużo poważniejszej sprawy powiązanej właśnie z jej ojcem. Podczas rutynowego przeszukania jakiejś hali wpadłby na mężczyznę, którego w wyniku strzelaniny by zamordował. I nagle się okazuje, że to jeden z najbliższych współpracowników Accardich. Jej ojciec oczywiście pała żądzą zemsty i planuje odwet na detektywie, który odpowiada za śmierć jego przyjaciela. Elisa też odnosi się raczej nienawistnie do Holdena, ale zależy jej na dalszej ochronie CIA, więc musi go ostrzec o planowanej zemście. Dalej możemy założyć, że Holden jej nie uwierzył, bo właściwie dlaczego miałby, później wywiąże się jakaś rozpierducha, a oni w samym środku i dalej pojedziemy z improwizacją.
    Zdaję sobie sprawę, że to, co napisałam wyżej, prawdopodobnie jest bardzo nieskładne, ale mam nadzieję, że jakoś to ogarniasz. Mów szczerze, co o tym myślisz :)]

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  15. [No, widzisz. Jeśli masz ochotę i czas na wątek, to ja się skuszę i zaproszę.]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  16. [Również się przywitam. Karta krótka, ale treściwa. W bardzo efektowny sposób zarysowuje bohatera. Gratuluje, bo nie każdemu się to udaje. Do wątku nie zmuszam, bo obawiam się, że Rafael (a raczej Ethan), by go nie polubił i pewnie najchętniej rozjechał (dosłownie i w przenośni poprzez wymianę zdań) przy najbliższym starciu. Taki typ, cóż poradzę.]

    Rafael Mallet

    OdpowiedzUsuń
  17. Przyszłość. To dość zabawne słowo, którego Hammond tak właściwie nie pojmowała do końca. Owszem, od zawsze tworzyła jako takie plany na najbliższe lata, ale zdawały się być one jedynie marzeniami, które często nie miały pokrycia z rzeczywistością. Przyszłość była terminem, który zawierał w sobie znacznie więcej niewiadomych; nie miała pewności co będzie robić jutro, czy wpłynie na czyjeś życie, dożyje przyszłego roku. A potem poznała jego i nagle wszystko stało się takie oczywiste, a określenie to stanęło przed nią otworem. Nagle pojęła znaczenie każdej litery, a odległość dwudziestu lat wydawała się być krótsza od pojedynczego mrugnięcia. Bo wiedziała jedno. Teraz, jutro, za pięć czy pięćdziesiąt lat, pragnęła z nim być; mieć go na wyciągnięcie ręki, móc każdego dnia budzić go zapachem świeżo zaparzonej kawy, czy kłócić się o coś co tak właściwie nie miało sensu. Wykonanie z jego strony kolejnego poważnego kroku jakim były oświadczyny, tylko utwierdziło ją w tym przekonaniu. I teraz Hammond, która myślała, że jest wolnym ptakiem, nieustannie przeglądała poradniki dotyczące ślubów, szukała idealnego miejsca na ceremonię i przede wszystkim nie mogła doczekać się dnia, w którym wreszcie będzie mogła powiedzieć, że należy tylko do niego. Cóż, przed pięcioma minutami nadal tego pragnęła, a teraz? Teraz cała ta pewność uleciała, wystarczyło tylko spojrzeć w oczy kobiety, która już miała do niego pełne prawo, której przysięgał miłość, wsparcie i szczerość. Kim więc przy niej była? Czym były te trzy lata, które w jej życiu zapisały się jako jego najwspanialszy etap, bo wreszcie, po raz pierwszy była naprawdę szczęśliwa? On najwidoczniej myślał inaczej. A zdawało jej się, że go zna, że zdołała przedrzeć się przez ten perfekcyjnie wykonany mur, idealną otoczkę pokazywaną światu. Czy mogła bardziej się mylić? Oto stał przed nią zupełnie obcy człowiek, który wpatrywał się w nią tymi tak dobrze znanymi oczami i oczekiwał bogowie wiedzą czego. Może by zachowała spokój, zachowała się jak dorosła osoba, która jest w stanie poradzić sobie z tymi wszystkimi demonami? Tylko jak miała to zrobić, gdy właśnie spadła na nią świadomość tego, że to wszystko było żartem, że cały ten związek, oświadczyny, pieprzona przyszłość, były tylko dowcipem, który najwidoczniej bawił tylko jego. Wykorzystał jej naiwność, zabawił jej kosztem, a mimo to wciąż nie czuła wobec niego nienawiści, jedynie proste w zdefiniowaniu obrzydzenie, doskonale odzwierciedlone spojrzeniem, którym go obdarzyła. Wykazująca się opanowaniem żona mężczyzny, wzbudziła w Hammond dodatkową wściekłość, tak jakby umyślnie chciała uświadomić i zwrócić uwagę na niedojrzałe zachowanie młodszej dziewczyny, która tak po prostu wybuchła. Bo podobno byli dorośli i takie kwestie powinni załatwiać jak przystało na osoby w ich wieku. Allie doskonale o tym wiedziała, była pieprzonym psychologiem, który zazwyczaj doradza spokojną rozmowę i wspólne rozwiązywanie problemów, a teraz sama nie była w stanie zastosować się do swoich rad, choć na szczęście wypowiedziała tylko niewielką część tego co siedziało w jej głowie. Naprawdę pragnęła stąd wyjść, każda kolejna minuta była prawdziwą katorgą.
    Na słowa mężczyzny o ich małżeństwie, z trudem powstrzymała się przed wybuchnięciem śmiechem. Czy on naprawdę był aż tak głupi i sądził, że się na to nabierze? Nie wiedziała jak wyglądało ich małżeństwo, ale gdyby faktycznie było jedynie wspomnieniem, już dawno dążyłby do jego zakończenia, nim zaproponował komuś innemu kolejne. Jego zachowanie było jednak wyprane z jakichkolwiek zasad moralnych, a teraz zapewne myślał, że była tak naiwna, by uwierzyć w te jego bajeczki i rozpadzie jego związku z żoną. Pieprzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednakże wściekłość kobiety, sprawiła jej radość, choć nikogo nie powinno to dziwić. Każdy potrzebuje niekiedy posiadać tę świadomość, że inni również mają pod górkę. Przesunęła się więc wypuszczając ją z mieszkania, choć sama miała zamiar udać się tuż za nią. Nie wyobrażała sobie jednak by miała przebywać z tą osobą kolejną minutę zjeżdżając na dół windą; zapewne jedna z nich nie dotarłaby na dół żywa.
      - Coś mówiłeś? Bo chyba się przesłyszałam. Mam zostać? - i roześmiała się w sposób zbyt sztuczny i teatralny, by zaledwie po dziesięciu sekundach zacmokać i pokręcić głową - Masz mnie za idiotkę? Myślałeś, że co? Że jak to się wyda, to będziemy jedną, wielką szczęśliwą rodzinką? A może liczysz teraz, że uznam to za coś błahego, machnę ręką i rzucając ci się na szyję powiem, że wybaczam, bo kocham cię zbyt mocno, by przejmować się takimi drobnostkami? - dlaczego do cholery wciąż tu była? Powinna przecież dawno wyjść, dając mu do zrozumienia, że gówno ją obchodzi co tak właściwie ma jej do powiedzenia. Miał na to pieprzone trzy lata! - Powiedz mi tylko… Dlaczego?

      Allie

      Usuń
  18. [Bardzo mi miło. W sumie rzeczywiście, ja też rzadko widuję postaci w takim wieku. Jeśli masz ochotę na wątek z Maddy, do niej również zapraszam. :)]

    Madeleine

    OdpowiedzUsuń
  19. Allie starała się zrozumieć tą sytuację, znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie na jego zachowanie, by móc utrzymać to wszystko. Przez te trzy lata miała wrażenie, że znalazła w końcu swoje miejsce na ziemi pomiędzy jego otwartymi ramionami i kolejnym uderzeniem serca, a teraz? Teraz obserwowała jak to wszystko się oddala, zamazuje i staje się jedynie dręczącym wspomnieniem. Chciała to powstrzymać, rozpaczliwie wręcz chwytała się każdego, nawet najmniej racjonalnego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji, bo poza nim nie miała nikogo. Od śmierci matki była sama. Ojciec żyjący bogowie wiedzą gdzie, był dla niej zupełnie obcym człowiekiem, a inni znani jej krewni odeszli, bądź nie chcieli mieć z nią nic wspólnego. Miała jeszcze Teresę, kobietę dzięki, której osiągnęła to wszystko, lecz nie chciała obciążać jej swoimi problemami, Sattler miała swoich aż nadto. Rutherford był jej nowym startem, możliwością zbudowania wszystkiego od podstaw, a teraz nawet to okazało się kłamstwem.
    Naprawdę odetchnęła z ulgą kiedy jego żona opuściła mieszkanie. Allie miała wrażenie, że nie wytrzyma dłużej tych ciążących na niej spojrzeniach, które rozkładały ją na czynniki pierwsze. Wiedziała, że kobieta ją ocenia, porównuje każdy najmniejszy szczegół, bo Hammond robiła dokładnie tak samo i przez to czuła się jeszcze gorzej. Stał przed nią ideał, który współgrał z jego dopracowanym światem; blond włosy upięte w idealny kok, z którego żaden włosek nie miał prawa wystawać, długie nogi, odsłonięte w odpowiednim miejscu przez ołówkową spódnicę i spojrzenie, które mogło zmiażdżyć każdego. Anna była kobietą, którą Allie zawsze chciała się stać. Tymczasem była malutką dziewczynką, która próbowała wyglądać na kogoś dorosłego, robiąc poważne miny, wypowiadając słowa, których nie rozumie, czy zakładając szpilki i zbyt drogie kiecki, które prawdopodobnie jedynie podkreślały mankamenty jej figury. Jak miała konkurować z kimś takim? Biorąc pod uwagę jej dziecinny wręcz wybuch, nie miała żadnych szans. Była stracona. Odczuła więc zadowolenie, gdy kobieta wyszła, z drugiej zaś strony dopiero teraz mogła poczuć się osaczona. Przy kobiecie miał na tyle godności by nie wykonywać kurewsko tanich zagrywek, które miałyby wzbudzić w Allie litość i możliwość przebaczenia. Teraz została z nim sama, a on jak nikt inny wiedział co zrobić by dotrzeć do jej małego, ograniczonego móżdżku i poprzestawiać w nim co trzeba. Przebywanie z nim sam na sam było niebezpieczne, był jej uzależnieniem i stał się trucizną, która skutecznie zabijała to co w niej było najlepsze; dobroć, oddanie, ufność i miłość. Niepewnie spojrzała w stronę salonu, czy w ogóle chciała by karmił ją kolejnymi kłamstwami? A może odważy się na brutalną prawdę, która jeszcze bardziej ją złamie? Spodziewała się usłyszeć od niego, że była jedynie odskocznią od nijakiego małżeństwa, że nigdy nie zamierzał porzucić dla niej żony, że doskonale bawił się udając zakochanego w niej głupca, choć to nigdy nie miało pokrycia z rzeczywistością. Przeprosi i poprosi o to by nie żywiła urazy i nie robiła scen, szczególnie w pracy, bo powinni zachowywać się jak ludzie dojrzali, a ona się zgodzi, bo zawsze to robiła. Była tak ślepa.
    - Masz dziesięć minut - i w dodatku głupia, bo mimo wszystko chciała usłyszeć jego wytłumaczenia. Odepchnęła się lekko od drzwi i z powrotem ruszyła w głąb mieszkania, oddalając się od jedynej drogi ucieczki, jednocześnie starała się zachować jak największy dystans między nimi. Ostatnim czego teraz chciała, to poczuć na swojej skórze dotyk jego dłoni, to doprowadziłoby ją do szaleństwa. - I błagam cię, tym razem bez kłamstw. Oboje wiemy, że gdyby ci na mnie zależało to dawno powiedziałbyś o wszystkim - prychnęła siadając na drugim końcu kanapy, jak najdalej od niego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Swoją drogą, powiedziałeś o tym pozostałym? Bo zakładam, że były też inne, skoro ja byłam jedną kochanką. Zapewne chodziło tylko o seks? Nie musisz odpowiadać, znam ten typ mężczyzn, dla których nie liczy się nic więcej niż zaspokojenie własnych potrzeb. Zdziwiłbyś się jak wielu ich jest w samym CIA, może powinniście założyć jakiś klub? - powinna się zamknąć, bo kolejne słowa jedynie przedłużały jej pobyt tutaj, ale mimo tej świadomości, nie była w stanie powstrzymać się przed kolejnymi komentarzami. - Słucham, zostało dziewięć minut.
      Allie

      Usuń
  20. [Jestem kiepska w wymyślaniu oraz nie umiem pisać takich esejów jak powyżej. Jednak wpadł mi do głowy pewien banał. Holden mógłby podczas tam jednego śledztwa dostać pamięć komputera kolesia, którego poszukuje, ale owa pamięć byłaby zablokowana skomplikowanymi kodami, więc ten przyszedłby do Karen, by ta złamała kody, jednak po złamaniu miliona cyferek okazałoby się, że automatycznie po złamaniu szyfru system na którym pracowała CIA zostaje zawirusowany, a pliki na nim zawarte stają się widoczne dla przestępcy do którego pamięć należała, a potem coś, by się obmyśliło. Nie wiem czy Ci się podoba. Wybacz, nie stać mnie jak na razie na nic więcej ;c. Wspólnymi siłami może damy radę ^^.]

    Mia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ps. Z powodu dużej ilości postaci na grupowcach zdarza mi się pomylić imiona postaci. Kurcze i właśnie to zrobiłam powyżej xD]

      Usuń
  21. [Hej, hej. Wymyślmy sobie wątek, co?]

    Tessa R.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziwiła się, że Holden w ogóle miał ochotę się jej tłumaczyć. Na co liczył? Że dostanie rozgrzeszenie i będzie jak dawniej? Dla Allie jedno było pewne - nie mogła być z człowiekiem, który sprawił, że żyła w kłamstwie. Przez całe swoje życie chciała coś osiągnąć. Pierw pragnęła pomóc matce wyjść z nałogu i poległa, potem postanowiła dostać stypendium na jednej z najlepszych uczelni na świecie i poprzez wiele wyrzeczeń i zatracenie samej siebie, udało jej się, a teraz marzyła o tym, by zbudować z nim swoją przyszłość i to, prawdopodobnie największe z jej pragnień, okazało się być jedynie iluzją. Miałaby mu to wybaczyć, czy może być za to wdzięczną? Możliwe, że przemawiała przez nią gorycz, zachowanie typowe dla skrzywdzonych kobiet, które postanowiły zaufać, ale czy dawało mu to możliwość myślenia, że jest w stanie jeszcze jakkolwiek z tego wybrnąć? Szczerze nie obchodziło ją co zrobi z nim żona, czy obedrze go ze wszystkiego, łącznie ze skarpetkami, czy przymknie oko na wybryk męża i znowu będą żyli długo i szczęśliwie. W tym momencie pragnęła jedynie trzymać się od tego wszystkiego jak najdalej, łudząc się, że uda jej się kiedyś wymazać to z pamięci i ponownie zaufać. A mimo to siedziała tutaj i czekała aż coś powie, dlaczego? Sama nie była pewna, może po prostu potrzebowała znaleźć ostateczny powód by go znienawidzić.
    - Przepraszam, nie pomyślałam, że dzielenie czasu między tyle osób przekraczałoby twoje umiejętności. I tak musiało to być trudne - czy mu wierzyła? W tym momencie nie była pewna co jest prawdą, a co kolejnym zmyślnym kłamstwem padającym z jego ust. Jak ona w ogóle mogła myśleć, że go zna? Westchnęła ciężko słysząc jego kolejne słowa, nawet nie wiedział jak mogły ją one zaboleć - Czy ty właśnie zasugerowałeś mi, że cię zdradzałam? - czy ten dzień nie mógł być gorszy? Nie tylko dowiedziała się, że przez wszystkie te lata była okłamywana, ale w dodatku on postanowił odwrócić kota ogonem, doszukując się winy w niej? Cholerny hipokryta i ona go niby kochała? - Jestem psychologiem, nie muszę chodzić z ludźmi do łóżka, by zdobyli się na szczerość. Poza tym ta metoda się nie sprawdza, jesteś tego doskonałym przykładem - była wściekła, naprawdę. Czy on w ogóle myślał, że była do tego zdolna? - Nie mogłabym zrobić czegoś takiego człowiekowi, którego kochałam - dodała po chwili poprawiając się na kanapie, która nagle zrobiła się strasznie niewygodna, jakby siedziała na milionie szpilek, które teraz wbijały jej się w skórę - Zmarnowałam więc dwie minuty mojego życia, by usłyszeć ten zarzut? Trzeba było zostawić wiadomość na mojej sekretarce, przyniosłoby ten sam efekt - teatralnie przewróciła oczami, czy naprawdę tylko o to chodziło? - Skończyliśmy zatem? Powinnam chyba już pójść, zamknąć się w sobie i rozpaczać nad zerwanymi zaręczynami, bo facet, którego kochałam okazał się być jedynie złudzeniem, zbudowanym na kłamstwie. Aha i to chyba należy do ciebie - zsunęła z serdecznego palca pierścionek, który jakiś czas temu dostała od niego, uznając ten dzień za najwspanialszy w swoim życiu i rzuciła go na niewielki stolik do kawy, stojący naprzeciw kanapy. Czy gdyby wtedy wiedziała, zgodziłaby się? Nie wykluczała tego, mogłaby przecież zbudować wtedy związek oparty na szczerości, a sam fakt, że się przyznał uznałaby za znak, że po prostu mu na niej zależało. W obecnej sytuacji nie potrzebowała więcej dowodów na to jak bardzo się myliła.

    Allie

    OdpowiedzUsuń
  23. [Coś tam mam. Powiedzmy, że Tessa kiedyś poprosiła go o pomoc. Spotykała się z jakimś Libańczykiem, poznanym przez nią kilka lat temu, kiedy odbywała podróż na Bliski Wschód. Potem on zamieszkał w Stanach i byli sobie parą przez kilka miesięcy. Ogólnie zaczynał się zachowywać trochę podejrzanie - znikał na całe dnie bez żadnych informacji, a potem pojawiał się równie nagle. Plus zaczynali się kręcić wokół Tess bardzo dziwni ludzie. Jako że nie była zaślepioną przez uczucia idiotką, przyszła do Holdena, który miał przetrzepać całe życie tamtego faceta. No i okazało się, że to terrorysta, który usiłował zrobić z niej kabel do całej dziedziny. Tess mogła chcieć sprawę zatuszować, a Holden mógł zrobić coś całkiem przeciwnego przez co mają jakiś wielki konflikt.
    Jeśli nie, to można myśleć dalej.]

    Tessa R.

    OdpowiedzUsuń
  24. W gruncie rzeczy daleko mu było do ideału. Przypominał raczej piękny z zewnątrz owoc, lecz zgniły, zepsuty w środku. Jego charakter posiadał więcej skaz niż zalet; był zbyt dumny, zbyt uparty, zbyt zapatrzony w siebie. Dążył do nieustannej perfekcji, wszystko w jego życiu musiało odbywać się według określonych zasad, a ona niekiedy dostawała szału, gdy prezentował jej kolejny, precyzyjny plan spędzenia wolnego czasu. Nie łatwo przyszło jej oswoić się z tymi cechami jego charakteru, które niekiedy rzucały cień na to co było w nim dobre, ale mimo to nigdy nie próbowała go zmienić. Wiedziała, że za prawdziwym uczuciem kryje się też akceptacja każdej zalety i wady. Ona przecież też nie była święta; z pozoru delikatna, wrażliwa istotka, a mimo to posiadała pazurki i często doprowadzała do kłótni, które nie miały większego sensu. Była kapryśna niczym małe dziecko i denerwowała się gdy coś nie szło po jej myśli, zazwyczaj mówiła, a dopiero potem myślała, próbowała za wszelką cenę uniknąć konsekwencji swoich działań, często obwiniając o wszystko innych, włącznie z Holdenem. Czy teraz była współwinna tej zbrodni? Czy w jakiś sposób przyczyniła się do tych zdarzeń, które siały spustoszenie w jej świecie? Może w jakiś sposób zniechęciła go do powiedzenia prawdy? A może była po prostu tak naiwna, że odczuwał niebywałą satysfakcję tak postępując? W ten czy w inny sposób, musiała być jakoś za to odpowiedzialna, czego nie chciała przyjąć do świadomości. Wszystko zrzucała na wyrachowanie, czy brak jakichkolwiek uczuć z jego strony i kłamstwa, którymi nieustannie ją karmił. Umyślnie robiła z niego potwora, tylko i wyłącznie dlatego, że potrzebowała go teraz znienawidzieć. Czy jej zachowanie nie było przewidywalne?
    Nie odrywała od niego uważnego spojrzenia. Jej zboczeniem zawodowym było niestanne analizowanie każdego kroku, każdego gestu i dotarcie do każdej niewypowiedzianej myśli. Próbowała odczytać jego uczucia; doszukać się w nich ulgi, spokoju i może nawet radości, bo nie musiał już niczego przed nikim udawać. Tak, wmawiała sobie, że takie uczucia mogą w nim teraz istnieć, bo wówczas pokryłoby się to z wnioskami, które już zdążyła wyciągnąć z tej sytuacji robiąc z siebie największą ofiarę. Dostrzegła jego irytację i wściekłość, zaczęła się przy tym zastanawiać jak bardzo przyczyniła się do tego swoimi słowami, które z całą pewnością nie ułatwiały sytuacji. Atakowała go, nawet nie próbując wysłuchać tego co ma do powiedzenia. W końcu jednak zamilkła, krzyżując ramiona na piersiach i zakładając nogę na nogę, nie zapominając przy tym o lekkim zmrużeniu oczu. Tak, właściwie można to było określić pozycją bojową, tak jakby przygotowywała się do stoczenia walki. Jednocześnie ignorowała to dziwne uczucie, które pojawiło się gdy tylko zdjęła pierścionek; jakby jej czegoś brakowało, jakby była naga. Kiedy skończył mówić, nie odezwała się od razu, nie spuściła również z niego wzroku
    - Wybacz, bo czegoś tu nie rozumiem. Jak możesz twierdzić, że ci na mnie zależy, skoro przez cały ten czas pozwoliłeś bym wierzyła w całą tą sieć starannie utkanych kłamstw? Czekałeś na odpowiedni moment? Pieprzenie! Oświadczyłeś mi się, co mogłoby świadczyć o tym, że planujesz ze mną przyszłość, ale jednocześnie nie czułeś się gotowy by się rozwieść? Jaka chwila może być lepsza niż oświadczyny zupełnie innej kobiecie?! Zresztą… - pokręciła głową, podnosząc się z kanapy - Nie chcę tego słuchać. Ktoś… Ktoś przyjdzie po moje rzeczy, albo zostaw je u sekretarki. Możesz teraz ze spokojnym sumieniem wrócić do swojej idealnej żony, nie mam zamiaru wtrącać się w wasze małżeństwo - wyjęła z torebki klucze od jego mieszkania, które dał jej kilka tygodni temu i rzuciła je na stolik, tuż obok pierścionka.

    OdpowiedzUsuń
  25. Miał racje, nie rozumiała. Jakże by miała? Nigdy nie pojęła w całości jego sposobu postrzegania świata, który tak bardzo różnił się od tego wypracowanego przez nią. Odciął ją od tego, a każdą próbę rozwinięcia tematu dotyczącego jego rodziny, natychmiast ukracał. Teraz rozumiała dlaczego tak robił. Nie mogła przecież poznać jego rodziców, którzy rozpływali się w zachwytach nad jego żoną, nieświadomi tego, że ich syn znalazł sobie inną kobietę na boku. I prawdopodobnie nigdy ich już nie pozna, nie pozyska odrobiny sympatii, nie będzie mogła nazwać ich rodziną, której nigdy w gruncie rzeczy nie miała. Właściwie to bolało ją najbardziej; nie oczywista zdrada, czy liczne kłamstwa, ale fakt, że odebrał jej jedyną szansę posiadania tego wszystkiego. W ferworze emocji nie dopuszczała do siebie myśli, że może nieco za bardzo dramatyzowała. Miała w końcu dopiero dwadzieścia dziewięć lat, a jej życie nie kończyło się tylko na związku z Rutherfordem, ale właśnie w ten sposób się czuła. Dla niej to wszystko było proste; wyjawienie prawdy, określenie swoich uczuć, wybranie określonej ścieżki życiowej. Jako psycholog często oczekiwała również tego od niego. Nieustannie ciągnęła za język, gdy widziała, że coś go dręczy, uczyła, że jej może zaufać i powiedzieć o wszystkim, podobnie jak ona niekiedy zasypywała go lawiną słów wyrzucając z siebie wszystkie radości, frustracje i smutki. Łudziła się, że właśnie na tym powinien opierać się zdrowy związek; na szczerości, zaufaniu i wsparciu. Najwidoczniej i w tej kwestii mieli zupełnie inne poglądy.
    Hammond naprawdę się starała okiełznać emocje i tym samym pozwolić zdrowemu rozsądkowi wkroczyć do gry. Pragnęła porozmawiać z nim szczerze i spokojnie, jak na dorosłych ludzi przystało. Tylko w ten sposób mogli rozwiązać tą sprawę i ewentualnie rozstać się w nieco mniej toksycznych stosunkach. Zamiast tego jednak wyrzucała z siebie wszystkie te słowa, składające się głównie z kwestii nieprzemyślanych przez jej mały, ograniczony rozumek i jeśli dalej miało tak być, to w przeciągu dziesięciu sekund zaczną sobie skakać do gardeł. Widziała przecież, że i on tracił cierpliwość, będąc coraz bardziej znużonym i zirytowanym całą sytuacją. Ta zepchnięta na bok, mroczna strona osobowości Hammond naprawdę chciała by wybuchnął, może wtedy cała ta rozmowa miałaby w końcu jakiś sens? W obecnej chwili zdawał się być raczej zniechęcony, jakby pogodził się z tym wszystkim, a w jej przekonaniu gniew oznaczałby, że jako tako mogło mu na niej zależeć.
    Założyła do tej pory stojące na podłodze szpilki i była gotowa zrobić krok w stronę drzwi, kiedy mężczyzna nagle wyrósł przed nią. Nie zdążyła nawet się cofnąć, choć pewnie wówczas wylądowałaby z powrotem na kanapie, ale przynajmniej zwiększyłaby dystans. Naprawdę nie chciała, by znajdował się teraz tak niebezpiecznie blisko. A zaraz potem poczuła jak zaciska swoją dłoń na jej ramieniu i syknęła cicho, bardziej z zaskoczenia niż bólu, choć i ten odczuła już po chwili. Odwróciła od niego wzrok - znowu udawała, że unik nie jest objawem tchórzostwa, a raczej elementem planu, który miał ją utrzymać po tym spotkaniu w jak najlepszej kondycji psychicznej. Nie da mu satysfakcji chodząc z napuchniętymi oczami i pokazując w ten sposób jak bardzo boli ją cała ta sytuacja, gdyby miała taki zamiar już dawno zanosiłaby się płaczem.
    - I co zrobisz? Przywiążesz mnie do łóżka i będziesz trzymał wbrew mojej woli? Holden, ja cię w ogóle nie znam! - i wreszcie przeniosła na niego wzrok, pozwalając na moment by cały ten ból odzwierciedlił się w jej spojrzeniu, a łzy zaszkliły oczy, wbrew jej woli - Człowiek, którego pokochałam prawdopodobnie nigdy nie istniał i ja miałabym zostać?

    OdpowiedzUsuń
  26. Przed poznaniem go, Hammond miała problem z zaangażowaniem się w jakąkolwiek relację. Unikała tego jak ognia, przekonana, że w jej życiu żadna głębsza relacja nie ma prawa bytu. Przecież własny ojciec jej nie chciał, więc dlaczego ktoś inny miałby zainteresować się choćby tym, że ktoś taki jak ona istniej? Przemawiał przez nią zaniżony we wczesnym etapie egzystencji system wartości. Przez brak pewności siebie i niezliczoną ilość kompleksów, z trudem była w stanie uwierzyć, że ktoś taki jak Rutherford był w stanie zwrócić na nią uwagę. Dlatego przez długi czas odpychała go od siebie i utrudniała ich współpracę jak tylko mogła. Jak zwykle wykazywała się wyjątkowo dziecinnym zachowaniem, jakby zatrzymała się na wczesnym etapie dojrzewania, gdy mózg nie działa zbyt sprawnie, a człowiek wisi gdzieś pomiędzy dziecinną podstawówką i jakże dorosłym gimnazjum. Zachowanie godne psychologa, niewątpliwie. Ale on mimo wszystko dotarł do niej i sprawił, że uwierzyła w istnienie jakiegokolwiek sensu. Miała na swoim koncie wiele związków, mniej bądź bardziej poważnych, ale żaden nie równał relacji jaką zbudowała z Holdenem. Nie chciała tego stracić, ale w obecnej sytuacji nie widziała innego rozwiązania. Jak mogła z nim być, skoro to wszystko okazało się kłamstwem? Miała rację twierdząc, że nie powinna była się w to angażować.
    Nie mylił się. Hammond miała problem, ogromny problem z odróżnieniem prawdy od fałszu. Nie wiedziała czy mężczyzna, którego znała w ogóle istniał. Rutherford, którego pokochała mówił jej o wszystkim, zdradzał swoje obawy, pragnienia, często prosił o radę. Ich związek nie opierał się tylko i wyłącznie na fizyczności, lubiła w nim to, że po całym dniu pracy mogli spędzić wieczór na szczerej rozmowie, na jednej z kanap w jego mieszkaniu, czy wisząc na telefonie, gdy akurat postanowiła spędzić noc w swojej malutkiej klitce. A teraz to wszystko miało zniknąć. Sama myśl o powrocie do własnych czterech ścian napawała ją przerażeniem, lecz jednocześnie nie wyobrażała sobie, że miałaby tu teraz zostać. Nagle to ogromne mieszkanie wydało jej się o wiele bardziej obce niż dotychczas, a przecież nigdy nie czuła się w pełni tak jakby była u siebie. Pomieszczenia były surowe, widać było, że mieszka tu facet, który pragnie jedynie by wszytko znajdowało się w określonym porządku, dlatego też podczas jego nieobecności zaczynała wprowadzać małe poprawki; od kwiatów w słoiku po maśle orzechowym, który musiała wyjeść, bo nie mogła znaleźć wazonu, po choćby zwykłe magazyny o babskiej tematyce. Nie mówiąc o przestawieniu mebli tak, by pomieszczenie wydało się przyjemniejsze i bardziej przestronne. Spędzała u niego godziny, dnie, ostatnimi czasy tygodnie, a teraz nic nie zachęcało do pozostania w murach tego mieszkania, łącznie z nim i jego niby skruszonym wyrazem twarzy.
    Była wdzięczna za to, że wreszcie uwolnił jej ramię spod nacisku swoich palców i automatycznie zaczęła rozmasowywać obolałe miejsce. Miała nadzieję, że jej słowa wystarczą i wreszcie zrobi krok w bok tym samym pozwalając jej odejść. Musiał w końcu pogodzić się z tym, że nie miała zamiaru teraz tutaj zostawać i szczerze wątpiła czy kiedykolwiek to się zmieni. Nie wiedziała czy za tydzień, miesiąc czy rok emocje opadną na tyle, by powrócić do tego tematu i być może wybaczyć mu to ogromne kłamstwo, którego ujawnienie wywołało efekt domina - wszystko co razem zbudowali po prostu runęło. Nie przesunął się jednak i najwidoczniej nie miał w ogóle takiego zamiaru. Każdy mięsień jej ciała zesztywniał, a oddech ugrzązł gdzieś w połowie drogi do płuc, podczas gdy spojrzenie stało się rozbiegane; patrzyła wszędzie tylko nie na niego. Nie mogła nawet krzyczeć, mimo że czuła jakby od jego dotyku skóra ją paliła. Była w potrzasku, przypominała dzikie zwierze osaczone i zapędzone w róg klatki. Musiało minąć naprawdę sporo czasu nim wreszcie odwróciła głowę, tym samym uciekając od jego dotyku, nie przekonał jej tymi drobnymi, czułymi gestami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Czyli właściwie powinnam być jej wdzięczna tak? Gdyby nie złożyła ci wizyty pewnie jeszcze przez długie miesiące, a może i lata, żyłabym w nieświadomości coraz bardziej zagłębiając się w to gówno? - wreszcie przeniosła na niego spojrzenie, to co miała zamiar powiedzieć ciążyło na niej i już była przerażona tym, że musi to z siebie wyrzucić. Wzięła głęboki oddech i pokręciła głową, mocno zaciskając dłoń na odrobinie materiału swojej ołówkowej spódnicy - Nie rozumiesz Holden? Ja nie chcę z tobą być. Nie wiem, które z twoich słów jest prawdą. Nie ufam ci, choć do tej pory mogłam powiedzieć ci wszystko, przekonana, że ty czujesz tak samo. Jestem przerażona, gdy myślę o tym co działo się, gdy miałeś podobno te swoje wyjazdy służbowe, które muszą być kolejną bujdą. Nie mogę udawać, że jedno przepraszam i pięć minut szczerości, są w stanie naprawić to wszystko, więc błagam cię, pozwól mi odejść, bo nie chcę i nie mogę być z kimś kogo nie znam, a właśnie w tym momencie czuję, że jesteś obcym człowiekiem - bolało ją to, naprawdę. Wypowiadanie każdego słowa rozdzierało jej serce i duszę na malutkie kawałeczki, ale musiała to zrobić. - Kocham cię, ale nie mogę...

      Usuń
  27. Co jest prawdą, a co kolejnym stekiem kłamstw? Myśli w jej głowie przypominały jedno, wielkie pobojowisko, jakby przeszło przez nie tornado. Była rozdarta między zdrowym rozsądkiem, a własnym sercem, które zabiło w przyśpieszonym tempie, gdy tylko ujął jej twarz w swoje dłonie. Wiedziała tylko tyle, że ma dwie opcje rozegrania tego wszystkiego; mogła zostać próbując mu przebaczyć i zbudować wszystko od nowa, tym razem opierając to na szczerości, bądź też mogła odejść zapominając o nim i o całym tym gównie, o ile w ogóle kiedykolwiek będzie w stanie. Żadna z tych opcji nie szła w zgodzie z jej sumieniem. W przypadku pierwszej obawiała się, że to ją przerośnie, w przypadku drugiej wiedziała, że źle będzie czuła się z faktem, że nie dała mu żadnej możliwości naprawy. Mogła wyrywać sobie włosy z głowy, wymieniać milion punktów za i przeciw, ale ostatecznie wiedziała, że nie będzie zadowolona ze swojego wyboru. Cholerne sumienie, dlaczego wszystko tak bardzo utrudniało? On również jej tego nie ułatwiał; z jednej strony wyglądał na przejętego, z drugiej sprawiał wrażenie kogoś zbyt znużonego żeby o cokolwiek walczyć, tak jakby się poddał i zaakceptował każdą możliwą decyzję, którą ona wybierze. Cholera, pierwszy raz nie potrafiła z niego czegokolwiek wyczytać i zrozumieć poprzez dogłębną analizę. A to mogłoby jej wiele ułatwić, zwłaszcza, że zawsze starała się rozważyć wszystko z psychologicznego punktu widzenia, takie zboczenie zawodowe.
    Musiała jednak zdecydować i być konsekwentną w swoich słowach. I choć już teraz żałowała wypowiedzianych przez siebie słów, to nie mogła teraz tak po prostu ich cofnąć. Próbowała zagłuszyć wyrzuty sumienia przekonana, że mimo emocji, zdołała naprawdę to wszystko przemyśleć, w końcu została, wysłuchała tego co ma do powiedzenia i dopiero teraz zadecydowała co robić. Usłuchała rozumu, nie serca.
    - Holden, naprawdę chciałabym ci wierzyć, ale to wszystko jest takie pogmatwane i ponad moje siły. Próbuję cię zrozumieć, znaleźć jakieś naprawdę racjonalne wytłumaczenie, ale… - westchnęła głośno i wzruszyła ramionami. Przestała unosić się gniewem, ale teraz słowa przychodziły jej o wiele trudniej, niż wtedy gdy w złości wykrzykiwała co popadnie, nawet się nad tym nie zastanawiając. Odetchnęła głęboko, gdy przesunął się robiąc jej miejsce, poniekąd poczuła się rozczarowana, że tak szybko się poddał, lecz szybko zagłuszyła w sobie to odczucie. W jednej chwili poczuła się nagle wyjątkowo smutna, jakby właśnie dopiero teraz docierało do niej co tak właściwie się dzieje. Na szczęście on stojący tyłem do niej, nie mógł zobaczyć jak ulatuje z niej nie tylko kolor, ale także i siły, a łzy raz po raz przecinają jej policzki. To wszystko niestety naprawdę się działo.
    - Przepraszam - wyszeptała, bo choć to on wszystkiemu zawinił, ona podjęła decyzję o rozpadzie związku, który był dla niej ważniejszy niż cokolwiek innego na świecie. To ona była teraz zbyt dumna i przerażona, by dać im jeszcze jedną szansę, dlatego czuła, że musi przeprosić - I błagam cię Holden, to jest wystarczająco trudne i bez tego. Nie masz prawa wątpić w to co do ciebie czuję, ale to nie jest w stanie sprawić, że znowu będę ślepa na wszystko - potrząsnęła głową i wreszcie otarła łzy, prostując się i odrzucając z oczu kilka kosmyków ciemnych włosów - Tak więc… Zostaw moje rzeczy u sekretarki, dobrze? - nie czekała na jego odpowiedź, w końcu ruszyła do wyjścia i pół minuty potem zatrzasnęła za sobą drzwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nałatwiej było oddać się w wir pracy. Nie mogła zaszyć się w swojej klitce i rozpaczać nad brakiem sensu w swoim życiu, ale mogła wypełnić każdą godzinę czymś o wiele skuteczniejszym i pożytecznym dla innych. Bywały momenty, że nie wychodziła z pracy w ogóle, zasypiała zasypana papierami, czy też przykryta płaszczem, który wisiał tu od dobrych czterech miesięcy. Przez ostatnich kilka dni właśnie tak było, gabinet stał się jej drugim domem, a ubrania, które zadłużały jej kartę kredytową i które kupowała często w godzinach pracy, nie zmuszały jej do codziennego powrotu do mieszkania. Dziś rano jednak musiała tam pojechać i nie udało jej się wrócić na czas.
      - Ktoś już na mnie czeka, prawda? - wysapała zdyszana podbiegając do stanowiska sekretarki, która pokiwała głową - Ktoś nowy? Nie wiesz z jakim problemem? - kobieta już chciała otworzyć usta by coś powiedzieć, jednocześnie wyglądała na bardzo niepewną, ale Allie nie zwróciła na to uwagi, machnęła jedynie ręką i szybko poszła w stronę swojego gabinetu - Przepraszam za spóźnienie, musiałam coś zała…- zaczęła wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi, a zaraz potem zamarła, gdy spojrzała na twarz swojego nowego pacjenta. Cholera jasna! Że też nie założyła dzisiaj swojej najlepszej kiecki i nie ukryła pod podkładem tych sińców pod oczami, powstałymi od niewyspania i płaczu, na który pozwalała sobie, gdy już nikogo w pobliżu nie było.

      Usuń
  28. Gdyby nie była tak uparta to z całą pewnością właśnie w tym momencie ugięłyby się pod nią nogi. Oczywiście nie mogła sobie na to pozwolić, bo to byłoby oznaką słabości, a do tego dopuścić nie mogła. Jakież dumne było z niej babsko, które przez cały ten czas wkładało maksimum swojego wysiłku, by go przypadkiem na środku korytarza nie spotkać, będąc osaczoną przez ludzi - wtedy nie miałaby drogi ucieczki i jak widać, teraz też jej nie posiadała. Był sprytny! To akurat musiała mu przyznać. Gdyby nie umówił się na wizytę z całą pewnością doprowadziłaby do tego, że sam, z własnej woli wyszedłby z tego gabinetu po dwóch minutach, a tak musiała pogodzić się z jego obecnością przez równą godzinę. Pieprzony Rutherford, wiedział, że nie zrobi nic, by narazić się szefostwu, w tej kwestii byli do siebie podobni, a praca stanowiła jeden z najważniejszych elementów ich egzystencji. Co nie zmienia faktu, że miała ochotę go zabić. Utłuc, udusić, obedrzeć ze skóry gołymi rękoma, bo obecnie nie była smutna, była w prosty, ludzki sposób wkurwiona. Kiedy opuściła jego mieszkanie mogła jedynie ryczeć, dostrzegając w sobie żałosną ofiarę, która może tylko pogodzić się z tym co właśnie miało miejsce. A może z czasem ruszy do przodu. Po trzech dnia smutek zaczął jednak ustępować miejsca wściekłości; na jego żonę, na niego i przede wszystkim na samą siebie. Analizując własne zachowanie widziała jakie błędy popełniła podczas tamtej rozmowy i wiedziała co rozegrałaby inaczej. Zamiast zgrywać ofiarę dałaby upust swoim emocjom i może wtedy poczułaby się lepiej i jakimś cudem znalazłaby w sobie siły i chęci by to jakoś naprawić, teraz była jednak na to zbyt dumna. Co prawda niecałe dwa tygodnie to czas, który nie jest w stanie zagoić ran, ale jest w stanie sprawić, że w jej główce pojawi się ten dziwny upór, który nie pozwoli jej machać mu przed oczami białą flagą, proponując przy tym by spróbowali to naprawić.
    - To moje miejsce - zauważyła wreszcie odsuwając się od drzwi i krzyżując ramiona na piersiach przeszła na środek pomieszczenia. Odgarniając kosmyk włosów z twarzy za ucho spojrzała na niego - I skoro już tu jesteś to mogłeś przynajmniej przynieść kawę - dokończyła wreszcie podchodząc do biurka i przysiadając na jego brzegu, skąd miała na niego doskonały widok. Zajęła się jednak poprawianiem ułożenia ołówków, czy tabliczki z jej nazwiskiem stojącej na samym środku. To zabawne, że jeszcze niedawno zastanawiała się jak będzie komponowało się tu jego nazwisko.
    Czy Allie tęskniła? Oczywiście, gdzieś pomiędzy napadami płaczu, a wściekłości, pragnęła znaleźć się między jego ramionami i odetchnąć głęboko. Tęskniła, gdy łóżko, w którym leżała wydawało się być za duże, gdy pękła jej rura i nie miała kogo zadzwonić i się poskarżyć, bo dupek z hydrauliki powiedział, że może zająć się tym jutro, gdy znalazła w telewizji program, który oglądali razem, bądź wówczas gdy wpieprzyła cały popcorn i nikt jej nie dogryzał, że pójdzie w boczki i nie zmieści się w tą nową kieckę, na którą wydała swoje ostatnie pieniądze. Tęskniła kiedy samotnie przekraczała próg firmy i gdy zacinała się w windzie, bo zawsze po otworzeniu drzwi był pierwszą osobą, którą widziała, a także wtedy gdy dostrzegała, że świeci słońce, czy pada deszcz. Najwspanialszym momentem jej dnia były te sekundy zaraz po przebudzeniu, gdy niczego nie pamiętała. A później wszystko szlag trafia, ale nie miała zamiaru zmieniać tego stan rzeczy. Wciąż nie potrafiła mu wybaczyć tego co się stało i wciąż miała ochotę urwać mu łeb, za wszystkie te kłamstwa, którymi ją karmisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Przyszedłeś porozmawiać o uczuciu tęsknoty i pustki w twoim życiu? Wal, codziennie słyszę te przerażająco smutne historyjki o gonieniu za czymś co nieosiągalne. Mogę już coś doradzić? Znajdź sobie hobby - wymruczała tym razem całą swoją uwagę przenosząc na własne paznokcie i dopiero po chwili spojrzała na niego, a nawet uśmiechnęła się, jednakże w wyjątkowo złowrogi sposób - Ja na przykład za każdym razem, gdy czuje się paskudnie, wyobrażam sobie, że wyrywam ci jaja i robię sobie z nich breloczki. I od razu jest lepiej. Spróbuj, polecam - był jakiś postęp prawda? Przynajmniej na niego nie wrzeszczała.

      Usuń
  29. [Bardzo dziękuję za miłe słowa i powitanie (przepraszam, że z lekkim opóźnieniem, ale dopadł mnie nagły wyjazd). Holden ma wspaniałe nazwisko i trochę przerażającą filozofię wyznaje (chociaż nie uważam, że niesłuszną). Chętnie pomyślałabym nad wątkiem, ale zauważyłam limit, więc dopóki nie będzie to jakaś super-mega bomba, to sobie odpuszczę. Cześć! ;]

    KAYLA STRYDER

    OdpowiedzUsuń
  30. - W takim razie zmień hobby - nie czuła się dobrze słysząc tego typu uwagi, naprawdę nie ułatwiał jej w ten sposób pogodzenia się z całą sytuacją. Nie miała jednak zamiaru po raz kolejny pozwolić sobie na te niedojrzałe wybuchy, których świadkiem był przed dwoma tygodniami. Poza tym znajdowali się teraz w miejscu, gdzie zaazwyczaj zmuszona była zapomnieć o własnych problemam. Ten gabinet był dziwnego rodzaju azylem i wraz z przekroczeniem progu zmuszona była do porzucenia własnych, przyziemnych spraw. Tu przejmował nad nią kontrolę nabyty przez lata instynkt godny prawdziwego psychologa. W swoim zawodzie czuła się jak ryba w wodzie. Możliwość pomagania innym nie tylko dawała jej chwilową satysfakcję, ale także uświadamiał w przekonaniu, że to co robi naprawdę może zmienić czyjeś życie - jednocześnie wpływało to na jej własną egzystencję, która wreszcie miała jakiś sens. Przez ostatnie dwa tygodnie było to dla niej szczególnien istotne. Nigdy nie sądziła, że tęsknota za facetem może być tak uciążliwa. Odczuwała ją w każdej, niewypełnionej po granic minucie. Dlatego też niemalże nie wychodziła z pracy; robiła to tylko po to by wziąć prysznic i przebrać się w świeże ciuchy, bo nawet jej niewielka klitka zionęła pustką.
    Słysząc jego słowa sapnęła głośno i obdarzyła go krótkim, lecz chłodnym spojrzeniem. Naprawdę sądził, że gotowa była wysłuchiwać tego wszystkiego? Wciąż była wściekła i ledwo powstrzymywała się przed skoczeniem mu do gardła, a on jeszcze karmił ją takimi słowami?
    - Chcesz o tym porozmawiać? Skoro już załatwiłeś sobie sesję... Oczywiście tylko z psychologicznego punktu widzenia, nie mogę pozwolić, by spadła wydajność twojej pracy, w końcu mi za coś płacą - odrzekła w końcu po krótkiej chwili milczenia . Oczywiście, unikała tego tematu jak mogła, doszukując się luk w jego słowach, by móc wybrnąć jakoś z tej patowej sytuacji. Miała wrażenie, że postawił ją pod murem i zmusił do działania pod groźbą rozstrzelania. - Holden - westchnęła ciężko - Naprawdę, nie utrudniaj tego. Powoli... -urwała biorąc głęboki oddech - Powoli próbuję się z tym pogodzić. Nie jesteśmy już razem - oznajmiła w końcu wreszcie wbijając w niego spojrzenie - Powinniśny się z tym pogodzić. I uprzedzę twoje pytanie; tak, kocham cię, ale to nie zmienia faktu, że nadal nie chcę z tobą być. Żałuiesz i jestem za to wdzięczna, przynajmniej wiem, że drzemie w tobie jeszcze coś z człowieka, ale to nie sprawia, że znowu ci ufam. Wyjaśnię ci to najprościej jak potrafię - przesunęła się nieco robiąc mu miejsce obok; nie miała zamiaru wszczynać awantury w miejscu swojej pracy. Sekretarka pewnie i tak tkwiła pod drzwiami donyslając się, że coś między Hammind a jej partnerem przestało się układać - Nigdy nie potrafiłam zaangażować się w jakąkolwiek relację. Odkąd umarła moja matka byłam właściwie sama, zresztą doskonale wiesz, opowiadałam ci o tym - wzruszyła ramionami, przenosząc wzrok na przeciwległą ścianę - Odtrącałam ludzi, a potem poznałam ciebie, to też nie było łatwe, prawda? Ale w przeciwieństwie do innych potrafiłeś sprawić, że ci zaufałam, a to doprowadziło do tego, że zaczęłam cię kochać. Naprawdę chciałabym wierzyć w twoje dobre intencje i zapewnienia, że to nigdy nie rzutowało na twoje uczucia, ale okłamywałeś mnie i sprawiłeś, że utraciłam to na czym opierałam nasz związek - dlaczego w ogóle mówiła to wszystko? Czuła, że była mu to winna, nie mógł przecież nieustannie toczyć walki z wiatrakami, próbując jakoś naprawić swój błąd, a przecież nie oczekiwała tego od niego, Oczywiście, nie była jeszcze gotowa na to by skreślić go ze swojego życia, wciąż cholernie jej na nim zależało, ale brak zaufania był ogromną przeszkodą, na którą nie mogła przymknąć oka. Nie było łatwo go pozyskać, a odzyskanie wydawało się niemal niemożliwe - Skończyliśmy? Zasnę jeśli nie pójdę po kawę - udawaj twardą, przecież to takie łatwe.

    Allie

    OdpowiedzUsuń
  31. Hammond próbowała uwierzyć w słuszność swoich słów, ale nie potrafiła zastosować ich w praktyce. Pogódźmy się z tym, że nie jeeteśmy już razem, mówiła, a sama zanosiła się od płaczu, gdy nikogo nie była w pobliżu, sama nie była w stanie wrócić do własnego mieszkania, bo choć bywał w nim rzadko, każdy kąt z niej drwił i przypominał o nim. Próbowała wypełnić każdą minutę swojego dnia, tylko po to by nie myśleć o tym co robiliby gdyby nadal byli razem; spała, jadła zbyt wiele, biegała, choć do tej pory nie był w stanie jej namówić na wspólny jogging, a także powiększała debet na swojej karcie kredytowej. Tyła, pociła się jak świnia podczas pięciu minut wysiłku fizycznego, a wszystkie ciuchy zalegały w jej gabinecie, jednak pomimo tego nie przestała myśleć o nim. A teraz karmiła go poradami, do których sama nie była w stanie się dostosować, choć okłamywała go nie chcąc wyjść na słabą. Nie ma co, naprawdę byli siebie warci.
    Westchnęła ciężko i przetarła oczy; czy naprawdę sądziła, że pięc minut gadania sprawi, że Rutherford pójdzie jej na rękę? Że pokiwa głową, przyzna rację i obieca więcej nie zawracać jej głowy jakimiś urojonymi zachciankami? Czyżby naprawdę była aż tak beznadziejna? A przecież uczyła się przez całe życie jak przewidzieć ludzkie zachowania. Psycholog od siedmiu boleści
    - W takim razie wytłumacz mi co zamierzasz? Po co właściwie tutaj przyszedłeś? - nagle ton jej głosu stał się oschły, a ona sama zwiększyła odległość między nimi, wstając i siadając na zwolnionym przez Holdena fotelu. Po drugiej stronie biurka czuła się bezpieczna. Fizyczność na pewno była jednym z filarów ich związku; to dla niego chciała wyglądać jak najlepiej, dla niego zaczęła nieco bardziej dbać o własne ciało, wbijać się w obcisłe kiecki, czy też wyrzuciła wreszcie babciną bieliznę na rzecz skąpych koronek. Pamięć o tym co robili również w jej gabinecie nie ułatwiała jej również tej wizyty; jak ognianunikała wzrokiem leżanki, czy biurka. Nie łatwo przyszło jej odpędzenie wspomnienia o jego zachłannych ustach, szorstkich dłoniach w miejscach intymnych, czy o podartyvh majtkach, na które wydała połowę swojej pensji. Odchrząkneła nerwowo i poprawiła się na krześle, cxując jak na jej policzki wstępuje rumieniec. Przybierając groźną minę postanowiła zganić to na zdenerwowanie
    - Jak to sobie wyobrażasz, Rutherford? - postanowiła przerzucić kilka teczek byleby na niego nie patrzeć, wciąż czuła się wyjątkowo niezręcznie -Oddałam ci klucze, pierścionek, nie odbieram telefonów i od dwóch tygodni robię wszystko by nie wpaść na ciebie na korytarzu, a ty nadal uważasz, że jestem twoją narzeczoną? Nie sądzisz, że to trochę niepokojące? Skarbie, drzemie jeescze we mnie odrobina empatii wobec ciebie, więc nieco się martwię, może powinnam wysłać cię do psychiatry? - wreszcie na krótką chwile obdarzyła go spojrzeniem - Potrafię? Nie. Ale nie potrafię też uwierzyć w twoje słowa i podobno dobre intencje. Jesteś żonaty do cholery! - wybuchnęła, pozwoliła sobie na podniesienie głosu i rzucenie teczki na biurko, przy okazji strącając dziesięć kolejnych na podłogę. Wzięła głęboki oddech i uklękła chcąc po sobie posprzątać - To automatycznie skreśla mnie z pozycji partnerki, dziewczyny czy pieprzonej narzeczonej, nie uważasz?

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie zareagowała w żaden sposób na jego słowa; nie uniosła warg w uśmiechu, nie wzruszyła ramionami, nie obrzuciła go nawet pojedynczym spojrzeniem. Zupełnie tak jakby jego wypowiedź przemknęła gdzieś obok niej, podczas gdy będąc na kolanach próbowała pozbierać całą rozsypaną dokumentację. Bo tak właściwie sama nie wiedziała co ma o tym myśleć; cieszyć się, bo może oznaczało to dla nich nową szansę; wściekać bo nastąpiło to dopiero teraz i tylko na skutek zaistniałej sytuacji; być obojętną, bo przecież zerwała z nim i nie powinno ją już to obchodzić. Stłamsiła w sobie nawet ciekawość dowiedzenia się, czy chęć rozwodu wyszła od stojącego naprzeciw mężczyzny, czy jego żony. Nie chciała wiedzieć czy próbowali naprawić swoje relację, postanawiając, że zapomną o istnieniu Hammond, czy też od razu spisali wszystko na straty. To już nie powinno ją obchodzić.
    Podniosła się z kolan i położyła na zawalonym biurku papiery, biorąc przy tym głęboki oddech, który do tej pory nieświadomie wstrzymywała. A wszystko dlatego, że był za blisko, co wciąż przywoływało krępujące wspomnienia. Dawniej wystarczyło, by wziął ją w ramiona i trzymał dopóki się nie uspokoi; zazwyczaj złość mijała jej wtedy zaskakująco szybko. Niekiedy zdażały się większe kłótnie, gdy rzucała w nim czymś, bądź z uporem milczała przez kilka dni. Prędzej czy później jednak wszystko wracało do normy, a często prowadziła do tego ta jego nieustępliwość i podejmowanie ryzyka w celu zbliżenia się do niej. Teraz była rozdarta - z jednej strony chciała by podjął się tego ryzyka, z drugiej nie wiedziała jak wtedy się zachowa. Wciąż była na niego cholernie wściekła, a to wszystko dodatkowo sprawiało, że czuła się zmęczona. Dlatego kiedy zaproponował kawę skinęła głową; oznaczało to, że nie tylko stanie na nogi, ale także nie będzie musiała się dłużej zastanawiać nad tym wszystkim ze względu na obecność innych ludzi spragnionych kofeiny. Czuła na sobie spojrzenie sekretarki, gdy wyszła z gabinetu; drżały jej dłonie, gdy próbowała zamknąć drzwi, a zęby nerwowo zaciskały się na wewnętrznej stronie policzka. Nie obnosili się z Holdenem swoim związkiem, ale bystre oko znudzonej baby siedzącej cały dzień za biurkiem dostrzeże wszystko. Allie wiedziała, że zaraz w świat pójdzie wieść, że pan detektyw znowu jest do wzięcia. Aż ją od tej myśli zemdliło. Podeszła jednak do kobiety i ściszając głos do szeptu poprosiła ją o odwołanie wszystkich spotkań, ta pokiwała głową ze zrozumieniem i wbiła pełne niechęci spojrzenie w mężczyznę. Brunetka w tym czasie zdążyła podejść do windy. Nerwowo przeniosła ciężar ciała z nogi na nogę czekając aż ta podjedzie, a gdy tylko drzwi ustąpiły czym prędzej weszła do środka. Ostatnio nie jeździła windą, właziła dzielnie po schodach, głównie dlatego, że gdy tylko zacinała się w środku, to właśnie Holden był zazwyczaj pierwszą osobą, którą widziała po otworzeniu drzwi. Jej małe postoje już dawno stały się tutaj sensacją i wieść o nich szybko rozchodziła się po korytarzach. Przymknęła oczy opierając się o ścianę, przekonana, że za niecałą minutę wyjdą z tego blaszanego pudła; w końcu dzisiaj niczego nie dotknęła, winda nie powinna stanąć. I właśnie gdy już zaczęła czuć się bezpiecznie, nastąpiło szarpnięcie, a z jej ust wydobył się głośny jęk. Do kurwy nędzy, za jakie grzechy?
    - To nic nie da - wymruczała pod nosem, gdy Holden zaczął naciskać kolejny guzik i usiadła wyciągając nogi przed siebie. To klątwa, na pewno. Windy od dawna robiły jej na złość, ale w tym momencie zdecydowanie przesadziły - Minie co najmniej godzina nim zauważą, że winda stanęła. Kolejna nim kogoś ściągnął by się tym zajął, a telefony tutaj nie działają. - zrzuciła z nóg szpilki i odetchnęła głęboko, przymykając oczy. Jak dobrze, że nie miała klaustrofobii, choć jego obecność wystarczyła, by zaczęła się dusić.
    - Tak właściwie to powinnam ci gratulować czy współczuć tego powrotu do stanu kawalerskiego? - wyrzuciła z siebie raptem po kilku sekundach milczenia. Może wyrzucenie słów, które powstrzymywała od kilku minut sprawi, że poczuje się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  33. Drażniło ją wszystko; zaczynając od tego, że pomieszczenie było za małe, on za głośno oddychał, a kończąc na tym, że używał zbyt intensywnych perfum, które sama mu kupiła, a teraz podrażniały jej nozdrza, przy każdym, najmniejszym ruchu mężczyzny. To było irytujące. Nie rozumiała jak może być na niego wściekła i jednocześnie odczuwać to głupie pragnienie posiadania go obok. Z jednej strony powstrzymywała się przed wydrapaniem mu gardła, z drugiej przed zerwaniem z niego koszuli. Miała ochotę wrzeszczeć, bo cała ta sytuacja doprowadzała ją na skraj szaleństwa, a wszystko dlatego, że z uporem postanowiła trzymać się decyzji, którą podjęła dwa tygodnie temu w momencie opuszczenia jego mieszkania. Mówiąc, że nie chce z nim być, naprawdę w to wierzyła. Wtedy. Teraz miała coraz więcej wątpliwości i tylko cholerna duma powstrzymywała ją przed rozpatrzeniem całej tej sytuacji od nowa. Bo przecież nie mogła i nie chciała być z człowiekiem,który okazał się być kimś zupełnie obcym.
    Przymknęła powieki, paznokciami wybijając rytm o posadzkę. Wyobrażała sobie, że to pomieszczenie jest dwa razy większe i mężczyzna znajduje się na jego drugim końcu, tym samym dzieli ich znacznie większa odległość, dzięki czemu poczuła się nieco bezpieczniej. Oczywiście, nie mogła spędzić dobrych dwóch godzin z zamkniętymi oczami, ale mogła to robić dopóki nie uspokoi swoich myśli i dziwacznych pragnień. Poza tym nie musiała patrzeć by wiedzieć, że wraz z wypowiedzianymi przez nią słowami krzywi się z gniewu i nieświadomie zaciska dłonie w pięści, chcąc choćby w ten sposób dać odrobinę upustu negatywnym emocjom. Jego irytacja była wręcz namacalna, a ona odczuwała dumę, bo przynajmniej miała teraz świadomość, że nie jest jedyną osobą, która musi walczyć sama ze sobą. Od początku spotkania zastanawiała się ile tak właściwie wytrzyma; nie należał do zbyt cierpliwych osób, a ona nie była zbyt subtelna dobierając słowa. I nie przywykła do tego, by jedynie ona dawała się ponieść emocjom. Zazwyczaj jeśli wrzeszczeli to oboje, jeśli ona rzucała jednym przedmiotem, on sprawiał, że na podłodze lądowało dziesięć kolejnych. Irytowała ją jego obecna postawa. Niby przyszedł by jakoś załagodzić sytuację, a jednocześnie wyglądał na kogoś kto już dawno się poddał. I jak miała uwierzyć, że kiedykolwiek mu zależało?
    Uchyliła powieki słysząc jego odpowiedź, a raczej ton głosu jakim ją wypowiedział. Odczuła nagłe zainteresowanie - wreszcie brzmiał jak Holden, którego znała, a spojrzenie, które jej posłał jedynie utwierdziło ją w przekonaniu, że nareszcie wracają na właściwą drogę. Gdyby tylko postanowił na tym zakończyć. Nagłe zmniejszenie odległości między nimi sprawiło, że próbowała się cofnąć, lecz od razu napotkała opór ze strony ściany, a zaraz potem dotarło do niej co tak właściwie mówi. Zabawą, cholernym półśrodkiem. Wmawiała sobie, że jest gotowa usłyszeć od niego coś takiego, ale w tym momencie zapomniała o byciu dzielną, twardą dziewczynką, która zniesie wszystko. Nie była gotowa na zderzenie się z okrutną rzeczywistością; bo tak, uwierzyła w jego słowa.Wreszcie brzmiał jak jej Holden, a tym samym sprawił, że uwierzyła, skupiając się tak naprawdę tylko na początku jego wypowiedzi, reszta prawdopodobnie nawet do niej nie dotarła.
    To stało się nagle. Tak właściwie jej mózg nie zdążył zarejestrować tego polecenia, a jej dłoń już odcisnęła ślad na jego policzku. Nigdy wcześniej nie pozwoliła sobie na coś takiego, ale słowa wypowiedziane przez mężczyznę skutecznie wytrąciły ją z równowagi; a trzeba powiedzieć, że powstrzymywała się przed podobnym zachowaniem odkąd tylko ujrzała jego żonę w drzwiach mieszkania.
    - Pieprz się… - teraz przygryzając wargę wpatrywała się w mężczyznę, swojego byłego narzeczonego, którego nadal nie potrafiła nienawidzić, dysząc ciężko ta jakby przebiegła maraton. Nie była pewna, czy zostało to spowodowane tylko przez wściekłość, która chwilę temu zalała jej ciało, czy może przyczyniło się do tego uczucie, którego nazwać nie chciała z powodu czystego strachu.

    OdpowiedzUsuń
  34. Naprawdę była beznadziejnym przypadkiem. Poświęciła wiele godzin swojego życia na pokazanie ludziom, że istnieje inny sposób wyładowania gniewu niż poprzez agresję czy wrzask. Kilkadziesiąt przypadków, większe bądź mniejsze satysfakcje i niemoc przeniesienia tego do własnego życia. Jakim psychologiem była skoro nie potrafiła dostosować się do własnych rad i światopoglądu? To ona najwcześniej wszczynała kłótnię, o wszystko; o brudne skarpetki zostawione na środku pokoju, o pełny zlew naczyń do mycia, o wybranie złego programu telewizyjnego, czy tą słodką, rudowłosą istotę pracującą w kawiarni, która zawsze trzepotała do niego rzęsami. Była okropną osobą, wiecznie szukającą dziury w całym. Niekiedy zastanawiała się co on takiego w niej widzi, co sprawia, że chce z nią być, chce ją kochać i opiekować się mimo niezbyt łatwego charakterku. A teraz miała swoją odpowiedź. Nie chciał, była tylko zabawką, którą wykorzystał, a zaraz potem miał zamiar rzucić w kąt. Prawdopodobnie nie obchodziło go co się z nią stanie, czy pokryje ją kurz, a może wreszcie zacznie rozpadać się z zaniedbania. W tym momencie nie żałowała swojego zachowania, nie miała zamiaru cofać, czy przepraszać za wymierzenie mu policzka. Zasłużył za to w jaki sposób nią pogrywał. Wpatrywała się w niego wściekła, nie mogąc dojrzeć prawdy, tego, że znowu uwierzyła w kłamstwo, a wcześniej nieustannie odpychała od siebie każde słowo, w które włożył choć odrobinę szczerości. Naprawdę była beznadziejna.
    Drżała próbując wreszcie uspokoić i wyrównać oddech, nie spuszczała przy tym spojrzenia z jego intensywnie zielonych oczu. Dłoń powoli zaczynała pulsować i piec, ale to nie równało się z bólem psychicznym jaki teraz odczuła. Z całych sił powstrzymywała się teraz od wybuchnięcia płaczem, co niewątpliwie zrobi, gdy Rutherford zniknie z jej pola widzenia. Pragnęła prawdy i ją dostała. Była pewna, że jest na to przygotowana, a teraz wiedziała tylko tyle, że chce jak najprędzej stąd uciec. Dusiła się. Gotowa była wstać i podejść do tych pieprzonych metalowych drzwi i zacząć zdzierać sobie gardło, w nadziei, że ktoś w końcu ich usłyszy. Prędzej czy później na pewno się tak stanie, a ona będzie mogła odejść. Ale w tym samym momencie on chwycił ją za nadgarstek i jedynie syknęła głośno z bólu. Już teraz wiedziała, że za jakiś czas pojawi się na nim ślad - cholerny dowód na jego obecność w jej życiu. Próbowała go wyszarpać, ale bez skutku. Już nie raz i nie dwa Holden udowodnił jej, że jest od niej silniejszy. To on zamykał ją w uścisku swoich ramion za każdym razem, gdy chciała pójść do pracy, podczas gdy on miał wolne i mógł byczyć się w łóżku, to on zwalał ją z nóg rzucając poduszką, gdy tylko powiedziała coś wyjątkowo zgryźliwego, czy nawet odkręcał wszystkie słoiki, z którymi ona sama męczyła się dobrych kilka minut. W tym starciu też nie miała najmniejszej szansy, dlatego szybko przestała się szarpać i z nim walczyć. Zamiast tego utkwiła w nim wściekłe spojrzenie, a na jego słowa prychnęła głośno.
    - Pieprz się - powtórzyła powiedziane przed chwilą słowa i jeszcze raz szarpnęła ręką - Czy nie tego chciałeś? - drwina w jej głosie była wręcz namacalna, jakby od kilku dni nie robiła nic innego i używała tylko i wyłącznie takiego tonu, wreszcie dochodząc do perfekcji. A potem nagle był za blisko i nie miała już żadnej drogi ucieczki. Pocałunek był zaskakujący i w pierwszej chwili niemal ją sparaliżował, ale zaraz potem odezwały się w niej tłamszone przez cały ten czas instynkty. Zacisnęła wolną dłoń na jego koszuli, automatycznie przyciągając go nieco bliżej siebie, wypukłości na ścianie teraz wbijały jej się w plecy, ale nie zwróciła na to uwagi pogłębiając pocałunek. Był to pocałunek pełen rozpaczy, tęsknoty, złości i miłości, którą wciąż do niego żywiła. Całowała go w sposób zachłanny, chaotyczny; zahaczała zębami o jego wargę, jej język plątał się z tym należącym do mężczyzny, a dłoń coraz mocniej zaciskała się na materiale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I przez moment zapomniała o wszystkim, pragnęła tylko jego w każdy możliwy sposób, ale właśnie wtedy nawiedziła ją ta okrutna myśl, a ów pocałunek stał się gorzki, nie do zniesienia. Miała wrażenie, że to pewnego rodzaju pożegnanie. Nie chciała tego. Dlatego też odepchnęła go delikatnie od siebie i nie mogąc złapać tchu oparła czoło o męskie ramię.
      - Proszę cię, puść mnie - wyszeptała, jeszcze raz próbując uwolnić swoją rękę; nadgarstek zaczął już naprawdę nieprzyjemnie boleć - Nie dawaj mi nadziei, którą masz zamiar zaraz odebrać i zniszczyć. Jasno dałeś mi do zrozumienia kim dla ciebie byłam, nie mogę tak dłużej...

      Usuń
  35. Dopiero po chwili dotarło do niej, że wciąż zaciska dłoń na jego koszuli, marszcząc starannie wyprasowany materiał. Z trudem przyszło jej rozprostowanie palców; zupełnie jakby bała się go wypuścić świadoma tego, że ta chwila nie ma prawa się powtórzyć. Byli dorosłymi ludźmi, którzy musieli ponosić konsekwencje swoich czynów. On musiał pogodzić się, że jego liczne kłamstwa wpłynęły na rozpad obiecującego związku, a ona musiała trzymać się swojej decyzji. Allie upierała się przy tym tak naprawdę tylko i wyłącznie z głupiej obawy o to, że historia lubi się powtarzać. Nim jej matka zmarła nieustannie powtarzała, że nie można ufać facetom, a tym bardziej wiązać się z takimi, którzy już raz dopuścili się zdrady. To chore myślenie, ale jaką miała pewność, że za trzy lata nie znajdzie się w takiej samej sytuacji jak jego żona? Ich związek z początku też musiał być udany skoro postanowili wziąć ślub. Owszem, wiedziała, że powinna mu zaufać, kochała go przecież, a czy to nie było najważniejsze? Powinni byli siąść i na spokojnie wszystko obgadać, może podjąć jakieś działania w celu odratowania tego co z ich związku pozostało, przecież nie musieli od razu brać ślubu. Hammond jednak odrzucała od siebie tę świadomość, bo łatwiej było bawić się w kotka i myszkę niż zachować się jak dorosła osoba. A po wszystkim wróci do swojego mieszkania i znowu będzie ryczeć użalając się nad sobą. Przecież jedyne czego chciała to znaleźć się znowu w jego silnych ramionach, dlaczego więc musiała być tak uparta i słuchać zdrowego rozsądku zamiast tego co dyktowało jej serce?
    To zbliżenie było jak wiadro lodowatej wody wylanej jej na głowę; przerażające i szokujące. Do tej pory nie wiedziała, że tęskni za nim do takiego stopnia. Jej ciało wręcz błagało ją o jeszcze odrobinę cielesnego kontaktu, a próba odmowy była kolejnym utrudnieniem w jej postanowieniu. To sprawiło, że sapnęła z irytacji i odchyliła głowę, którą aż do teraz opierała nieustannie na jego ramieniu. Rozmasowując obolały nadgarstek, zagryzła dolną wargę z całych sił i odwróciła od niego wzrok.
    - Nie - warknęła pod nosem, lecz z całą pewnością ton jej głosu nie był stanowczy - Błagam cię, nie mieszaj mi w głowie jeszcze bardziej. Wiesz dlaczego uwierzyłam w twoje słowa? Bo wreszcie brzmiałeś jak człowiek, którego znam, a teraz… - wzruszyła ramionami z zaciętą miną. Co miała więcej powiedzieć? Że chciałaby aby na nią wrzeszczał? By rzucał czym popadnie, zastępował kulturalne słownictwo milionem przekleństw, bo tak właśnie postąpiłby jej Holden, który zniknął gdzieś przed dwoma tygodniami, gdy szczupła blondynka rzuciła się mu na szyję. Może wszystko ułożyłoby się inaczej gdyby wciąż zachowywał się jak mężczyzna, którego pokochała. I gdyby sama nie była przewrażliwioną babą, która sama nie wie czego chce.
    Doskonale pamiętała tamtej wyjazd przed paroma miesiącami. Wreszcie mieli kilka dni tylko dla siebie, z dala od zgiełku miasta, od ludzi, nieustannie dzwoniących telefonów. Przez kilka dni nieustannie usiłowała wymusić na nim informację dokąd tak właściwie ją zabiera i nie uzyskała odpowiedzi, dopóki samolot nie wylądował na malutkim, obskurnym lotnisku, a raczej czymś co miało go przypominać. Pamiętała, że z początku była przerażona, a im bardziej posuwali się w głąb tego miejsca, miała wrażenie, że odnaleźli raj na ziemi. Szum lasu, zapach drzew i zimno, które zmuszało ją do nieustannego przytulania się do Holdena, bo przecież łażenie po domu w samym swetrze i majtkach można było uznać za kompletne ubrania. I pamiętała też moment samych oświadczy. Wtedy była najszczęśliwszą osobą na świecie, teraz prawdziwym wrakiem, jedynie wspomnienie tamtej osoby.
    - Holden ja… - westchnęła ciężko i wreszcie na niego spojrzała, kręcąc przecząco głową - Moja decyzja się nie zmieniła - uniosła dłoń, by opuszkami palców przejechać po jego policzku, obsypanym kilkudniowych zarostem i już miała otwierać usta, gdy winda nagle szarpnęła i z powrotem ruszyła w dół. Hammond odetchnęła głęboko i stanęła na nogi, zakładając również buty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Złożę podanie o przeniesienie, tak będzie dla nas najlepiej… - wyszeptała drżącym głosem nim wreszcie opuściła pomieszczenie, przeciskając się przez niewielką szparę w drzwiach, które jeszcze nie zdążyły do końca się otworzyć. Niemal biegiem opuściła budynek, już teraz pozwalając sobie na łzy.

      Usuń
  36. Był w błędzie jeśli myślał, że łatwo jej jest wyrzucić z siebie te wszystkie słowa, podjąć tak ważne decyzje wpływające nie tylko na jej życie. Hammond zawsze starała się postępować w zgodzie z własnym sumieniem, a teraz była rozdarta; robiła jednak to co uważała za słuszne, nie dając zamydlić sobie oczu jedną chwilą słabości, którą równie szybko postanowiła przerwać. Przestała ryczeć już w taksówce, która nieśpiesznie mknęła w stronę budynku, gdzie wynajmowała niewielkie mieszkanko, a gdy jego drzwi zamknęły się za nią, wydała z siebie jedynie krótki okrzyk pełen irytacji. To odrobinę pomogło, jednakże nie na długo. Wciąż i wciąż wracała myślami do wydarzeń z windy i do tych, które miały miejsce dwa tygodnie temu. Analizowała w głowie każde jego słowo, każde drżenie warg, mrugnięcie, napięcie mięśni, chcąc odnaleźć wreszcie wszystkie odpowiedzi na swoje pytania. Robiła to przemierzając całą długość mieszkania, doprowadzając do porządku każdy jego kąt i pisząc podanie o przeniesienie, by zaraz potem usunąć dopiero co zapisany plik. I tak w kółko. Nawet nie zauważyła kiedy zaszło słońce, a butelka wina, które piła, należała już do wspomnień osuszona z każdej kropelki. Wciąż myślała o tym i podczas oglądania jakiegoś durnego reality show, odkryła wreszcie kilka swoich błędów, lecz to nie rzutowało na podjętą decyzję, której dzielnie postanowiła się trzymać. Musiała pogodzić się z tym i wreszcie zrobić coś ze swoim życiem. Rozglądając się po własnej sypialni zawiesiła wzrok na kilku ramkach ze zdjęciami - ich wspólnymi zdjęciami. Zaraz potem rwała je zanosząc się płaczem i próbując zapomnieć o tych wszystkich szczęśliwych, uwiecznionych na nich chwilach; o Alasce, o jej urodzinach świętowanych pół roku temu, o wypadzie za miasto, które skończyło się tym, że samochód ugrzązł w bagnie, a oni sami pokryci byli grubą warstwą błota, ale mimo to nadal zanosili się śmiechem, o weselu jej przyjaciółki, na którym swoim tańcem przyćmili nawet parę młodą, skupiając na sobie uwagę wszystkich weselników. Jej postanowienie ruszenia do przodu skończyło się jednak na tym, że wreszcie zasnęła zasypana wspólnymi zdjęciami, które oglądała zanosząc się płaczem. Była beznadziejnym przypadkiem.
    Wyrwana ze snu od razu podniosła się do pozycji siedzącej i kilkakrotnie zamrugała oczami. Miała wrażenie, że ten dziwny dźwięk tylko jej się przyśnił i już miała ponownie wtulić policzek w poduszkę, gdy to powtórzyło się. Dopiero po chwili zrozumiała skąd właściwie dobiegają te hałasy i jęknęła głośno. Kto mógł składać jej wizytę o tej porze i jeszcze w tak niekulturalny sposób dobijać się do drzwi? Z wciąż zamkniętymi oczami zwlekła się z łóżka i wreszcie, wpadając po drodze kilka razy na ściany, czy meble, zjawiła się u celu. Ktoś znowu kopnął wyraźnie niecierpliwy. Mrucząc pod nosem kilka przekleństw przekręciła klucz w zamku i szarpnęła za klamkę. I oto stał przed nią w całej okazałości człowiek, który nie tylko złamał jej serce, ale teraz także odebrał sen. Pierwszy raz od dwóch tygodni zasnąć.
    - Cholera, czego chcesz Holden? Wiesz, która jest godzi… Piłeś? - zmarszczyła nos i skrzywiła się czując od niego silną woń alkoholu. Wiedział, że nie lubiła oglądać go w takim stanie. Nie odzywała się przez tydzień, gdy po przyjęciu kawalerskim u jednego z pracowników firmy, zrzygał się jej na tylne siedzenie samochodu. - Właź do kurwy nędzy, bo jeszcze obudzisz wszystkich sąsiadów. I zamknij za sobą drzwi z łaski swojej, wiesz gdzie jest kanapa.

    OdpowiedzUsuń
  37. Wizyta Holdena była, zaskakująca, ale musiała przyznać, że do przewidzenia. Nie sądziła jednak, że zjawi się tu po kilku głebszych i będzie dobijał się w środku nocy do jej drzwi. Już odczuła irytację na samą myśl o tych wszystkich skargach, których będzie zmuszona wysłuchać, bo przecież przed jej wprowadzeniem, była to taka spokojna okolica. Gówno prawda. Nie miała zamiaru tłumaczyć się im z tej nocnej wizyty, którą złożył jej Rutherford. Obserwowała właśnie jak męczy się z zamknięciem drzwi, a następnie poszukiwaniami włącznika światła, sama nie ruszyła się nawet na milimetr, by mu pomóc. Doskonale wiedział, że nie lubiła gdy doprowadzał się do takiego stanu; bo choć sama niekiedy wypiła jedną, czy dwie lampki wina, to wciąż pamiętała, że to właśnie alkohol zabił jej matkę. Alkohol i niewierny mężczyzna. Czuła się więc za każdym razem rozczarowana, gdy zdarzyło mu się wypić o jednego drinka za dużo i nigdy nie ukrywała swojej niechęci wobec jego postawy.
    - Tak Holden, spałam. Zazwyczaj o drugiej nad ranem właśnie to się robi- nie była w stanie powstrzymać się od przewrócenia oczami, gdy nieśpiesznie ruszyła za nim w głąb mieszkania, po którym rozglądał się jakby znalazł sie w nim po raz pierwszy. Czy naprawdę tylko po to przyszedł? By wyciągnąć ją z łóżka i pooglądać sobie jej mieszkanie? To chyba jakieś kpiny. - Po co przyszedłeś, Holden? - wbiła wzrok w plecy mężczyzny, podczas gdy on kontemplował widok znajdujący się za oknem. Krzyżując ramiona na piersiach, oparła się o ścianę i odetchnęła głęboko. Resztki snu zdążyły już odejść w niepamięć, ale łudziła się, że uda jej się powrócić do krainy Morfeusza, gdy tylko znajdzie się z powrotem w łóżku. Dlatego teraz odruchowo spoglądała tęsknie w stronę swojej sypialni. Wiedziała jednak, że nie może zostawić go teraz bez słowa, musiała poczekać aż sam łaskawie położy swój tyłek na kanapie, czy tego chciał czy nie. Nie miała zamiaru marnować na niego całej nocy.
    Słysząc jego pytanie westchnęła głośno. W tym momencie poczuła się naprawdę bezradna, ale dopiero kolejne słowa mężczyzny wytrąciły ją z równowagi. Można wręcz dosłownie powiedzieć, że załamała ręce luźno puszczając je wzdłuż ciała. Przez dłuższą chwilę przyglądała mu się w milczeniu, a następnie przeszła do sąsiedniego pokoju. Szybko jednak powróciła niosąc poduszkę i koc, które następnie położyła na kanapie. Głośno wypuściła powietrze z płuc i przeczesała palcami włosy, wreszcie kierując na niego spojrzenie.
    - Nie mam zamiaru o tym teraz rozmawiać - wymruczała wreszcie pod nosem. Nie chciała się z nim teraz kłócić, nie kiedy był pijany i nie myślał rozsądnie. To byłaby bezsensowna walka, na którą teraz nie miała sił i najmniejszej ochoty - Dzisiaj jest piątek. Rano zadzwonię do pracy i powiem, że jesteś chory, a teraz kładź się spać. Musisz wytrzeźwieć - oznajmiła nieco zbyt zrezygnowanym tonem. Minęło kolejnych kilka sekund nim kiwnęła głową i nie czekając na jego odpowiedź, która pewnie nastąpi z małym opóźnieniem, spokojnie przeszła przez pokój i znowu znalazła się w swojej sypialni, z której najchętniej nie wychodziłaby dzisiejszej nocy. Wzdychając głośno zaczęła sprzątać wszystkie porozrzucane zdjęcia, wrzucając je niedbale do pudełka. W tej chwili pragnęła się po prostu położyć, a jeśli jutro nadal będzie wykazywał chęć rozmowy, po raz kolejny spróbuje się jej podjąć, choć wątpiła by przyniosła ona jakieś efekty.

    OdpowiedzUsuń
  38. Rozumiała jego powody sięgnięcia po alkohol - sama przecież wypiła dzisiaj znacznie więcej niż zazwyczaj - ale to nie zmieniło faktu, że czuła się nim tak zwyczajnie rozczarowana. Miała go za lepszego człowieka, kogoś zbyt dumnego, by utopić smutki w wódce, czy whiskey. Ale przynajmniej sprawił, że pojawiło się coś nowego; wyjątkowo pierwszy raz od dwóch tygodni nie była zła, lecz jedynie rozczarowana.Kiedyś, gdy wypił zbyt wiele, obiecał jej, że to nigdy się nie powtórzy. Nie powinna była wierzyć w przyrzeczenia składane pod wpływem napoi wysokoprocentowych, ale stało się, zaufała mu. Teraz może i nie byli razem, może ich związek przeżywał kryzys, ale poczuła się oszukana, gdy złamał dane jej słowo, choć prawdopodobnie nawet nie pamiętał o złożonej obietnicy, a ona nie miała zamiaru mu przypominać. Tak samo jak nie miała zamiaru już się z nim kłócić. To co stało się w windzie odebrało jej chęci do dalszej walki, postanowiła się poddać i zaufać temu co szykował dla niej los, bo przecież tego i tak nie mogła unikać tego w nieskończoność. Dlatego zacisnęła wargi, zagryzła wewnętrzną stronę policzka i powstrzymała się od złośliwych odpowiedzi, na równie złośliwe pytanie mężczyzny. Widziała, że odczuł ulgę, zapewne nie spodziewając się, że kobieta odpuści. Cóż, jak widać nawet ona mogła go czymś zaskoczyć.
    Dzisiejszego dnia długo nad tym wszystkim myślała. Po raz pierwszy odrzuciła gniew, smutek, rozczarowanie, odsunęła od siebie sumienie, zdrowy rozsądek i serce. Po prostu myślała, co powinna była zrobić już dawno. Szybko odkryła, że po raz kolejny zaprzecza sama sobie - nie raz i nie dwa kłócili się przecież o coś co on nazywał naiwnością, gdy ona twierdziła, że każdy człowiek zasługuje na drugą szansę. Posiadali zupełnie inne stanowiska w osądzie ludzkich win; on najchętniej ukarałby każdego, kto choć odrobinę nagiął prawo, ona dałaby temu komuś czystą kartę, przekonana, że taka sytuacja już nigdy się nie powtórzy. Miał rację, była naiwna i dobra, ale czy właśnie nie to sprawiało, że różniła się tak bardzo od innych kobiet przez co zwrócił na nią swoją uwagę? Czy jej pozytywne nastawienie do świata i ludzi, nie wzbudziło w nim miłości wobec niej, a tym samym nie odkryło, że on także może posiadać w sobie podobne cechy? Dlaczego więc teraz zaprzeczała sama sobie i odbierała mu możliwość naprawienia wszystkiego? Nikogo nie okradł, nie zamordował, jedyne okłamał ją i zrujnował zaufanie jakim go darzyła, ale czy to znaczyło, że ma nie dostać od niej czystej karty, skoro gotowa była ją podarować o wiele większym zbrodniarzom niż on? Właściwie gotowa była zadzwonić rano i umówić się z nim na spotkanie. Chciała mu powiedzieć, że nic nie wróci do pierwotnego stanu rzeczy, ale nie może wmawiać sobie, że nie istnieje możliwość odbudowania chociaż części z tego co zostało zrujnowane przez jego zachowanie. Teraz jednak zaczynała się wahać; nie zmieniła decyzji, ale nie miała też zamiaru skakać na głęboką wodę.
    Odstawiła pudełko na podłogę i wsunęła je pod łóżko, gdy tylko mężczyzna przekroczył próg pomieszczenia. Zaraz potem utkwiła w nim spojrzenie, lecz nie odezwała się ani słowem, gdy padł jak długi na łóżko. Westchnęła, przecież mogła przewidzieć, że tak właśnie się zachowa. Zawsze postępował na opak. Pozwoliła, by chwycił jej dłoń i minęła dobra minuta nim powoli wyswobodziła ją z uścisku jego palców i wstała. Szybko przeszła do niewielkiej łazienki i po chwili wróciła niosą kubek z wodą i butelkę z płynem do płukania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Jeśli masz zamiar tu spać, to chociaż wypłucz usta, albo to ja pójdę na kanapę. Szybka, męska decyzja. I tak, właśnie zasugerowałam, że capi od ciebie - wyciągnęła w jego kierunku dłoń z płynem niecierpliwie przeniosła ciężar ciała z nogi na nogę. - I ściągnij buty. Nie będziesz w nich spał w pościeli, którą dopiero co zmieniłam - odstawiła płyn i szklankę na szafkę, nie chcąc już dłużej czekać, aż on znowu zareaguje z opóźnieniem i obeszła łóżko. Z podłogi podniosła sporej wielkości poduszki, którymi postanowiła oddzielić łóżko na samym środku. Nieco dziecinne zachowanie, ale wolała uniknąć teraz jakiegokolwiek kontaktu cielesnego; wiedziała, że to się dobrze nie skończy. Zaraz potem wdrapała się na górę i przykryła kołdrą. Głośno westchnęła - Na co czekasz? Zdejmiesz te buty, czy wynosisz się na kanapę?

      Usuń
  39. Szczęście posiada kilkaset różnych definicji, ale Allie skłamałaby mówiąc, że nie odczuła go będąc w związku z Rutherfordem. Odczuwała radość po pierwszym pocałunku, po pierwszej spędzonej razem nocy, po pierwszych kilku godzinach przegadanych o bzdurach, po pierwszej kłótni, po pierwszym poważnym kroku jakim było nazwanie łączącej ich relacji, po przeniesieniu jej na wyższy poziom kiedy postanowił się oświadczyć. Tak naprawdę, po dokładnym przeanalizowaniu ich związku mogłaby na palcach jednej ręki wymienić momenty, gdy nie była po prostu szczęśliwa. Możliwe, że to zaślepiło jej oczy i nie dostrzegała oczywistych symptomów jego patologicznych kłamstw. Nie doszukiwała się powodów jego częstych wyjazdów, rozmów odbywanych poza zasięgiem jej słuchu, częstego zamyślenia, czy złości, której podłoża nie chciał jej wyjaśniać, choć często próbowała to na nim wymusić. A może po prostu nie chciała tego widzieć? Może dostrzegała tylko czubek własnego nosa, na którym kończył się jej mały świat i nic innego ją nie obchodziło, do czasu aż ta piękna blondynka wtargnęła tam nieproszona? Im dłużej się nad tym zastanawiała, tym coraz większe wątpliwości miała co do tego kogo powinna obarczyć całą winą. Co nie zmienia faktu, że nie miała zamiaru ułatwiać mu tej walki, tym razem nie mogła być po prostu dobra.
    Pamiętała doskonale kiedy pierwszy raz poruszyła temat dzieci. Minął zaledwie tydzień od oświadczyn, a ona już wyobrażała sobie jak będzie wyglądało ich wspólne życie. Nie była jednak w stanie porzucić wizji posiadania kogoś więcej niż tylko jego. Od zawsze chciała być matką. Już jako małe dziecko z zadziwiającą dbałością opiekowała się swoimi lalkami, a gdy była już wystarczająco duża, pozwolono jej zająć się dziećmi sąsiadów. Po kilku godzinach opieki nad dwu i czteroletnimi chłopcami, padała z nóg, ale nie mogła przestać się uśmiechać. Wiedziała, że musi mieć dzieci, bo tylko to mogłoby uczynić jej życie kompletnym, ale nie była pewna, czy i on tego chce. Nie była pewna, czy powinna tak szybko poruszać ten temat, zwłaszcza, że wrócił wściekły z pracy, bo znowu banda nieodpowiedzialnych idiotów naraziła całe śledztwo, któremu poświęcił już kilkadziesiąt godzin swojego życia. Nie chciała wszczynać kłótni, gdyby on posiadał inne plany niż ona i przez większość wieczoru gryzła się w język, powstrzymując tym samym od zadania mu tego pytania. Ale podczas kolacji nie wytrzymała. Odpowiedź jaką dostała sprawiła, że wreszcie dotarła do niej świadomość o tym, że posiada wszystko o czym kiedykolwiek mogła marzyć. Ona, dziewczyna, która nie miała nic, teraz posiadała wszystko. I teraz miałaby to stracić?
    - Powinnam czuć się jakby kopnął mnie zaszczyt, bo postanowiłeś ruszyć swój tyłek z łóżka i zadbać o higienę osobistą? - wymruczała w poduszkę nie kryjąc rozbawienia. Pierwszy raz od dwóch tygodni ta rozmowa wreszcie zaczęła przybierać formę spokojnej konwersacji. Można to było uznać za sukces. Wtuliła więc policzek w poduszkę i przymknęła powieki próbując zasnąć. I prawie jej się to udało, przy pomocy szumu wody wydobywającej się z łazienki, ale wtedy on postanowił powrócić do sypialni i brutalnie wyrwać ją z tego stanu. Najwidoczniej dzisiaj nie było dane jej się wyspać.
    - Jeszcze jedno słowo, a obiecuję, że wybije ci zęby i będziesz spał na wycieraczce - wiedziała, że nie warto dyskutować z pijanym Holdenem, lecz nie ukrywała, że poruszanie teraz tego tematu nie było jej na rękę. Tak samo jak powrót do wydarzeń z windy. To sprawiło, że westchnęła głośno i przekręciła się na plecy, by móc odwrócić głowę w jego kierunku - Oczywiście, że chcę to powtórzyć. Specjalnie ułożyłam tutaj te poduszki, by zasugerować ci, że jestem cała twoja i czekam, aż dobierzesz się do moich majtek - zironizowała, wyciągając w jego kierunku rękę i pstrykając go palcem wskazującym w nos - Idź spać, Holden - wreszcie odwróciła się do niego plecami i mocniej wtuliła w poduszkę. Nie minęła jednak nawet minuta, gdy wydała z siebie pełen irytacji dźwięk i wróciła do wcześniejszej pozycji - Hammond. Przynajmniej w pracy, tam nie chciałam opierać się na twoim nazwisku.

    OdpowiedzUsuń
  40. Cała ta sytuacja zaczynała ją bawić. Mimo swojej złości musiała przyznać, że pijany Holden był naprawdę uroczy i kilkoma słowami sprawiał, że zapominała o chęci urwania mu głowy. Zamiast tego tak właściwie leżała i gapiąc się w sufit szczerzyła zęby w uśmiechu. W tym momencie naprawdę nie była w stanie się na niego złości, ale przewrotna, kobieca logika nie pozwoliła jej tego okazać. Na szczęście było ciemno, a jego wzrok dodatkowo był zamroczony alkoholem, nie mógł więc niczego zauważyć. A Hammond w złośliwy sposób postanowiła wykorzystać jego niewiedzę, a co za tym idzie również swoją przewagę, choć równie dobrze mogła odwrócić głowę w jego kierunku. Rano i tak niczego by nie pamiętał. To była zdecydowanie jedyna zaleta jego zaglądania w kieliszek; to i wyrzuty sumienia, które pojawiały się u niego, gdy tylko wytrzeźwiał. Niekiedy w perfidny sposób to wykorzystywała dla własnych korzyści. Była naprawdę okropnym człowiekiem.
    Niekiedy obawiała się, że nie sprosta wszystkim zadaniom jakie na siebie narzuciła; bała się, że nie poradzi sobie jako psycholog, żona i matka, kiedy to wszystko nałoży się na siebie. Pragnęła dzieci, lecz niezbyt udane dzieciństwo budziło w niej wątpliwości co do tego czy się nadaje. Chciała być żoną, ale małżeństwo jej rodziców nigdy nie było dobrym przykładem i była przerażona myślą, że jej miałoby wyglądać tak samo. Nie mówiła głośno o swoich lękach, ale on potrafił dostrzec, że coś było nie tak i jak nikt inny uspokajał ją. Po wypłynięciu jego kłamstw wmawiała sobie wiele, ale nie mogła uwierzyć w to, że nigdy nic do niej nie czuł. Człowiek, któremu ktoś jest obojętny, nie zachowuje się tak jakby był gotowy podarować tej osobie cały świat, a ona właśnie tak się czuła. Wreszcie musiała dopuścić do siebie myśl, że mimo wszystko zależało mu na niej, choć ostatnie wydarzenia mogły temu przeczyć.
    Słysząc jego słowa sapnęła głośno. Dlaczego wzięło go na takie rozmowy akurat teraz? Do tej pory nigdy nie poruszyli kwestii nazwiska, którego będzie używać po ślubie. Teraz szczerze wątpiła, by to kiedykolwiek doszło do skutku i on musiał o tym wiedzieć. Po co więc dręczył ją tymi bezsensownymi pytaniami.
    - Nic. Po prostu ciężko pracuję, by dojść do czegoś w mojej pracy, a nie miałam zamiaru wspomagać się twoim nazwiskiem. Oboje wiemy, że w szerszych kręgach wzbudza ono respekt, a ja nie chciałam wymuszać w ludziach szacunku tylko dlatego, że byłabym żoną jednego z wielkich Rutherfordów. Zresztą, teraz to już nie aktualne, prawda? - westchnęła ciężko wbijając w niego spojrzenie, chcąc tym samym dostrzec w mroku jego reakcję, prawdopodobnie z czystej, naukowej fascynacji. Było coś niezwykłego w zachowaniu ludzi po alkoholu.
    - Holden, nie przeginaj - warknęła chcąc zatuszować rozbawienie - Wpuściłam cię do łóżka i nie jesteś małym chłopcem, bym musiała dawać ci całusa na dobranoc. I błagam, zostaw te poduszki, mają mnie chronić przed twoimi zboczonymi zachowaniami - wiedziała, że mur, który wzniosła na środku łóżka długo nie wytrzyma. Już od pierwszej wspólnej nocy musiała pogodzić się z nieustannymi pobudkami nad ranem, gdy zaczął przygniatać ją ciężar ciała Rutherfoda. Każdej nocy owijał się ciasno wokół niej; zaplatał swoje nogi między tymi, które należały do niej, obejmował rękoma, czy używał jej piersi jak osobistą poduszkę. Nie było nocy, której ostatecznie nie spędziłby w ten sposób, nawet jeśli zasypiał na samym brzegu łóżka. - Śpij, rano będziesz miał okropnego kaca. Mam zamiar głośno z ciebie drwić nim wreszcie zmuszę cię do opuszczenia mojego mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
  41. W przeciwieństwie do niego Hammond na stres reagowała wręcz agresją; szybko przechodziła do krzyku, od krzyku do wrzasków, od wrzasków do nieustannego wyrzucenia z siebie przekleństw i niszczenia wszystkiego co wpadło jej w ręce. To wiele tłumaczyło. Znał ją, powinien wiedzieć, że sposób w jaki ostatnio reagowała często wynikał tylko i wyłącznie z emocji, dopiero później zaczynała nad tym wszystkim myśleć. A im dłużej to robiła tym dochodziła do wniosków, które zaskakiwały ją samą. Prawdą jednak było, że nie miała zamiaru naciskać by wywołać jakąś reakcję, co mogło nieść za sobą prawdziwą lawinę. Zamiast tego wolała cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń, a przynajmniej tak twierdziła w chwili obecnej. Była kobietą, zdanie zmieniała co pięć minut, o czym również doskonale wiedział. Nie raz i nie dwa zdarzało mu się wytknąć jej to niezdecydowanie, a to często prowadziło do fochów, które następnie przemieniały się w awantury. Tak naprawdę najczęściej to ona doprowadzała do kłótni, w patologiczny wręcz sposób doszukując się dziury w całym. Nie powinna się więc dziwić, że nie powiedział jej o małżeństwie z inną kobietą. Tak naprawdę sama sobie nie podarowałaby tej wiedzy. Nie ufała sobie aż tak, więc dlaczego on miałby?
    Warknęła, niczym rasowy pies wydała z siebie ten dźwięk i zamknęła oczy, mocno zaciskając dłoń na kołdrze. Znowu wracali do punktu wyjścia, znowu zmierzali w stronę awantury, która nie skończy się niczym dobrym. Naprawdę nie miała już na to siły. I starała się, naprawdę próbowała ominąć te niebezpieczne tematy, ale wystarczyło jedno słowo, by ponownie powrócili na tę wojenną ścieżkę. Pieprzony Rutherford i ta jego mania czepiania się, od której zaczęła się ich znajomość. Zarówno wtedy, jak również i teraz, uważała to za strasznie wkurwiające.
    - Holden, dobrze wiemy, że to nie jest rozmowa na tą godzinę. Jest druga czterdzieści siedem i proszę cię, idź spać - starała się mówić łagodnie, spokojnie, tak jakby obok niej nie leżał dorosły mężczyzna, który najwyraźniej zaczął opuszczać poalkoholowy raj, a małe, kilkuletnie dziecko, któremu trzeba wszystko dokładnie wytłumaczyć. Jeszcze kilka godzin temu uniosłaby się gniewem i znowu znaleźliby się w punkcie wyjścia, teraz jednak nie uważała tego za odpowiedni sposób załatwiania wszelakich spraw - Porozmawiamy o tym rano, dobrze? - rozluźniła dłoń i wzięła głęboki oddech. Miała nadzieję, że Holden zawsze działający po swojemu, choć ten jeden raz posłucha i grzecznie zamknie te swoje oczęta nie kontynuując tego tematu.
    Przez krótką chwilę wydawało jej się, że właśnie tak uczyni. Zdążyła już nawet na nowo wtulić się w poduszkę, kiedy on wyrzucił z siebie te słowa i ze złością uderzył w poduszki. Niemalże podskoczyła zaskoczona jego reakcją. To jednak szybko przepędziło senność, która na nowo nią zawładnęła; Hammond należała do tych ludzi, którzy zaraz po dotarciu do łóżka zasypiali. Milczała jednak, naprawdę do kurwy nędzy nie miała zamiaru się z nim kłócić! Czuła jak miota się na łóżku, a kiedy usiadł nie minęło wiele, gdy i ona zrobiła to samo. Wbiła wzrok w jego plecy, by następnie chwycić za poduszkę, burząc tym samym mur i uderzając nią prosto w głowę Rutherforda. Raz nie wystarczył, musiała powtórzyć kolejne trzy, by wreszcie rzucić ją na łóżko. Cóż, przynajmniej trochę się wyładowała.
    - Przestań zachowywać się jak skończony dupek! - aż sama zadrżała, gdy jej głos odbił się od pustych ścian i nabrał na sile. Po kilku sekundach wciąż zdawał się dudnić jej w głowie i uszach - Jeśli nie chcesz tu być to droga wolna, wstawaj i się wynoś, nie będę cię zatrzymywać. Ale jeśli chcesz zostać, to przestań być takim dupkiem i kładź się spać! - skrzyżowała ramiona na piersiach i lekko wydymając wargi powróciła do pozycji leżącej - Jeśli teraz wyjdziesz, to nie masz już po co wracać. Twoja decyzja.

    OdpowiedzUsuń
  42. Owszem, Allie nie przepadała zarówno za jego zaglądaniem do kieliszka, jak i wypalaniem tych dwóch, czy trzech fajek dziennie. Niekiedy posyłała mu pełne rozczarowania spojrzenie, innym razem twierdziła, że nie ma zamiaru go całować, bo równie dobrze mogłaby przyssać się do popielniczki. Nie rozumiała jego nałogów, choć sama posiadała kilka własnych, jak choćby wypijanie kilku kaw dziennie, czy wydawanie zbyt wielu pieniędzy na markowe ubrania, na które już nie było miejsca w jej szafie. Można było więc powiedzieć, że była hipokrytką, lecz na szczęście on nauczył się przymykać oczy na tę wadę Hammond. Teraz także wyczuwała od niego woń papierosów, tym razem jednak wiedziała, że było ich znacznie więcej i z trudem gryzła się w język, czując silną ochotę zbesztania go niczym małego dziecka. Wiedziała, że poniekąd była temu winna.
    Miał rację, popełniła błąd nie przewidując, że mężczyzna właśnie tak może uczynić. Sapnęła głośno, gdy odczuła ciężar jego ciała, wbijający ją w materac i dłoń zaciskającą się na jej nadgarstkach. Miał przewagę, nie dało się tego ukryć. Był od niej o wiele silniejszy i nie musiał wkładać żadnego wysiłku, by uniemożliwić jej drogę ucieczki, ale mimo to próbowała. Głośno przeklęła i wypchnęła nieco biodra do góry, co mogło być odczytane dwuznacznie; jako sposób zrzucenia go siebie, a także jako zaproszenie do dalszego działania.
    - Masz na myśli to drobne zdarzenie w windzie? Daj spokój, już dawno wyrzuciłam to z pamięci - burknęła pod nosem ponownie unosząc się nieco, ale w końcu z głośnym westchnieniem opadła z powrotem na materac - Mógłbyś schudnąć, wiesz? Nie chcę być złośliwa, ale chyba zaczyna robić ci się brzuszek - Allie niekiedy żartowała na temat jego wyglądu, głównie wtedy, gdy próbowała odwrócić od czegoś jego uwagę; zazwyczaj skutkowało. Holden należał do tego typu mężczyzn, którzy dbali o siebie, nie do przesady, lecz zawsze starał się dobrze wyglądać. W ich związku to Hammond była bardziej zaniedbana, podczas gdy on spalał kalorie poprzez wysiłek fizyczny, na który próbował ją namówić, ona leżała przed telewizorem i wpieprzała jakieś słone przekąski. Jej jedyną aktywność stanowiły zakupy i podnoszenie pilota. Podziwiała go za to, że ma w sobie jeszcze siły i chęci na siłownie, bieganie, czy choćby zwykłe robienie pompek przed snem. I choć teraz jej figurze nie można było nic zarzucić, za dziesięć lat zapewne nie będzie w stanie podnieść się z kanapy, podczas gdy jego nadal będzie otaczał wianuszek młodych dziewcząt zachwycających się jego wyglądem. Ta myśl działała na nią zazwyczaj przez dziesięć minut, wystarczyło jednak pięćdziesiąt brzuszków, by zaczęła ziać i z podłogi błagać o pomoc, bo nie była w stanie się podnieść. Zasługiwał na medal za to, że wciąż wytrzymywał z taką leniwą babą.
    - Masz wybór - wbiła w niego spojrzenie i ponownie poruszyła uwięzionymi przez niego rękoma - Możesz mnie uwolnić i grzecznie pójść ze mną spać, znaj mą dobroć, możesz się nawet przytulić. Albo możesz mnie puścić, pójść do siebie i nigdy więcej tutaj nie wracać - mówiła spokojnym, lecz poważnym tonem. Nie wrzeszczała, jak zrobiłaby to jeszcze kilka godzin temu, nie odpychała go od siebie na siłę. Wreszcie zachowywała się jak na dorosłą osobę przystało i nie odcinała go od możliwości wyboru. Jeśli chcieli walczyć, bądź rozstać się, to musieli podjąć tą decyzję wspólnie. Wreszcie dojrzała do tego myślenia, wystarczyło by opadł negatywne emocje, a przynajmniej ich większa część.

    OdpowiedzUsuń
  43. Hammond skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie jest zaskoczona tym w jaki sposób zmienia się sytuacja między nimi, jak również i nastroje, które odczuwali. Jeszcze minutę temu gotowa była zrobić mu krzywdę tą poduszką, a teraz, leżąc pod nim, nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, który cisnął jej się na usta. Słusznie wcześniej obawiała się, że kontakt fizyczny będzie w stanie namieszać jej w głowie i zmienić podejście do całej sytuacji. Teraz przemawiały przez nią instynkty, których nie potrafiła ucieszyć, a także ogromna tęsknota, nie tylko psychiczna, ale przede wszystkim fizyczna. Czy tego chciała, czy nie, jej ciało było złaknione jego dotyku; wystarczyła jego dłoń zaciśnięta na jej nadgarstkach, by jej serce próbowało wyrwać się z piersi. Obawiała się, że Holden jest za blisko i szybko odkryje to co ona starała się przed nim ukryć. Podczas gdy ona czytała z jego zachowań, on doskonale radził sobie z jej ciałem, które prawdopodobnie znał lepiej niż ona sama. To niekiedy bywało naprawdę irytujące, innym razem potrafiło zażegnać prawdziwe kryzysy. Jakże potrafiła być łatwa w obsłudze.
    Roześmiała się w głos słysząc jego odpowiedź na jej wyssane z palca zarzuty. Uwielbiała tę jego fałszywą skromność, od której prawdopodobnie wszystko się zaczęło. Pamiętała doskonale jak wytrącał ją z równowagi podobną gadką, na początku ich znajomości. Uważał się za osobę perfekcyjną, nieomylną, a ona uparła się udowodnić mu, że jest inaczej. On upierał się, by jej zaimponować, ona odpychała go od siebie, jak tylko mogła. Te dziecinne podchody trwały dopóki nie dotarło do niej, że nieustannie o nim myśli, że uśmiecha się na jego widok, że zastanawia się jak postąpić, by mu zaimponować. Często jednak przypominała mu o tych trudnych początkach, w pewien sposób besztając go, ale jak miała wpłynąć na człowieka, który postrzegał całą tą sytuację jako rodzaj zwycięstwa? W końcu mimo jej niechęci, udało mu się ją zdobyć, prawda?
    - Przypomnę ci o tym, jak idealny jesteś, gdy na twoim brzuchu pojawi się pierwsza oponka, a sądzę, że nie minie sporo czasu, gdy tak się stanie - wyszczerzyła zęby w uśmiechu i ponownie poruszyła się pod nim niespokojnie. Naprawdę zaczynał jej ciążyć, chyba naprawdę nie lubiła być na dole, zwłaszcza jeśli jedynie próbował ją unieruchomić swoim ciężarem. Cóż, Hammond przywykła do innych sytuacji, które teraz, niestety, przyszło jej rozpamiętywać. Cholerne wspomnienia, nie mają kiedy się pojawić?
    Dlatego też wyraźnie odetchnęła z ulgą, gdy mężczyzna wreszcie poluzował jej uścisk, a następnie zsunął się z niej. Wiedziała, że jej propozycja nie spotka się z obojętnością. Potrafiła jeszcze jakoś przemówić do małego, ograniczonego męskiego rozumku. Przekręciła się na bok, odwracając do niego plecami, uprzednio chwytając jego rękę, tak by mógł ją objąć. Obiecała przecież i zdania miała zamiar dotrzymać. Przymknęła oczy i z westchnieniem wtuliła się ponownie w poduszkę, przekonana, że tym razem mężczyzna pozwoli jej spać. I niestety znowu spotkało ją rozczarowanie, choć uśmiechnęła się przy tym delikatnie. Minęło jednak kilka minut nim wreszcie zabrała głos
    - Wiem - ściszyła głos do szeptu, tak jakby bała się, że głośniejszy ton, nada jej słowom wątpliwości - Też Cię kocham Holden, w tej kwestii nic się nie zmieniło, wiesz o tym prawda? Przynajmniej teraz, oboje wiemy, że jutro niczego nie będziesz pamiętał - uśmiechnęła się nieco szerzej, lecz nie było mu dane tego zobaczyć - Dlaczego mi to mówisz?

    OdpowiedzUsuń
  44. To była ta noc, gdy pierwszy raz od dawna zasnęła spokojnie. Nareszcie znajdowała się tam gdzie powinna; w jego silnych ramionach, czując na szyi ciepły oddech i próbując usłyszeć bicie serca należącego do mężczyzny, którego mimo wszystko kochała. Przynajmniej na tą noc wszystko wróciło do normy. I nie zepsuło tego nawet przyjście poranka. Do tej pory wschód słońca kojarzył jej sie z ponownym odgrywaniem tego teatrzyku przed ludźmi, wmawianie wszystkim, że czuje się dobrze, że jest szczęśliwa, że jej życie nie rozsypało się jak domek z kart. Najchętniej nie wychodziłaby z łóżka, a dzwoniący budzik przenosił jej koszmary do rzeczywistości. Dziś jedna było inaczej. Ledwie minęła ósma godzina, gdy ona w pełni wypoczęta wyswobodziła się z jego ramion i poszła pod prysznic. Zimna woda zmyła z niej resztkę snu, lecz nie sprawiła, że Hammond przestała się uśmiechać. Nie rozumiała tego zjawiska i prawdopodobnie nie chciała zrozumieć. Wszystko było na swoim miejscu, łącznie z Rutherfordem wciąż śpiącym w jej łóżku. Narzuciła na siebie satynowy szlafrok, który szybko przyległ do mokrego jeszcze ciała, włosy upięła w niedbały kok i niemalże na palcach przeszła przez sypialnie; nie chciała go jeszcze budzić, świadoma tego, że mężczyzna nie będzie w najlepszym humorze, gdy wreszcie odczuje ból głowy. Zawsze tak było, po pijackiej nocy nachodził go kac morderca zmieszany z wyrzutami sumienia, które Hammond udolnie podsycała. W końcu, musiała się do czegoś przydać, prawda? Tak jak mu obiecała w nocy, zaraz po przejściu do salonu, chwyciła za komórkę i wybrała numer do kadr, gdzie poinformowała o jego nieobecności z powodu nagłej choroby, jednocześnie próbowała nie zwracać uwagi na zdziwienie w głosie kobiety, gdy ta usłyszała nazwisko dzwoniącej osoby; najwidoczniej wieść o ich rozstaniu zdążyła dotrzeć nawet tam. Cóż, w tym świecie nie istniało już coś takiego jak prywatność. Czując się odrobinę rozdrażniona tym faktem, zaczęła przygotowywać śniadanie. Jeśli akurat nie rozładowywała frustracji przez wrzask, robiła to poprzez gotowanie i uważała, że całkiem nieźle jej to wychodzi. Przynajmniej Holden nigdy się nie skarżył na jakość jej dań, choć równie dobrze mógł to robić w obawie, że kobieta znowu postanowiłaby się obrazić. Allie należała do tego rodzaju kobiet, które łatwo urazić, podobnie jak on czepiał się pojedynczych słów, czego pokaz dał dzisiejszej nocy, tak ona potrafiła obrazić się za ich brak. I weź tu dogódź kobiecie. Tak źle i tak niedobrze. Nucąc pod nosem jakąś melodię, co robiła zawsze gdy była w miarę dobrym humorze, przygotowała ciasto na naleśniki, które następnie usmażyła, choć może robiła to nieco zbyt głośno. A to za mocno zamknęła szafkę, a to spadło jej na podłogę jajko, a to przeklęła za głośno, a to patelnia uderzyła w jakiś garnek. Nic dziwnego, że Holden się zbudził i nic dziwnego, że posyłał ją za to do wszystkich diabłów. Sama chętnie skróciłaby kogoś o głowę, gdyby zgotował jej taką pobudkę.
    Wreszcie jednak usiadła z kubkiem gorącej kawy za stołem i wbiła spojrzenie w mężczyznę, który kilka sekund później pojawił się w zasięgu jej wzroku.
    - Dzień dobry, słoneczko. Ciebie też miło widzieć - zironizowała unosząc kubek do ust, by choć częściowo ukryć swoje rozbawienie. Po chwili jednak wstała, odstawiając uprzednio naczynie - Wyglądasz okropnie - oznajmiła niecałą minutę później stawiając przed nim czarną jak smoła kawę, butelkę wody i aspirynę; zestaw, który miał postawić go na nogi. Zaraz potem powróciła na swoje miejsce, wcześniej biorąc po drodze gazetę, typowe babskie, modowe pisemko, które nieśpiesznie zaczęła przeglądać.
    - Wyspałeś się? Zresztą, głupie pytanie. Jak zwykle zrobiłeś sobie z moich cycków poduszkę. Nadal ich nie czuję, wisisz mi masaż - westchnęła teatralnie zerkając na swoje piersi, a następnie na mężczyznę. Tak, żartowała, ale właściwie ciekawa była jego reakcji - Dzwoniłam już do pracy i powiedziałam, że jesteś chory, nie dziękuj.

    OdpowiedzUsuń
  45. Allie miała ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem. Holden nawet nie zdawał sobie sprawy, jak żałośnie wygląda w tym momencie. Podkrążone oczy, niemrawa mina, nieład na głowie i pogniecione ubrania, w których zjawił się tutaj dzisiejszej nocy. Powinna mu współczuć, tak sugerował jakiś natrętny głosik w jej głowie, upierający przy tym, że powinna wykazać się ludzkimi odruchami, w tym odrobiną empatii. Niestety, Allie potrafiła być złośliwą, małą mendą i rzadko kiedy zdobywała się na współczucie. Szczególnie w takich chwilach, przecież sam bym sobie winien, prawda? Nie zmusiła go, by przyssał się do butelki w akcie desperacji, który następnie sprowadził go do jej mieszkania. Nie, w tym momencie na pewno nie była w stanie się na to zdobyć, o czym mógł świadczyć jej wyjątkowo szeroki uśmiech, a także sposób w jaki właśnie usiadła. Hammond zdawała sobie sprawę z atutów własnego ciała i tego w jaki sposób należy je wykorzystać, by zacząć oddziaływać na męskie zmysły. W tym momencie pochyliła się nieco nad kubkiem z kawą, tak, że poły szlafroka odchyliły się nieco i odsłoniły większy fragment jej piersi; wciąż jednak zostawiała miejsce dla wyobraźni.
    Zaciskając dłonie na ceramicznym naczyniu, przechyliła lekko głowę i pozwoliła sobie na nieco bardziej figlarny uśmiech. Wiedziała, że w jego głowie musi teraz panować istny chaos, a wszystko dociera do niego z niemałym opóźnieniem. Za moment jednak zacznie zastanawiać się co takiego musiało stać się w nocy, skoro jej zachowanie uległo tak radykalnej zmianie. Gdyby o to zapytał, zapewne wzruszyłaby ramionami i zgoniła to dobry humor, który jest wynikiem porządnego wyspania się. Poniekąd była to prawda.
    - Nie ma za co - wzruszyła ramionami, upijając niewielki łyk gorącej cieczy i krzywiąc się kiedy pojedyncza kropelka poparzyła jej język. Szybko odstawiła kubek z powrotem na stół i wbiła w niego spojrzenie. Miał rację, nie musiała tego robić, nie ponosiła odpowiedzialności za jego czyny i nie musiała mu pomagać, ale to byłoby sprzeczne z jej naturą. Allie Hammond przecież nigdy nie potrafiła obojętnie przejść obok czyjegoś cierpienia, a niewątpliwie mężczyzna musiał teraz przeżywać prawdziwe katusze. Ponadto nie zrobiła niczego wielkiego, by czuł się zobowiązany do podziękowań; pozwoliła mu spać w swoim łóżku, zapewniła tabletki i kawę, a także zadzwoniła do pracy. Naprawdę nic wielkiego.
    - Masaż - powtórzyła powoli kiwając głową. Z rozbawieniem obserwowała jego reakcję; nagle w jego oczach pojawiły się iskierki, a wraz z bliższym przysunięciem się do niej, zdawał się nabrać nieco więcej sił - wyprostował się dumnie i napiął mięśnie. Znowu z trudem powstrzymała się od śmiechu. Zamiast tego jednak wyciągnęła nogę, by oprzeć ją na jego krześle, tuż pomiędzy jego rozchylonymi nogami - Nie mów, sama zgadnę co masz na myśli - lekko wydęła wargi, udając przez chwilę, że naprawdę się nad tym zastanawia - Postanowiłeś umilić mi ten dzień i zafundować pobyt w spa, prawda? Nic nie działa tak na kobietę jak profesjonalny masaż wykonany silnymi, męskimi dłońmi - ściszyła głos do szeptu i delikatnie przygryzła dolną wargę. Tak, działała świadomie, głównie ciekawa czy Holden da się w jakiś sposób sprowokować. Prowadziła dziwaczną grę i sama nie wiedziała dlaczego. Po prostu opuściła ją cała złość na niego, wystarczyła jedna noc i kilka godzin myślenia.
    - Naleśnika? Jeszcze powinny być ciepłe - oznajmiła nagle zabierając nogę i podnosząc się, by następnie przejść do kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie twierdziła, że Holden nie zareaguje. Była pewna, że jej zachowanie w jakiś sposób na niego wpłynie, ciekawiło ją jednak co zrobi jego ciało i umysł spustoszone przez alkohol. Hammond wbrew pozorom nie uważała się za jakąś ogromną znawczynię męskiej psychiki, o czym Holden wiedział, bądź też udawał, że takowej wiedzy nie posiadał. Jej zawodowym zboczeniem było to, że niemal każdego wieczoru pytała go co czuje i myśli; wbrew pozorom nie tylko z czysto naukowego powodu, ale także dlatego, że po prostu chciała wiedzieć o nim coraz więcej i więcej. Chcąc go zrozumieć, musiała poszerzyć swoją wiedzę, a właśnie do tego nieustannie dążyła - do zrozumienia w najszerszym tego słowa znaczeniu. Wiedziała już więc dlaczego nie lubi spać na lewym boku, dlaczego tak bardzo zależy mu na perfekcji i dlaczego ukrywał przed nią tak istoty fakt, jakim był posiadanie żony - o to zaczynała teraz winić jedynie siebie. Stąd ta nagła zmiana jej zachowania, sugerująca, że część jego win została odpuszczona.
    Nawet jeśli Hammond nie eksponowała swoich atutów specjalnie, nie miała również zamiaru tego powstrzymywać. Czerpała jakąś chorą satysfakcję - prawdopodobnie jak każda kobieta - czując na sobie jego wzrok i domyślając się jakie myśli siały teraz w nim spustoszenie. Nie mogła zapomnieć, że ich związek z początku miał charakter czysto fizyczny i to na tym zbudowali swoje uczucia; dziś niewątpliwie silne, choć jednocześnie stłumione, przyciszone. Wstając jednak poprawiła szlafrok, mocniej zawiązując pasek wokół swojej tali, a włosy rozpuściła i przeczesała je palcami. Stojąc na palcach, przez co materiał nieco uniósł się do góry, właściwie zatrzymując się tuż przy linii wyznaczonej przez pośladki, wyjęła z szafki talerze
    - Wiedziałam? Myślałam, że masz nieco silniejszą wolę - wymruczała wreszcie opadając na całe stopy, lekko się przy tym o nieco ocierając; zupełnie przez przypadek, próbując utrzymać równowagę. Roześmiała się na jego uwagę i odłożyła na blat talerze, by następnie odwrócić się do niego przodem. Zgięła nogę w kolanie, opierając ją o szafkę, przez co jej kolano znajdowało się niebezpiecznie blisko ciała mężczyzny, a dłonie zacisnęła na krawędzi blatu. Przechyliła lekko głowę i zmierzyła go wzrokiem, tak jakby widziała go po raz pierwszy w swoim życiu. Zaraz potem wzruszyła ramionami - Twoje dłonie są zbyt szorstkie, poza tym chyba potrzebujesz wziąć prysznic. Mój masażysta nie mógłby śmierdzieć jak stara gorzelnia - posłała mu najszerszy uśmiech na jaki była w stanie się zdobyć i wyciągnęła dłoń by zmierzwić mu włosy; jej kolejna wada, nieustannie musiała “poprawiać” mu jego fryzurę - Poza tym należałoby też zjeść śniadanie, plotka głosi, że nawet podczas masażu potrafię baaardzo wymęczyć. Jestem okropnie drobiazgowa, ciekawe od kogo to przejęłam, tak więc… Najpierw śniadanie czy prysznic?

    OdpowiedzUsuń
  47. Trzeba przyznać, że rozmowa z nim na początku była trudna. Allie od samego początku odczuwała irytację, gdy mężczyzna rzucał ogólnikami, przekonany, że to wystarczy, by spełnić rolę tak zwanej konwersacji. Na początku wydawał jej jedynie polecenia, które raczej przypominały gardłowe warknięcie, niż ludzką mowę, później raczej wolał się skupiać na fizycznych przyjemnościach, a gdy wreszcie doszło co do czego, miała wrażenie, że zmusza go do pięciu minut rozmowy. Swego czasu gotowa była nawet przekreślić ich relację; nie chciała by ta opierała się jedynie na seksie, cudownym, acz tylko seksie, który nie dawał jej niczego poza chwilową satysfakcją. I gdy była już blisko pożegnania, on wreszcie postanowił się przełamać i otworzyć przed nią. Od tamtej pory rzadko kiedy zmuszona była do używania tego profesjonalnego, psychologicznego tonu i żargonu, którym pragnęła wyciągnąć coś z niego. Sam częściej zaczynał rozmowę, sam schodził na tematy, które w sposób bezpośredni go dotyczyły. To sprawiło, że zaczęła dostrzegać potencjał w ich relacji, a zaraz potem zrozumiała, że jest zakochana. Dlatego fakt posiadania żony tak bardzo ją bolał, była przekonana, że są ze sobą szczerzy, że mówią sobie wszystko. Przeliczyła się, nie pierwszy raz zapewne i nie ostatni. Mogła mieć jedynie nadzieję, że nie wyskoczy nagle z piątką dzieci, których istnienie również przed nią ukrywał.
    Wiedziała, że Holden długo nie wytrzyma, ale umyślnie kontynuowała swoją grę, w pewnym sensie narażając go na te katusze. Nie była jedyną osobą, która tęskniła, wręcz usychała bez rozmowy, dotyku, bądź po prostu obecności tej drugiej osoby tuż obok. Sama była bliska dobrnięcia do granic własnej cierpliwości, jednakże radziła sobie nieco lepiej niż on. Była jednak przekonana, że jeśli potrwa to jeszcze minutę dłużej, to skończą na pierwszej lepszej powierzchni. Jeszcze nigdy nie mieli tak długiej przerwy.
    Hammond teatralnie westchnęła, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między ich ciałami, zupełnie tak jakby tego nie kontrolowała, bo nie było to zależne od niej. Jej ciało rządziło się teraz własnymi prawami, o czym mogło świadczyć nagle zaciśnięcie dłoni na jego ramieniu, tak jakby próbowała oprzeć na nim ciężar swojego ciała. Ciepłym oddechem musiała w tym momencie podrażniać jego szyję, co robiła z największa przyjemnością, a przy nawet najmniejszym ruchu, jej mokre jeszcze włosy prawdopodobnie łaskotały jego twarz.
    - Naprawdę potrzebujesz teraz pójść pod prysznic - mówiąc umyślnie zahaczała ustami o płatek jego ucha, każdy jej ruch złożony był z solidnie przemyślanych elementów, nawet jeśli mogła poświecić im raptem sekundę - Bądź grzeczny, a zastanowię się nad dołączeniem do ciebie. I nad masażem - złożyła jeszcze krótki pocałunek na linii jego żuchwy, po czym w umiejętny sposób, nim on zdążył zareagować, uwolniła się od jego obecności, nagle zwiększając odległość między nimi do dobrych kilku metrów. Nieśpiesznie bowiem, umyślnie kołysząc biodrami, w czym była specjalistką, podeszła z powrotem do stołu, skąd zgarnęła kubek z jeszcze ciepłą kawą. Rzucając mu spojrzenie znad ceramicznego naczynia uśmiechnęła się - Na co czekasz?

    OdpowiedzUsuń
  48. Allie zaciskając dłonie wokół kubka, odprowadziła go pełnym rozbawienia spojrzeniem, a gdy tylko zniknął za progiem, pozwoliła sobie na odetchnięcie; do tej pory nie zdawała sobie sprawy, że właściwie funkcjonuje na połowie oddechu. Upiła łyk kawy, pokręciła głową i udała się z powrotem do kuchni. W co ona w ogóle pogrywała? Co myślała prowokując go swoim niemoralnym wręcz zachowaniem? Jeszcze wczoraj zarzekała się, że Holden należy do przeszłości i gotowa była zrezygnować z pracy, jeśli musiałaby zajść taka potrzeba. A teraz? Igrała z ogniem i robiła to w sposób całkowicie świadomy. Nie mogła zgonić swojego zachowania na chwilowe zamroczenie, celowo - bo przecież nie zrobiła nic by to powstrzymać - eksponowało pewne fragmenty swojego ciała i zachęcała do próby dalszego rozwinięcia sytuacji. Nie przerwała tej komedii, nie odepchnęła go, ba, właściwie sama nadawała bieg zdarzeniom swoimi słowami wypowiadanymi głosem pełnym przekonania. A teraz sapnęła pełna irytacji, bo całkowicie zgłupiała i nie wiedziała jak ma się zachować.
    Hammond wielokrotnie przymierzała się do pozbycia jego rzeczy. Poświęciła kilka godzin swojego życia na siedzenie przed szufladą, gapienie się na jego ciuchy i zastanawianie czy powinna to wyrzucić, spalić, czy może po prostu mu oddać. Ostatecznie jednak za każdym razem pozostawiała je nietknięte, podobnie jak jego szczoteczkę do zebów, czy masę wspólnych zdjęć, które zalegały nie tylko w pudle, ale także i na jej dysku w komputrze. Z pola widzenia usunęła jedynie te, które znajdowały się w ramkach - część z nich podarła, inne zaś wylądowały pod łóżkiem. Fakt, że nie pozbyła się jego rzeczy mogła usprawiedliwić też tym, że w ciągu dwóch tygodni spała tu może zaledwie cztery razy. Cóż, każde usprawiedliwienie jest dobre, a jak widać podjęła prawidłową decyzję, gdyż ubrania, które w tej chwili miał na sobie, nie nadawały się już do użytku - przesiąkła je woń alkoholu i Allie zaczynała się zastanawiać, czy kiedykolwiek spierze się z nich ten smród.
    Wbrew wypowiedzianym słowom, nie miała zamiaru do niego dołączyć. Niepewna własnych myśli i uczuć wolała nie przekraczać pewnych granic. Holdena znała wystarczająco dobrze by wiedzieć, że on również na to nie liczył, a jego słowa umiejętnie rozpoznała jako wyssane z palca kłamstwa, które mimo wszystko sprawiły, że uśmiechnęła się nieco szerzej. Podczas jego nieobecności Hammond zdążyła nakryć do śniadania, zaparzyć świeżą, gorącą kawę i ubrać się wreszcie w króciutkie spodenki i luźny, zwykły t-shirt, który prawdopodobnie jakiś czas temu należał do niego, lecz za sprawą Hammond zapewne zbiegł się w praniu - nie była zbyt dobrą gosposią, a pranie było jedną z czynności, które przekraczały jej zdolności manualne. Czekając na niego usiadła za stołem z gazetą w dłoni, którą zaczęła nieśpiesznie przeglądać; robiła wszystko i nic, by odciągnąć jakoś od niego myśli. Sama zaczęła tę grę i sama powinna ją skończyć, nawet jeśli jej ciało pragnęło czego innego; była babą, nikogo nie powinno dziwić to jak szybko zmieniała swoje zdanie. Wystarczyło, że nie był obecny przez pięć minut i władzę nad nią przejmował zdrowy rozsądek. Nie była tylko pewna jak długo to potrwa.
    - Śniadanie - wymruczała pod nosem, słysząc powolne kroki mężczyzny, który wreszcie wrócił spod prysznica, nie śpieszył się zbytnio, a i ona nie uniosła nawet spojrzenia - Wybacz skarbie, podobno droga do męskiego serca prowadzi przez żołądek, a nie erekcję, więc… Postanowiłam zająć się tym pierwszym - dodała zaginając róg strony, właśnie znalazła kieckę, która znowu zrobi jej debet na karcie. Życie.

    OdpowiedzUsuń